Kraj

Protest pielęgniarek to dopiero początek. W Polakach budzi się roszczeniowość

Jacek Marczewski / Agencja Gazeta
Polityczny spektakl wokół strajku w CZD doskonale pokazuje, że polskie elity nie mają za grosz zrozumienia dla słusznych pracowniczych protestów.

Sejmowa debata na temat sytuacji w CZD była jak wystawiana po raz setny sztuka. Role dawno rozdane i wykute na blachę. Jedyna różnica polegała na tym, że aktorzy pozamieniali się rolami. I teraz ci, co grali w białych kapeluszach, założyli czarne, a ci uprzednio w czarnych zarzucili na głowę białe. Co jeszcze bardziej potwierdziło papierowość i anachronizm całego przedstawienia.

Na scenę wyszła więc premier i powiedziała, że to nie jej wina, tylko poprzedników. A poza tym to trzeba sprawę rozwiązać systemowo i to zostanie zrobione. Kiedy? Nie wiadomo. Minister apelował do pielęgniarek, by się opamiętały, zrozumiały i nie przesadzały. Ktoś inny dorzucił jeszcze rytualne, że najważniejsi są „mali pacjenci”.

Na dobrą sprawę ta ostatnia kwestia powinna wywołać wśród publiczności salwę śmiechu, bo zawarta była w niej sugestia, że strajki powinny odbywać się w ustronnych miejscach i po godzinach pracy. No ale publiczność się nie zaśmiała, bo mało w temacie strajkowym wyrobiona.

A potem swoją rolę wygłosili była premier i były minister. Oni (co za zaskoczenie!) zarzucali obecnej premier i obecnemu ministrowi nieumiejętność rządzenia oraz hejt i pogardę wobec strajkujących. Szkoda tylko, że gdy była premier nie była jeszcze „eksem”, to jakoś miała w temacie „słusznych postulatów płacowych w budżetówce” odmienne zdanie. Podobnie reprezentanci jednej z partii opozycyjnych, którzy dziś w sejmowym teatrze pomstowali na łamanie praw pracowniczych w CZD i popierali strajk. A jeszcze kilka miesięcy temu na tej samej scenie zgłaszali projekt praktycznego zagłodzenia i marginalizacji związków zawodowych.

Chyba dla wszystkich obserwujących przedstawienie widzów było jasne, że gdyby protest wybuchł rok temu, to wygłaszane kwestie byłyby odwrotne. Dlatego apeluję: proszę pod żadnym pozorem nie klaskać. Nawet jeżeli to marne przedstawienie zostanie zakończone jakimś chwilowym kompromisem, bo na systemowy niestety się nie zanosi. Co gorsza, uwaga opinii publicznej może w każdej chwili ulecieć w jakimś innym kierunku.

Czego powinniśmy się w takim razie domagać? Najlepiej zdjęcia z afisza starej, zgranej na śmierć sztuki. I wprowadzenie na deski czegoś zupełnie nowego.

Porzucam więc metaforę i sumuję w dwóch punktach, czego należałoby oczekiwać.

Po pierwsze, domagajmy się, żeby PiS przestał tylko mówić o tym, że dofinansuje wiele biedujących dziedzin polskiego państwa opiekuńczego (choć lepiej by było powiedzieć „ćwierćopiekuńczego”). To świetnie i słusznie, że mówi o niedofinansowaniu. Tylko że już czas na to, by pokazywać, skąd weźmie pieniądze na tę słuszną redystrybucję. A pieniądze państwo bierze z podatków. I akurat w kraju takim jak Polska, gdzie podatki są bardzo niskie zwłaszcza dla bogatszej i zasobnej w kapitał części społeczeństwa, jest na taki ruch olbrzymie pole. Więc to właśnie tym powinien się dziś zajmować rząd Beaty Szydło. A nie kombinowaniem, jak tu zmienić konstytucję bez większości konstytucyjnej i jak wygrać rzekomą wojnę o suwerenność, której tak naprawdę wcale nie ma.

Po drugie, trzeba zacząć się przygotowywać na myśl, że protest pielęgniarek to dopiero początek. Bo w Polakach po ćwierćwieczu samoograniczania budzi się zdrowa roszczeniowość. I to dobrze, bo roszczeniowość jest dźwignią prawdziwego społecznego postępu. Rząd nie powinien z tym zjawiskiem nadmiernie walczyć. Tylko nauczyć się ten słuszny gniew pracowników w miarę możliwości przekierowywać. Najlepiej do sektora prywatnego.

Bo dziś jest tak, że protesty płacowe widzimy tylko w budżetówce. Dlaczego? Bo tylko tam ostały się jeszcze jakiekolwiek organizacje związkowe. Podczas gdy w sektorze prywatnym pracodawca króluje niepodzielnie, co jest dziś jednym z najpoważniejszych hamulców naszego rozwoju cywilizacyjnego i ekonomicznego.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Kompozytorki wchodzą do gry

Kiedyś mieliśmy wśród kompozytorek pojedyncze przykłady spektakularnych karier. Ale najmłodsze pokolenie idzie całą ławą, co było widoczne na jesiennych festiwalach muzyki współczesnej.

Dorota Szwarcman
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną