Kaczyński: Nie poprzemy Tuska na drugą kadencję szefa Rady Europejskiej
Rozpoczyna się prawdziwe polowanie na Tuska, niszczenie go, wedle spodziewanego scenariusza zemsty politycznej i chyba także osobistej. Jasno, wyraźnie powiedziane i zapowiedziane.
European Parliament/Flickr CC by 2.0

Jarosław Kaczyński ma dar szczerości, oczywiście dzieli się nią tylko od czasu do czasu. Udzielił ostatnio, równolegle, dwóch wywiadów: dla „Polski The Times” oraz dla „Tygodnika Solidarność”, w których podzielił się z czytelnikami swoimi opiniami.

W pierwszym zapowiedział, że rząd polski („wyobrażam sobie”) „nie poprze Donalda Tuska na drugą kadencję w Radzie Europejskiej”. A dlatego, że „w Polsce toczą się postępowania i w Sejmie, i w prokuraturze, które mogą doprowadzić do tego, że zostaną mu postawione jakieś zarzuty. Czy taka osoba powinna stać na czele Rady Europejskiej? Mam daleko idące wątpliwości” – mówi Jarosław Kaczyński, który jak nikt inny w Polsce może decydować tak o postępowaniach w Sejmie, jak w prokuraturze.

A więc rozpoczyna się jesienna ramówka polityczna, czyli prawdziwe polowanie na Tuska, niszczenie go, wedle spodziewanego scenariusza zemsty politycznej i chyba także osobistej. Jasno, wyraźnie powiedziane i zapowiedziane.

W drugim wywiadzie prezes PiS z rozbrajającą otwartością mówi redakcji pisma związkowego, że Solidarność błądzi, gdy okupuje Ministerstwo Zdrowia w proteście przeciwko sytuacji w służbie zdrowia: „Solidarność źle robi, wyraźnie piłując gałąź, na której siedzi. (…) Krajowy Sekretariat Ochrony Zdrowia stosuje metody, które są właściwe wobec złych, wrogich rządów. (…) Kiedy Solidarność okupowała ministerstwo za czasów PO?”.

Wywód jest okraszony typowym dla Jarosława Kaczyńskiego stwierdzeniem logicznym: „Nie możemy pozwolić, by związkowcy weszli nam na głowę tylko dlatego, że jesteśmy im przychylni”. Znowu, bez owijania w bawełnę, co zresztą dla działaczy Solidarności powinno być poważnym ostrzeżeniem, a zarazem życzliwą radą, by miarkowali swoje pretensje i akcje. A że jest to dla legendarnego związku zawodowego i osobiście dla Piotra Dudy niezwykle kompromitujące i żenujące, prezesa Kaczyńskiego niewiele  obchodzi, każdy ma znać swoje miejsce w szeregu.

W ogóle prezesa nie zajmuje odbiór jego słów – ani na zewnątrz, ani w partii, ma swoją opowieść, swoje opinie, swoje charakterystyki (Szałamacha to, Morawiecki tamto, Szydło to, prezydent tamto), na moment nie traci pewności siebie i przekonania, że to on tu rządzi.

I tak jest. No, chyba że kobiety nagle wyjdą na ulice, konie brykną w stajni, przedszkolaki nie zjedzą w proteście kaszki, a któryś z notabli PiS – jak w powieści Tadeusza Konwickiego „Mała Apokalipsa” – z tego przepięcia zwariuje i do naga rozbierze się na mównicy, powiedzmy, w Sejmie. Mam nawet kandydata.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną