Wyrok TK to wykład (prawa) dla (politycznych) opryszków
Najlepsi juryści w kraju zamiast zajmować się faktycznie skomplikowanymi problemami prawnymi, muszą kolejny raz publicznie wykładać demokratyczne abecadło.
Dawid Zuchowicz/Agencja Gazeta

Wstyd, że po ćwierć wieku wolnej Polski Trybunał Konstytucyjny musi przypominać podstawowe zasady, które winny obowiązywać, by Rzeczpospolita mogła być nazywana „demokratycznym państwem prawa”.

Uzasadniając werdykt obnażający podstawowe założenia pisowskiej wizji (czy raczej starannie przemyślanej koncepcji) sprowadzenia sądu konstytucyjnego do roli organu w pełnie podległego woli aktualnej politycznej większości parlamentarnej, TK dał precyzyjny i przystępny nawet dla laików wykład podstaw współczesnego pojmowania demokracji w cywilizowanym świecie.

Przypomniał choćby, że zasada suwerenności narodu nie oznacza wcale prawa nawet demokratycznie wybranego parlamentu do stanowienia praw sprzecznych z konstytucją. A także że zasada trójpodziału władz oznacza m.in., iż ustawodawca nie ma pozycji zwierzchniej wobec sądów. Te bowiem – w imię swojej niezależności i niezawisłości samych sędziów – muszą być odseparowane od obu pozostałych władz: zarówno ustawodawczej, jak i wykonawczej.

Wymowne i nader mocne – zwłaszcza wobec frazeologii PiS i ciągnącej się tak długo batalii o pozycję TK – było wreszcie stwierdzenie, że sądownictwo konstytucyjne to zabezpieczenie jednostek przed tyranią większości.

Rzecz w tym, że reguły te powinny być oczywiste w państwie, które od ponad ćwierć wieku cieszy się wolnością, ma piękne tradycje wolnościowe i, było nie było, szczyci się przynależnością do kręgu cywilizacji (i demokracji) Zachodu.

Tymczasem znaleźliśmy się w sytuacji, w której najlepsi juryści w kraju zamiast zajmować się faktycznie skomplikowanymi problemami prawnymi czy prawno-etycznymi, muszą kolejny już raz publicznie wykładać demokratyczne abecadło niczym licealni nauczyciele przedmiotu Wiedza o Społeczeństwie.

Co więcej, jest jasne, że ci, którzy lekcji tej powinni wysłuchać ze szczególną uwagą – bo sami wywołali temat – zupełnie ją zlekceważą, a profesorów wykpią i obrażą (prawda, prezesie Kaczyński, Andrzeju Dudo, Beato Szydło, Marku Kuchciński, Ryszardzie Terlecki, Zbigniewie Ziobro? – by już nie wspominać o posłance Pawłowicz i pośle/prokuratorze Piotrowiczu). Są bowiem nawet nie tyle mało lotnymi uczniami, co zwykłymi politycznymi opryszkami, gotowymi cynicznie i – jak mawia się właśnie w tego pokroju kręgach – „na wydrę” forsować korzystne dla swojej władzy i wizji chwyty. Nie bacząc na ustrojowe reguły czy jakieś tam prawa i wolności. W nadziei, że – jak przewidywał jeden z ich kompanów – „ciemny lud (i tak) to kupi”.

Takiego werdyktu Trybunału można się było spodziewać (choć sędziowie mogli też uznać za niekonstytucyjną całą ustawę, jako uniemożliwiającą de facto działalność TK). A że można się też spodziewać reakcji rządzących, to przed wyzwaniem niezawisłości staną teraz także sędziowie sądów powszechnych, samorządowcy i ci z urzędników, którzy poczuwają się do misji służby cywilnej. W ich przypadku może to być jeszcze trudniejsza próba.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną