Władza poluje na elity III RP

Kwit na elity
Atak na elity III RP to dzisiaj podręczny i podstawowy instrument obozu władzy. Chociaż dały one Polsce najlepsze ćwierćwiecze od wieków, tak łatwo są teraz poniewierane. Ile w tym politycznej gry, a ile prawdziwej winy elit?
Tłuste koty muszą być wypędzone przez głodne koty. Kiedy wychudną w opozycji, mobilizują się do zwycięskiej walki.
Mirosław Gryń/Polityka

Tłuste koty muszą być wypędzone przez głodne koty. Kiedy wychudną w opozycji, mobilizują się do zwycięskiej walki.

Kaczyński ma rację, że wymiana elit stała się konieczna. Tylko że on sam też jest do wymiany, jest częścią problemu, a nie rozwiązaniem.
Mirosław Gryń/Polityka

Kaczyński ma rację, że wymiana elit stała się konieczna. Tylko że on sam też jest do wymiany, jest częścią problemu, a nie rozwiązaniem.

Żebyśmy ruszyli do przodu, musi rządy Kaczyńskiego oraz jego klonów i kukiełek obalić wolne od peerelowskiego ukąszenia pokolenie III RP.
Mirosław Gryń/Polityka

Żebyśmy ruszyli do przodu, musi rządy Kaczyńskiego oraz jego klonów i kukiełek obalić wolne od peerelowskiego ukąszenia pokolenie III RP.

audio

AudioPolityka Jacek Żakowski - Kwit na elity

Skoro czytacie ten tekst, to znaczy, że on jest o Was. Bo jako czytelnicy tygodnika opinii należycie do polskich elit. Elita jest elitą, bo zajmuje pozycje, które dają jej większy wpływ na życie ogółu niż innym. Może być (intelektualnie, kulturowo) lepsza od średniej społeczeństwa, ale też może być gorsza. Przez ostatnie ćwierć wieku ewoluowaliśmy od stanu pierwszego do drugiego. To jest ważne źródło naszych problemów.

Wojna polsko-polska jest wojną elit. Elity – mówi Jarosław Kaczyński – były złe. Mają je zastąpić lepsze. Nic dziwnego w tym nie ma. Sto lat temu Vilfredo Pareto opisał historię jako cmentarzysko elit. Dla Pareto polityka to wypieranie jednych elit przez inne. PiS wciela myśli Pareto tak jak marksiści Marksa. Jako wulgatę sprowadzającą historię do pytania: „kto kogo?”. Dekomunizacja, lustracja, czystki są od początku III RP dla prawicy ważniejsze niż dobre rządzenie. Dlatego prawica się nie martwi klapą aukcji w Janowie i milionowymi stratami. „Musi być wymiana kadr”. Jak nie ma kompetentnych „swoich”, mianuje się „swoich”, jacy są – dobrzy, bo partyjni. Szeregowym działaczom tę drogę podsuwa ludowy nepotyzm. Prawicowi intelektualiści ją racjonalizują. „Nauczą się” – mówił Mateusz Morawiecki, pytany w czerwcu o mianowanie niekompetentnych osób m.in. w Janowie i KGHM. Im więcej osób wiąże swoją pozycję w elicie z nowym ładem, tym trudniej go zmienić. Elita z partyjnego nadania jest najwierniejsza.

Koty tłuste, koty głodne

W koncepcji Pareto nowe elity grzebią stare i grzebane są przez następne. Grabarze są przekonani, że ich prawo do życia (rządzenia) jest lepsze niż prawo nieboszczyków. Ale każdy grabarz będzie kiedyś klientem innego grabarza. Mądra elita potrafi jednak wchłaniać kluczowe jednostki i kontrolować procesy społeczne, by konkurencyjna elita jej nie zagroziła. W ten sposób mądre elity ewoluują wraz z rzeczywistością. Gdy świat jest bezpieczny, w elicie przybywa sprytnych lisów. Im robi się mniej bezpiecznie, tym więcej dołącza do niej walecznych lwów. Kiedy elita traci zdolność takiego ewoluowania, przegrywa. Elity, które chce zlikwidować Kaczyński, tego nie umiały. Gdyby umiały, PiS nie byłby problemem. Ale też nic nie wskazuje na to, aby tę zdolność posiadły elity Kaczyńskiego. Zwłaszcza że to w istocie dalsze szeregi elit dotychczasowych, które uwierzyły, że nie są gorsze od czołówki, a dotąd były jedynie politycznie zablokowane.

Według Pareto – że raz jeszcze go przywołam – elita rządząca traci zdolności adaptacyjne, bo rozleniwia się, będąc u władzy. Zastępuje ją inna, którą do pracy gna głód władzy. Tłuste koty muszą być wypędzone przez głodne koty. Kiedy wychudną w opozycji, mobilizują się do zwycięskiej walki. To było widać w ostatnich kampaniach wyborczych i dobrze to widać, kiedy stara elita próbuje się pozbierać w opozycji. Pareto nazwał to „krążeniem elit”. To jest naturalne. Ale czujemy przecież, że to, co dzieje się w Polsce, nie jest naturalne. Przynajmniej wedle norm świata, do którego chcieliśmy dołączyć.

Krążenie elit III RP praktykowała ćwierć wieku. Lech Kaczyński jest dobrym przykładem. Był u władzy jako minister Wałęsy. Potem był w opozycji, aż Olszewski zrobił go szefem NIK. Potem znów był w opozycji i wrócił do władzy jako minister sprawiedliwości u Buzka. I znów trafił do opozycji, aż został prezydentem Warszawy i Polski. Przykładów takiego krążenia i wymiany elit było wiele. To, co dzieje się teraz, ma przerwać to krążenie. Cykliczną wymianę zastąpić ma zmiana. Nie chodzi o to, kto wygra ligę. Chodzi o to, kto w niej zagra. Zdaniem Kaczyńskiego dotąd grali nie ci, co powinni. Coś musi być na rzeczy, skoro dali mu szansę wcielać to przekonanie w życie. Bo władza PiS to owoc ich rządów.

W imieniu elit, które teraz chce obalać Kaczyński, prof. Marcin Król oświadczył, że byliśmy głupi. Nie zgadzam się z nim. Ale gdyby powiedział: „byliśmy coraz głupsi”, tobym przyklasnął. Na początku jako głodne koty byliśmy jak brzytwa na tle obalanej władzy i otaczającego nas świata. To było widać, kiedy jesienią 1988 r. Lech Wałęsa w telewizji zrobił marmoladę z szefa oficjalnych związków Alfreda Miodowicza. Umieliśmy trafnie odczytać oczekiwania społeczne i procesy zachodzące w Polsce, Rosji, na Zachodzie. Jako głodne koty byliśmy bardziej czujni, wrażliwi na bodźce i zdeterminowani, więc widzieliśmy świat dużo ostrzej i walczyliśmy lepiej niż tłuste koty z KC, Kremla, Bonn, Kapitolu. Dzięki temu wygrywaliśmy z silniejszymi. I nie byliśmy głupsi niż inni w naszym świecie. Nikt nie miał zielonego pojęcia, jak z zupy rybnej zrujnowanego systemu sowieckiego zrobić akwarium wolnego społeczeństwa, demokracji, państwa prawa, rynku. Nie można powiedzieć, że byliśmy głupi, dlatego że nie wiedzieliśmy tego, czego w 1989 r. nie wiedzieli najmądrzejsi na świecie. Ale ziarna głupoty mieliśmy zaszyte pod skórą.

Peerelowskie ukąszenie

Nowy szef IPN dr Jarosław Szarek widzi polski problem w tym, że „rezerwą kadrową III RP byli członkowie PZPR lub byli agenci”. Tak, ludzie związani z władzą poprzedniego systemu są częścią aparatu III RP – np. poseł Piotrowicz, prokurator stanu wojennego, twarz ataku PiS na TK. Może nawet tacy ludzie są nadreprezentowani w elitach. Do obozu władzy werbowano przecież aktywnych i ambitnych, a potem w nich inwestowano. Pozostawali aktywni i ambitni, gdy system się zmienił. Tak samo dobrym przykładem są tu Marcin Wolski i Krzysztof Czabański, guru pisowskiej propagandy, jak Leszek Balcerowicz, guru liberalnych reformatorów.

Członkostwo w PZPR i agenturalna współpraca części elit nie objaśniają jednak, dlaczego sprawy tak się potoczyły i „wymiana elit” stała się tak nośnym hasłem. Na wszystkich szczeblach zdecydowaną większość elit III RP stanowili przecież bezpartyjni i niewspółpracujący. Jeśli partyjni (poza SLD) mieli kluczowe znaczenie w procesie transformacji, byli to dysydenci, którzy – jak Bronisław Geremek – na długo przed przełomem rzucili partyjne legitymacje i działali w opozycji, płacąc za to karierą, a często więzieniem.

Lustracja pokazała, że jeśli jacyś „agenci” znaleźli się w transformacyjnej elicie, było to na ogół bez znaczenia. Albo – jak Wałęsa i Moczulski – zerwali współpracę w zamierzchłym PRL. Albo – jak Andrzej Olechowski – mieli tylko powiązania z wywiadem, pracując za granicą. Albo – jak Michał Boni – podpisali, ale nie współpracowali. Ci, którzy mieli więcej na sumieniu, po 1989 r. nie znaleźli się w pierwszym szeregu. Jednak PRL ciążył. Ale od formalnych uwikłań ważniejsze było peerelowskie ukąszenie. Coś, czego nie da się zważyć i co zostało zanotowane tylko w akcie urodzenia. To ukąszenie ma osobiste i systemowe wymiary.

PRL był państwem totalitarnym, a totalitaryzm (także ten bardziej miękki, jak po 1956 r.) łamie kręgosłupy. To zostawia ślad. Kto – jak Antoni Macierewicz – jako dzieciak za dużo powiedział w śledztwie, a potem szedł sztywno wyprostowany z raną tego wspomnienia, może sądzić, że takie pęknięcia są doświadczeniem powszechnym i kluczem do sytuacji. Kto ma bolesny epizod, a nie ma heroicznej biografii Macierewicza, często sądzi, że się nie warto wychylać. A prawie każdy, kto żył w totalitaryzmie, taki mniej czy bardziej ważny epizod ma. Ktoś, kto się nie ugiął, choć był poddany presjom, łatwo popada zaś w narcyzm herosa i przypisuje sobie nadzwyczajne prawa za dawne zasługi. Kto nie ma problemu z tym, co (źle lub dobrze) zrobił, ma problem z tym, czego nie robił.

Z totalitaryzmu całe społeczeństwo wychodzi połamane. Ale elity bardziej. Bo są bardziej wystawiane na próby, a potrzebują moralnej legitymizacji swojej społecznej pozycji. W III RP spychało je to ku gnilnej mieszance konformizmu i moralnego fundamentalizmu. Fundamentalizm redukuje rozczarowanie sobą przez potępienie innych albo wyraża przekonanie o własnej doskonałości. Konformizm zapobiega zaś wystawieniu się na kolejne próby i na ryzyko, że się im nie sprosta. Żadna z tych postaw nie sprzyja demokracji. Bo demokracja wymaga odwagi w głoszeniu swoich racji i otwartości na racje innych. Jedno i drugie było permanentnym deficytem elit III RP. Jego produktem było zbijanie się elit w drużyny, gangi, zlepione coraz silniejszym wewnętrznym konformizmem, coraz mniej krytyczne wobec błędów popełnianych przez wodzów, brutalniej eliminujące „wolne elektrony” i coraz bardziej fundamentalistycznie wrogie wobec innych.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną