Prywatna wendeta ministra Ziobry

Śledztwo specjalnej troski
Zbigniew Ziobro, jego matka i brat zrobili prawie wszystko, by udowodnić, że ich ojciec i mąż zmarł 10 lat temu przez błędy lekarzy. Nie udowodnili. Teraz syn, jako minister sprawiedliwości i prokurator generalny, zyskał nowe narzędzia.
Krystyna i Jerzy Ziobrowie z synami Witoldem i Zbigniewem, Krynica, 2004 r.
Krzysztof Karolczyk/Agencja Gazeta

Krystyna i Jerzy Ziobrowie z synami Witoldem i Zbigniewem, Krynica, 2004 r.

Nieoficjalnie wiemy, że odkąd ministrem sprawiedliwości został Ziobro, oskarżeni publicznie milczą.
Grażyna Myślińska/Forum

Nieoficjalnie wiemy, że odkąd ministrem sprawiedliwości został Ziobro, oskarżeni publicznie milczą.

W ostatnich miesiącach Zbigniew Ziobro jako minister sprawiedliwości podejmuje decyzje, które – jak się wydaje – nie pozostają bez wpływu na proces w sprawie jego ojca.
Adam Chełstowski/Forum

W ostatnich miesiącach Zbigniew Ziobro jako minister sprawiedliwości podejmuje decyzje, które – jak się wydaje – nie pozostają bez wpływu na proces w sprawie jego ojca.

Jeśli czterem kardiologom sąd udowodni winę, to nawet na 5 lat mogą iść do więzienia, a najpewniej też będzie im odebrane prawo wykonywania zawodu.
Tadeusz Późniak/Polityka

Jeśli czterem kardiologom sąd udowodni winę, to nawet na 5 lat mogą iść do więzienia, a najpewniej też będzie im odebrane prawo wykonywania zawodu.

Jest 22 czerwca 2006 r. Jerzy Ziobro – 71-letni lekarz z Krynicy – przyjeżdża do kliniki kardiologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Jego syn Zbigniew jest ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym w pierwszym rządzie PiS. Atmosfera jest napięta: politycy grożą lekarzom, że weźmie się ich „w kamasze”. Ojciec ministra jest dla krakowskich lekarzy pacjentem szczególnym. Biegają wokół niego, starają się.

Choć z Krynicy na oddział kardiochirurgii w Nowym Sączu jedzie się najwyżej pół godziny, rodzina decyduje się jednak na Kraków. Nalegają na skierowanie do tej właśnie krakowskiej kliniki, bo mają tu znajomego lekarza.

2 lipca, po północy, Jerzy Ziobro umiera. Co się wydarzyło przez te 10 dni? Pacjent choruje na serce. Lekarze przeprowadzają koronarografię (badanie drożności tętnic w sercu). W trzech tętnicach stwierdzają zwężenia. Kardiolodzy mają do wyboru dwie drogi: stentowanie, czyli wszczepienie sprężyny rozszerzającej tętnicę, albo wszczepienie by-passów. Wybierają to pierwsze. W czasie tego pobytu w szpitalu chory miał cztery koronarografie i dwa zabiegi stentowania. Za drugim razem dochodzi do powikłań. Tuż przed północą wezwani na pomoc oskarżeni dziś lekarze, którzy mieli wtedy wolne, jeden z Rzeszowa, drugi zaraz po dyżurze, przyjeżdżają do krakowskiego szpitala. Zdążyli, jednak Jerzy Ziobro umiera w drodze z oddziału do pracowni hemodynamiki. Lekarze stwierdzają, że zamknięte przez skrzepy stenty doprowadziły do zawału.

Miesiąc później brat ministra sprawiedliwości Witold Ziobro składa doniesienie do prokuratur na czterech lekarzy. Zarzut: narażenie ojca na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Polityczna atmosfera wokół lekarzy gęstnieje. Siedem miesięcy po śmierci Jerzego Ziobry CBA zatrzymuje dr. Mirosława Garlickiego, pochodzącego z Krakowa kardiochirurga, który leczył w warszawskim szpitalu MSWiA (akcja ma kryptonim Mengele 5). Ziobro na słynnej konferencji wygłasza słowa: „Nikt nigdy nie będzie już pozbawiony życia przez tego pana”. Garlicki po sądowych bataliach doczekał się nakazanych publicznych przeprosin od Ziobry. Rodzina Ziobrów, oskarżając krakowskich lekarzy o śmierć, nie zamierza nikogo przepraszać.

Umorzenia i reanimacja

Kiedy dr Garlicki jeszcze siedzi w areszcie, śledztwo w sprawie śmierci ojca ministra trafia do krakowskiej prokuratury, ale potem przejmuje je prokuratura w Ostrowcu Świętokrzyskim. Oficjalnie z powodu „niezależnych przyczyn losowych”. Ale w Krakowie słychać, że prokuratorzy byli zbyt odporni na naciski szefa. Było im trudno, bo prowadzili przecież śledztwo w sprawie śmierci jego ojca. – Ziobrowie uważali, że krakowscy prokuratorzy leczą serca u oskarżanych kardiologów. Nie mieli do nich zaufania – mówi nasz informator. Po przeanalizowaniu opinii kilkunastu biegłych sądowych lekarzy z kilku ośrodków medycznych śledczy z Ostrowca umarzają sprawę. Biegli musieli odpowiedzieć na 277 pytań, z czego ponad 200 zadała im rodzina zmarłego.

Ziobrowie nie zgadzają się z takim zakończeniem sprawy i zamawiają prywatne opinie w ośmiu ośrodkach na świecie: czterech w USA oraz w Izraelu, Niemczech, Szwecji i we Włoszech. Razem z tłumaczami kosztowały ich prawie 100 tys. zł. Że te opinie są sprzeczne z opiniami polskich biegłych – to mało powiedziane. Z tych zagranicznych wynika, że na każdym etapie leczenia Jerzego Ziobry były błędy. Zaczynając od wyboru metody terapii (zamiast stentów lekarze powinni zastosować zabieg kardiochirurgiczny), przez dobór leków, sposób wykonania zabiegu, a na nierozpoznaniu w porę zawału serca kończąc. Rodzina Ziobrów na stronie internetowej jerzyziobro.pl zamieszcza po polsku i przetłumaczone na angielski wszystkie te opinie, dokumenty z leczenia Jerzego, wyniki badań, całą historię pobytu w szpitalu.

Ziobrowie skarżą się do sądu na to pierwsze umorzenie, reprezentuje ich Piotr Pszczółkowski, wybrany później przez PiS na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Krakowski sąd przyznaje im rację. Uzasadnia, że opinia z Zakładu Medycyny Sądowej w Łodzi nie jest spójna i niebudząca żadnych wątpliwości, jak sądził prokurator. Sąd upomina też śledczych, że nie powinni zignorować tych prywatnych opinii lekarskich zamówionych przez rodzinę. Oczywiście ten wyrok nie przesądza kwestii winy. Prokuratorzy znów biorą się do pracy i po raz drugi, już prawomocnie, umarzają sprawę. Ziobrom przysługuje już tylko prawo do wniesienia prywatnego aktu oskarżenia przeciwko lekarzom, już na własną rękę idą do sądu. Teraz to na nich ciąży udowodnienie winy lekarzy. Na 10 stronach wypisane zarzuty. Do oskarżycieli Krystyny Kornickiej-Ziobro i Witolda Ziobry dołącza Zbigniew Ziobro (jest wtedy europosłem). Wcześniej, kiedy był prokuratorem generalnym i ministrem sprawiedliwości, oficjalnie odcinał się od sprawy. Dziś ponownie jest ministrem, ale ze sprawy się nie wycofuje.

Na początku 2012 r. krakowski sąd kolejny raz umorzył sprawę, nie rozpoczynając procesu. Uznał, na podstawie nowej opinii biegłych, że czworo lekarzy nie naraziło pacjenta na niebezpieczeństwo utraty życia. Ale Ziobrowie walczą dalej i sąd wyższej instancji zażalenie rodziny uwzględnia – w niewielkiej części. Trzech lekarzy całkowicie oczyścił z zarzutów. Sądzony miał być jedynie prof. Dariusz Dudek, bo to on miał zdecydować o odstawieniu leku przeciwzakrzepowego. Rodzina Ziobrów chwyta się ostatniej deski ratunku. Prosi o pomoc prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, już tylko on może zwrócić się o kasację do Sądu Najwyższego. Ziobrowie chcą doprowadzić do procesu całej czwórki lekarzy. Pod kasacją podpisuje się zastępca Seremeta Marek Jamrogowicz (zastępca PG zatwierdzony przez Lecha Kaczyńskiego). Do sądu wpływa w prawie ostatnim możliwym terminie, dzień po świętach Bożego Narodzenia 2012 r.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną