Zawiłe losy Polaków z Wołynia

Pod różnymi banderami
Na Wołyniu polskość ma więcej barw niż tylko biało-czerwone.
Wystrój siedziby stowarzyszenia lekarzy polskiego pochodzenia w Łucku. Żadna władza tu nie zagląda, mówią jego działacze.
Filip Ćwik/Napo Images

Wystrój siedziby stowarzyszenia lekarzy polskiego pochodzenia w Łucku. Żadna władza tu nie zagląda, mówią jego działacze.

Spotkanie Bractwa OUN-UPA. Wśród zebranych Onifryjczuk i Dawydyna.
Filip Ćwik/Napo Images

Spotkanie Bractwa OUN-UPA. Wśród zebranych Onifryjczuk i Dawydyna.

Już wcześniej jednej z ulic w Łucku, będącej przedłużeniem ulicy Kopernika, nadano imię Stepana Bandery.
Filip Ćwik/Napo Images

Już wcześniej jednej z ulic w Łucku, będącej przedłużeniem ulicy Kopernika, nadano imię Stepana Bandery.

Młodych Ukraińców języka polskiego uczy Jadwiga Demczuk, która od pięciu lat przyjeżdża do Łucka z ramienia Ośrodka Polskiej Edukacji za Granicą.
Filip Ćwik/Napo Images

Młodych Ukraińców języka polskiego uczy Jadwiga Demczuk, która od pięciu lat przyjeżdża do Łucka z ramienia Ośrodka Polskiej Edukacji za Granicą.

Stowarzyszeniem artystów Barwy Kresowe kieruje Grzegorz Rolinger – skrzypek, w Łucku z dziada pradziada; w latach 90. miejscowa katedrę uwalniał od Muzeum Ateizmu.
Filip Ćwik/Napo Images

Stowarzyszeniem artystów Barwy Kresowe kieruje Grzegorz Rolinger – skrzypek, w Łucku z dziada pradziada; w latach 90. miejscowa katedrę uwalniał od Muzeum Ateizmu.

Walenty Wakoluk, prezes Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej: – My z Kresów często inaczej myślimy o polskości niż Polacy z Mazowsza czy ze Śląska.
Filip Ćwik/Napo Images

Walenty Wakoluk, prezes Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej: – My z Kresów często inaczej myślimy o polskości niż Polacy z Mazowsza czy ze Śląska.

Ten satelita spadł mu jak z nieba. Ucieszył się, kiedy przed 10 laty stowarzyszenie dostało w prezencie dekoder i antenowy talerz. Polskie filmy będą atrakcją, przyciągną ludzi, pomyślał. Włączył komedię „Sami swoi”, która zawsze bawi. Ale po 15 minutach Kresowiacy zaczęli marudzić: Przerzuć na ten kanał, gdzie jest „Biedna Nastia”. Czyli łzawy rosyjski serial.

Przełączyłem, wyszedłem na ulicę i zacząłem rzucać kurwami. Paskudnie mi się zrobiło na duszy – Walenty Wakoluk, prezes Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej w Łucku na Ukrainie, do dziś nie może tego przeżyć. Patriotyzmu był uczony od małego. Pamięta, jak go dziadek wołał co roku każdego 11 listopada: Chodź no, naleję kieliszeczek, powąchasz świątecznej wódeczki.

Rodzina Walentego, po mamie z Doboszyńskich, uciekła w 1943 r. przed rzezią z rąk ukraińskich partyzantów z Winnicy na Polesie. Zatrzymali się w Kołkach, ale i ta wieś została spalona przez UPA. – Część rodziny wyrąbano. Reszta przeżyła, ukryta przez ukraińską rodzinę Sadowych. Siedzieli na strychu, a na dole bojownicy spod znaku tryzuba pili gorzałkę – dopowiada Walenty, rocznik 1956. W domu było polskie radio, starsze pokolenie pamiętało piosenki Hanki Ordonówny, a to Walentego słuchało Grechuty, Niemena i tego, że dziwny jest ten świat.

Wakoluk: – Tu, gdzie się urodziłem, jest moje miejsce, kultura i emocje.

Oryginalni i dekoracyjni

Po 1990 r. postsowiecka gleba zaczęła uwalniać polskie pędy. W łuckiej katedrze było Muzeum Ateizmu. Katolicy chcieli odzyskać kościół. Grzegorz Rolinger, łucki artysta muzyk na emeryturze, pamięta, jak przed Wielkanocą 1991 r. osobiście demontował figury neandertalczyków. Były muzealnymi eksponatami, miały świadczyć o teorii ewolucji.

Wraz z powrotem wiary w boski porządek świata powstało też polskie stowarzyszenie. Dziś, po ćwierćwieczu, liczy ok. 300 członków. – Oryginalnych Polaków jest może 20 proc. – mówi Wakoluk i zastanawia się, jak zdefiniować tych prawdziwych. – Rdzenni, którzy przeżyli wojnę i rzeź wołyńską, uciekli do Polski. W czasie tzw. drugiej repatriacji w latach 50. wypędzono resztę. Pozostały absolutne niedobitki. Większość rodzin jest wymieszana.

Więcej jest Polaków dekoracyjnych, jak ich Wakoluk nazywa. Wyciągnął taki z kufra jakieś papiery, że prababcia była Polką, bo teraz pochodzenie jest mu potrzebne do Karty Polaka. Po polsku nie gada, kultura obca. No, może widział „Ogniem i mieczem” w ukraińskiej wersji językowej. Polski jeszcze rozumie, ale zachowuje się jak rodowity Ukrainiec.

W stowarzyszeniu nie mamy ciągot polonizacyjnych. Deklarujesz związek z polskością, proszę bardzo. U nas są nawet Tatarzy, którzy uciekli z Krymu przed rosyjską inwazją – wyjaśnia prezes. Przyjechała z Tatarami do Łucka tylko jedna kobieta, która uważa się za pełnokrwistą Polkę. Większość Polaków z prawdziwymi korzeniami została na Krymie. Uwierzyli propagandzie, że na zachodniej Ukrainie mogą trafić w ręce miłośników Stepana Bandery (w latach 30. i 40. XX w. lidera ukraińskich nacjonalistów, frakcji OUN-B, którą obarcza się odpowiedzialnością za wojenne pogromy m.in. Polaków). Podobnie zresztą myśli wielu rodaków zza Buga, obywateli Rzeczpospolitej.

Wakoluk przyzwyczaił się do tego: – My z Kresów często inaczej myślimy o polskości niż Polacy z Mazowsza czy ze Śląska. Dzwonią do mnie z kraju przerażeni: Banderowcy u was rządzą i jeszcze nie riezajut? A czym tu się przejmować? Że Banderze pomnik będą stawiać?

Pokazowy bohater

W styczniu 2016 r. Rada Miejska w Łucku podjęła uchwałę o przekazaniu 200 tys. hrywien na budowę pomnika Stepana Bandery. Do końca roku ma stanąć w centrum miasta.

Grzegorz Rolinger – ten, który uwalniał katedrę od teorii ewolucji – ma za zięcia Ukraińca. Petro, 37 lat, był w społecznej radzie przy merze Łucka, więc wie, co w lokalnej polityce piszczy. W pomnik nie wierzy. – Trzeba na to kilka milionów hrywien, a nie 200 tys. Zresztą o pomniku mówi się od kilku lat. To działanie na pokaz – przekonuje i tłumaczy zawiłości łuckich powiązań. – Ukrop, partia Kołomojskiego, oligarchy z Dniepropietrowska, ma w radzie 15 radnych, ale to nie większość. Są też ludzie z partii prezydenta Poroszenki, ale to teraz słaba drużyna. Jest i Swoboda, ma mera, jednak to tylko tak brzmi, że nacjonaliści. Jak jest potrzebny skandal na korzyść Moskwy, zaraz robią się aktywni. A Polacy nie mają reprezentacji. Jest ich w mieście może kilka procent na 200 tys. mieszkańców.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną