Polska poza Unią?

Polexit
Jeszcze przed rokiem wyjście Brytyjczyków z Unii wydawało się mało prawdopodobne, dziś Brexit jest całkiem możliwy. W Polsce, do czasu zwycięstwa PiS, taki pomysł wydawał się skrajnie absurdalny. A teraz, krok po kroku, dokonuje się cichy mentalny i faktyczny Polexit. Z fatalnym skutkiem.
Jedna trzecia Polaków, czyli z grubsza elektorat PiS, twierdzi, że Unia nadmiernie ogranicza suwerenność Polski.
Jarek Stachowicz/Forum

Jedna trzecia Polaków, czyli z grubsza elektorat PiS, twierdzi, że Unia nadmiernie ogranicza suwerenność Polski.

Widmo Polexitu, do niedawna zupełnie absurdalne, dziś zaczyna krążyć, bo karmi się pisowską zajadłością, grymasami i obelgami.
Krzysztof Żuczkowski/Forum

Widmo Polexitu, do niedawna zupełnie absurdalne, dziś zaczyna krążyć, bo karmi się pisowską zajadłością, grymasami i obelgami.

Marek Sobczak/Polityka

audio

AudioPolityka Marek Ostrowski - Polexit

Brytyjczycy to paradoks: najbardziej kosmopolityczny kraj w Europie ma najbardziej wyspiarską mentalność. Rodzą się z jakąś egzystencjonalną nieufnością do kontynentu. Nigdy nie mieli okazji głosować za Unią. To nie tylko nostalgia za dawnym panowaniem nad światem, ale i opór przed wypieraniem tradycji, spychaniem Commonwealthu w zapomnienie, utratą mitycznej suwerenności, a nawet utratą szylingów, za to inwazją metrycznych miar i wag. John Micklethwait, b. naczelny „The Economist”, obecny naczelny Bloomberg News, tłumaczył w Nowym Jorku: „U torysów być przeciw Europie, to tak jak u republikanów być przeciw aborcji. Najłatwiejsza droga do partyjnej kariery”.

Za wyjściem z UE w czerwcowym referendum będą przede wszystkim głosować ludzie, którzy uważają, że stracili na globalizacji, że świat ich pozostawił samym sobie, którzy pytają: dlaczego dzieje się tak źle? Tenże Micklethwait uczciwie przyznaje, że istotnym dziś powodem groźnego dla Europy referendum jest niechęć do emigrantów z Unii: do Polaków, Czechów, a zwłaszcza do przyznawania im zasiłków rodzinnych. I to mimo że bez emigrantów kraj by sobie nie poradził.

Widmo rozłamu

Zostańmy jeszcze chwilę przy Anglikach, zanim dojdziemy do Polski. George Osborne, kanclerz skarbu, ostrzegł rodaków, że opuszczenie Unii zrobi z Wielkiej Brytanii kraj trwale biedniejszy, bo Brexit zaszkodzi gospodarce. Ekonomiści punkt po punkcie rozwiewają mity eurosceptyków: w Unii Wielka Brytania zyskuje. Dziś 51 proc. brytyjskiego eksportu trafia do krajów Unii. Sondaż fundacji Bertelsmanna wśród 700 firm ustalił, że w razie Brexitu prawie jedna trzecia z nich wyemigruje z Wysp.

Brytyjscy eurosceptycy mówią: po co nam jakaś Unia, mamy pół świata w naszym Commonwealth i specjalne stosunki z Ameryką. Takie myślenie brutalnie wykpił prezydent Obama w ub. tygodniu w Londynie. Nie będę ustawiał waszych głosów – powiedział. Ale jeśli po wyjściu z Unii liczycie na wynegocjowanie dealu handlowego z USA, to nie będzie szybko, bo my chcemy najpierw umowy z Unią. U nas pójdziecie na koniec kolejki. Nie dlatego, że nie mamy z wami specjalnych stosunków, ale dlatego, że bardziej nam się opłaca porozumienie z dużym blokiem krajów niż osobne układy z jednym. Trudno o jaśniejszy wykład potrzeby Unii, nie tylko dla Brytyjczyków, ale i dla nas.

Unia dziś związana jest setkami, jeśli nie tysiącami regulacji handlowych. Traktat przewiduje dwa lata na wyplątanie się z tej sieci. „Rokowania z Kanadą ciągną się już 6 lat, a my rozwiążemy swoje problemy w dwa lata? Jakim cudem?” – pytał jeden z brytyjskich europosłów. Mimo solidnych raportów rządowych na konkretne pytania – co po Brexicie – nie ma jasnych odpowiedzi. Jak widać, nie rozum, kalkulacje i realne korzyści, ale mity i emocje grają w referendum największą rolę. A młodych nawet pociąga sytuacja niepewności i zagrożenia. Sondaż na wczoraj: 47 proc. zostać, 41 – wyjść, 11 – niezdecydowani. To nie będzie wybór między racjonalnością a głupotą. Często wyborcy nie myślą nawet o skutkach finansowych swojego głosowania, mimo że już od listopada funt szterling stracił 12 proc. do euro.

Nie wiadomo, czy skutki znają Polacy. Przykład: koperta finansowa Unii na lata 2014–20 przewiduje dla Polski 82,5 mld euro. Ale Brytyjczycy już liczą, że oszczędzą na składce 11 mld euro rocznie. Jeśli oni przestaną płacić, to koperta pozostanie? Dalej: 15–20 proc. naszego eksportu do Wielkiej Brytanii (drugi nasz rynek po Niemczech) to eksport rolny. Czy nasi chłopi łatwo znajdą sobie inny rynek? Na świecie jest mnóstwo tańszej żywności. A prawo pobytu i rynek pracy? Wielu Polaków będzie musiało Wyspy opuścić. Czy przyjmą ich do pracy inne kraje? Może nasi ministrowie pracy i rolnictwa powiedzieliby coś głośniej o przewidywanych skutkach Brexitu?

Najdotkliwiej ucierpiałaby sama Wielka Brytania. Szkoci nie zgodzą się na wyjście z Unii i jeśli Anglicy zagłosują za wyjściem, dojdzie nieuchronnie do rozpadu Zjednoczonego Królestwa. Będzie to dla kraju katastrofa o gigantycznej skali. Ale dojdzie też do ogromnego osłabienia Unii. Z amputowaną drugą co do wielkości otwartą na świat, konkurencyjną gospodarką, duchem przedsiębiorczości, największą chyba potęgą wojskową Unia straci część swojej dynamiki ekonomicznej, globalnych wpływów i prestiżu. W polityce zagranicznej kurczy się front twardszej polityki wobec Rosji.

Widmo Brexitu krąży po Europie. Widmo zaburza trzeźwość spojrzenia. Nagle większość Francuzów nie oponowałaby przed podobnym referendum. A w Polsce? Widmo Polexitu, do niedawna zupełnie absurdalne, dziś też zaczyna krążyć, bo karmi się pisowską zajadłością, grymasami i obelgami. Premier rządu w pierwszym wystąpieniu kazała usunąć flagi unijne z podium. Gest symboliczny, niby narodowy. Ale wszyscy pamiętali wcześniejszą wypowiedź posłanki Krystyny Pawłowicz, która tę flagę jeszcze w 2013 r. nazwała szmatą. A ówczesny rzecznik partii Andrzej Duda (tak, ten sam) w wypowiedzi dla RMF FM zbagatelizował to szokujące sponiewieranie symbolu. W PiS są osoby z różnym temperamentem – tłumaczył. Ale Krystyna Pawłowicz to prawdziwa twarz PiS. Mówi to, co wielu pisowców myśli, lecz wstydzi się powiedzieć do kamery.

Dowodów na niechętne czy wręcz wrogie traktowanie Unii przez rząd PiS jest bez liku. W wypowiedziach oficjalnych podkreślano, że nie będziemy iść w głównym nurcie. W exposé ministra spraw zagranicznych główne kraje unijne zostały zmarginalizowane, Unia praktycznie pominięta. Najmilszy sojusznik – Londyn, który stoi jedną nogą w drzwiach. Jeden z ideologów PiS, prof. Krasnodębski, zasugerował, że jeśli politycy Unii będą krytykować nasz rząd, to wkrótce Polska „stanie przed koniecznością” takiego referendum jak Brytyjczycy. Dodatkowo ciągła retoryka antyniemiecka. Prof. Wolfgang Merkel (zbieżność nazwisk przypadkowa) mówi w wywiadzie, iż Niemcy widzą, że PiS chce zbić kapitał polityczny na nacjonalistycznej retoryce. W podtekstach chodzi o skojarzenie Unii z Niemcami. Minister Ziobro wysyła list do unijnego komisarza Oettingera – z powodu uruchomienia mechanizmu kontroli praworządności w Polsce – i wytykając mu, że jest Niemcem, przypomina wojnę z Niemcami. Wicemarszałek Sejmu z PiS Brudziński na zaniepokojenie Martina Schulza, przewodniczącego parlamentu UE, mówi, że „ma w poważaniu”, co ten „bełkoce”. Prof. Legutko, w imieniu europosłów PiS, w liście do Martina Schulza, przewodniczącego europarlamentu, zarzuca mu arogancję, złą wolę i brak uprawnień.

W czerwcu wypadałoby obchodzić 25-lecie polsko-niemieckiego Traktatu o dobrym sąsiedztwie, ale pisowskie media jeszcze w styczniu jechały na całego. Na okładce „wSieci” kanclerz Merkel z Martinem Schultzem i carycą Katarzyną szykują rozbiór Polski. Niezmordowana w głupstwach posłanka Pawłowicz ogłosiła bojkot niemieckich towarów. „Wprost” na okładce rysuje Merkel pośród postaci w mundurach wojskowych nad mapą Europy. Na wspólnej konferencji Waszczykowskiego i Steinmeiera w Warszawie niemiecki minister akcentował elementy wspólne, a polski – rozbieżności.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną