Czy Obrona Terytorialna jest Polsce potrzebna?

500 plus karabin
Janusz Bronowicz, generał dywizji w stanie spoczynku, o tym, jak rządzi armią Antoni Macierewicz i do czego jest potrzebna Obrona Terytorialna.
Minister Antoni Macierewicz z wizytą na ćwiczeniach w 1. Brygadzie Pancernej w Warszawie-Wesołej.
Paweł Supernak/PAP

Minister Antoni Macierewicz z wizytą na ćwiczeniach w 1. Brygadzie Pancernej w Warszawie-Wesołej.

Janusz Bronowicz
Kuba Dąbrowski

Janusz Bronowicz

Juliusz Ćwieluch: – Kto dowodzi polską armią?
Gen. Janusz Bronowicz: – Minister Antoni Macierewicz. Jeszcze żaden minister obrony narodowej nie miał takiej władzy nad armią. Właściwie może robić, co chce. Według mnie jest pierwszym cywilnym dowódcą Sił Zbrojnych.

Mamy przecież cywilną kontrolę nad armią.
Wprowadzony po przemianach 1989 r. model funkcjonowania polskiej armii zakładał, że – w dużym uproszczeniu – wojskowi zarządzają armią, a politycy patrzą im na ręce, czy robią to uczciwie i podejmują właściwe decyzje. Dziś ten model już właściwie nie istnieje, bo wojskowi po prostu oddali ministrowi pole.

Oddali czy sobie wziął?
Powiedzmy, że umiejętnie odnalazł się w realiach, które przygotowała poprzednia ekipa. A następnie poprzez serię decyzji kadrowych umocnił swoją władzę. Proszę przeanalizować doświadczenie kadry kierowniczej w Sztabie Generalnym. Jego obecny szef nie ma doświadczenia w dowodzeniu jednostkami większymi niż batalion. W tamtych realiach to było 30 wozów. Jego pierwszy zastępca dowodzenie w linii zakończył na brygadzie radiotechnicznej. Jakie mają doświadczenia na misjach? Wyznaczając takich ludzi na najwyższe stanowiska, można się spodziewać, że ich samosterowalność będzie niższa niż u osób o długiej i trudnej ścieżce służby. Nie twierdzę, że ktokolwiek jest niekompetentny. Bardziej chodzi o cechy charakteru i przede wszystkim doświadczenie. Pomimo że dochodzi do sytuacji kuriozalnych, jak przyznanie rzecznikowi MON złotego medalu za zasługi dla obronności kraju, w komórkach podległych MON nie ma odważnych, żeby przeciwdziałać tego typu sytuacjom. Decyzję o tym, że odejdę z wojska, podjąłem już właściwie w grudniu, po zamieszaniu wokół Trybunału Konstytucyjnego.

A co pana to obchodziło?
Może nie wszyscy znają pełną treść przysięgi wojskowej, ale wojskowi powinni ją znać i jej przestrzegać. Przysięgaliśmy „stać na straży konstytucji”. Mnie, jako żołnierzowi, honor nie pozwala zamykać oczu na to, co się wokół niej dzieje.

Kiedyś przysięgał pan na sojusz z ZSRR.
Przysięgałem narodowi polskiemu stać nieugięcie m.in. na straży pokoju w bratnim przymierzu z Armią Radziecką. Urodziłem się w PRL i funkcjonowałem w rzeczywistości, którą ten ustrój ze sobą niósł. Zawsze służyłem swojej ojczyźnie i tylko jej. Nawet jak pojechałem na studia do Moskwy, to nie dlatego, że tak się tam pchałem, ale dlatego, że w drodze wyróżnienia wybrano m.in. mnie spośród kilkuset najlepszych oficerów w kraju ubiegających się o studia w ówczesnej Akademii Sztabu Generalnego. Na studia zostałem skierowany w 1989 r. U nas system już upadł, tam się chwiał. Wykładowców mieliśmy bardzo dobrych. Sporo było frontowych dowódców z doświadczeniami m.in. w Afganistanie. To, czego się wtedy nauczyłem, bardzo mi pomogło, kiedy sam musiałem dowodzić m.in. na Wzgórzach Golan i w Afganistanie. Generałem może być każdy. Wystarczy go mianować. Ale nie każdy podoła. Na około 70 generałów, których obecnie mamy, 11 jest w rezerwie kadrowej. Z czego prawdopodobnie kilku w kolejce do zwolnienia. Odchodzą ludzie, których przez lata przygotowywano do służenia na najwyższych stanowiskach. Ludzie w sile wieku i u szczytu możliwości. Średnia wieku odchodzących to 50 plus. Niebawem zastąpią ich więc 40-latki. Były szef Sztabu Generalnego gen. Tadeusz Wilecki miał takie powiedzenie: „stara armia to tragedia, młoda armia to komedia”.

Za chwilę będziemy mieli jeszcze armię w armii czyli Obronę Terytorialną. To dobry pomysł?
Żeby odpowiedzieć na to pytanie, wystarczy zgodnie z funkcjonującymi w armii przepisami zrobić szczegółową analizę problemu. Zbadać zagrożenia, ocenić ryzyko, przygotować środki zaradcze, zbudować strukturę. Nie słyszałem, żeby taki dokument został opracowany. A tak się składa, że mam w tej kwestii doświadczenie, bo wspólnie z oficerami w inspektoracie wojsk lądowych pracowałem nad koncepcją zbudowania pewnej jednostki, ale nie mogę mówić o szczegółach.

Zagrożeń nie brakuje. Rosja w trybie alarmowym robi pełne ćwiczenia mobilizacyjne. Wygląda to na przygotowania do wojny.
Gdyby Rosja przygotowywała się do wojny, to nie informowałaby o tym na stronie internetowej swojego ministerstwa obrony.

Polski MON również postawił służby i wojsko w stan gotowości.
To standardowa procedura, którą stosowaliśmy już kilkakrotnie w takich sytuacjach. Z tą jednak różnicą, że nie była o tym szeroko informowana opinia publiczna. Rolą wojska jest kontrolowanie sytuacji, a przede wszystkim utrzymywanie stałej gotowości bojowej. Unikanie niepotrzebnego niepokojenia opinii publicznej to jeden z tych elementów kontrolowania sytuacji. Chyba że komuś zależy właśnie na tym, żeby społeczeństwo było zaniepokojone, żeby się bało.

Strachem lepiej się zarządza.
To pan powiedział. Konflikt pomiędzy Rosją a Ukrainą w mojej opinii nie zagraża bezpośrednio Polsce. Jest elementem rosyjskiej polityki odzyskiwania wpływów w swoim najbliższym sąsiedztwie. Różnica potencjałów pomiędzy tymi krajami jest tak druzgocąca, że ten konflikt mógłby się zakończyć bardzo szybko. Trwa jednak już prawie dwa lata. Widocznie na tym etapie Rosja uznaje, że osiąga swoje cele.

Poczucie, że wybuchnie wojna, jest jednak w społeczeństwie bardzo silne. Nie brak też analogii z tą ostatnią. Konflikt w Syrii jest niemal kopią wojny domowej w Hiszpanii, gdzie wielkie mocarstwa dokonują próby sił na obcym terenie.
Wielkie mocarstwa dokonywały już takich prób w Korei czy w Wietnamie i nie zakończyło się to wojną globalną. Nie wykluczam, że Polska narażona jest na udział w jakimś konflikcie. Ale z pewnością niezgodne z sytuacją jest budowanie atmosfery napięcia. Trzeba mieć na uwadze fakt przynależności Polski do sojuszu NATO.

Przestraszeni ludzie godzą się na coś, czego inaczej by nie zaakceptowali. Na przykład na Obronę Terytorialną, która może stać się uzbrojoną partyjną bojówką.
Obrona Terytorialna tworzona jest w sposób, który mnie samego bardzo dziwi. Cywile mogą o tym nie wiedzieć, ale tak się składa, że w Polsce istnieje Obrona Terytorialna. Jest to struktura w zamrożeniu, w czasie pokoju po prostu nie funkcjonuje. Z oszczędności uznano, że tak będzie najlepiej. Ale na czas wojny wyznaczeni są konkretni ludzie i przygotowywane jednostki, które w sumie tworzą Obronę Terytorialną. Gdyby minister Macierewicz chciał mieć szybko Obronę Terytorialną, to po prostu odmroziłby tę strukturę również w czasie pokoju. A tak proces jej tworzenia trwa już dobrych parę miesięcy i nie bardzo widać efekty.

Jak to nie widać, powołano właśnie dowódców trzech brygad OT.
To bardzo znamienne, że zaczyna się od powoływania dowódców, tworzy się rozbudowane dowództwa. Zdaje się, że idea była taka, by to byli ludzie, którzy bronić będą własnych ulic i podwórek. Szukając analogii w strukturach cywilnych, byłaby to taka Ochotnicza Straż Pożarna, która w sytuacji kryzysowej rzuca wszystko i walczy z żywiołem. Nie zauważyłem, żeby OSP miały jakieś dowództwa, tworzyły struktury zarządzające na różnych szczeblach.

To po co, pana zdaniem, jest OT? Zwłaszcza że trochę na nią wydamy. Pojawiły się projekty, by szeregowi członkowie OT otrzymywali 500 zł miesięcznie. Z tego 200 zł jako „zadośćuczynienie” za dwa dni szkolenia w każdym miesiącu oraz 300 zł za gotowość. 
500 zł plus karabin może przemówić do wyobraźni wielu wyborców i ich rodzin. To będzie bardzo kosztowny program. Nie podano jeszcze źródła jego finansowania. Można przypuszczać, że pieniądze pójdą z budżetu MON. Skoro tak, to kosztem czego? Czy kupimy mniej czołgów, mniej amunicji czy może nie zdecydujemy się na zakup łodzi podwodnej? Sądząc po sejmowym wystąpieniu w sprawie audytu, minister Macierewicz zna skalę problemów wojska. Sam mówił, w jakim stanie są polskie okręty.

A chwilę później jeden z nich skierował na misję.
Widocznie interes polityczny był ważniejszy.

Mówił również wiele o ogromnych brakach w amunicji. Śledzę zakupy i nie zauważyłem, żeby wojsko jakoś drastycznie je tu zwiększyło.
Minister widocznie może sobie pozwolić na brak dyskrecji w tym względzie. Ja z pewnością nie. Ale jeśli słowa ministra są prawdziwe, to takich wzmożonych zakupów powinniśmy oczekiwać, bo w innym wypadku byłoby to działanie na szkodę armii.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną