Tajemnicze powiązania ministra obrony

Sekrety Macierewicza
Przeczulony na wszystko, co wiąże się z Rosją i światem komunistycznych służb, Antoni Macierewicz jakby stracił czujność. Może dlatego nie zauważył, że nie dość, że punktuje na rzecz Rosji, to jeszcze ma w swoim otoczeniu ludzi o zagadkowej przeszłości.
Pozycja Antoniego Macierewicza nie jest już tak silna jak jeszcze kilka tygodni temu.
EAST NEWS

Pozycja Antoniego Macierewicza nie jest już tak silna jak jeszcze kilka tygodni temu.

Sekretarz obrony USA – Ashton Carter. Mimo zabiegów MON, dwukrotnie w ciągu ostatnich miesięcy nie znalazł czasu dla ministra Macierewicza, gdy ten był w Waszyngtonie.
Adrian Cadiz/Wikipedia

Sekretarz obrony USA – Ashton Carter. Mimo zabiegów MON, dwukrotnie w ciągu ostatnich miesięcy nie znalazł czasu dla ministra Macierewicza, gdy ten był w Waszyngtonie.

W 2016 r. Ministerstwo Obrony nie zawarło żadnego większego kontraktu zbrojeniowego.
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

W 2016 r. Ministerstwo Obrony nie zawarło żadnego większego kontraktu zbrojeniowego.

audio

AudioPolityka Grzegorz Rzeczkowski - Sekrety Macierewicza

Uchodzi za najmocniejszą po prezesie PiS osobę w państwie, która decyduje o wszystkim, co dzieje się w wojsku, jego służbach i spółkach zbrojeniowych. Ludzie Antoniego Macierewicza mają wpływ na inne strategiczne segmenty przemysłu, w tym na energetykę. Są tam właściwie nietykalni. Faktem jest jednak, że jego pozycja nie jest już tak silna jak kilka tygodni temu. Przyczyniła się do tego sprawa Bartłomieja Misiewicza, rzecznika i asystenta ministra, który bez wyższego wykształcenia trafił do rad nadzorczych spółek zbrojeniowych i energetycznych, stając się symbolem pisowskiego zawłaszczania państwa. Przyczyniły się także pojawiające się od pewnego czasu informacje o niejasnych relacjach Macierewicza z ludźmi o tajemniczej przeszłości, także w Rosji. Budzą one niepokój tym większy, że dotyczą szefa ważnego i wrażliwego resortu, który w dodatku nie wytłumaczył się z tych powiązań przed opinią publiczną.

Stawiamy pytania, które nurtują dziś wiele osób: czy minister Macierewicz, który słynie z antyrosyjskich uprzedzeń, niestrudzenie tropiący agentów komunistycznych służb, zdaje sobie sprawę, jaki jest efekt jego działań i powiązań? Zbierzmy zatem to dossier.

Dziwni współpracownicy

Najstarsze ślady związane są z Robertem Luśnią, byłym posłem LPR, uznanym prawomocnie w 2005 r. przez sąd lustracyjny za informatora SB. Sprawę opisał w „Gazecie Wyborczej” Tomasz Piątek. Autor zarzucił szefowi MON, że mimo esbeckiej przeszłości Luśni utrzymuje z nim relacje. Zanim w 2003 r. odkryto historię byłego parlamentarzysty, podążał za Macierewiczem krok w krok, m.in. w kolejnych partiach, które ten zakładał lub współzakładał: ZChN, Ruchu Katolicko-Narodowym, wreszcie Lidze Polskich Rodzin. Po przegranym procesie lustracyjnym Luśnia skupił się na biznesie (jest właścicielem firmy produkującej opakowania do leków), ale jego relacje z Macierewiczem nie ustały. Według Piątka jeszcze jako minister obrony zasiadał w radzie fundacji Głos, której Luśnia jest prezesem. A gdzie trop rosyjski? Oficerem prowadzącym Luśni był Józef Nadworski, który miał kontakty z radzieckim wywiadem. Jednym z jego bliskich kolegów był inny esbek Marek Zieliński, który od 1981 r. był agentem radzieckich służb, a po upadku ZSRR – do wpadki w 1993 r. – rosyjskiego GRU. W śledztwie miał obciążać Nadworskiego, jakoby ten również współpracował z Rosjanami. Nadworski temu zaprzeczał, ale przyznał, że to on poznał kolegę z jego późniejszym oficerem prowadzącym z ZSRR.

Idźmy dalej. Współpracownikiem Luśni, a także pełnomocnikiem partii Macierewicza przed wyborami 2005 r. był Konrad Rękas, dziś faktyczny szef proputinowskiej partii Zmiana (jej lider Mateusz Piskorski został niedawno zatrzymany przez ABW pod zarzutem szpiegostwa). Gdy po tekście Piątka w „GW” Macierewicz zaczął się wypierać kontaktów z Rękasem, twierdząc, że po 2000 r. nie miał z nim nic wspólnego, ten zamieścił na swoim facebookowym profilu taki wpis: „Ostatni raz faktycznie spotkaliśmy się bodaj w roku 2011 w Krasnymstawie podczas jednej z kolejnych kampanii. Moje nazwisko można też znaleźć na łamach czasopisma »Głos«, redagowanego przez p. Antoniego Macierewicza, którego serdecznie pozdrawiam”.

Z Rękasem i – pośrednio – szefem MON łączy się nazwisko Mariana Szołuchy, który pod koniec ubiegłego roku został wiceszefem rady nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej, obsadzonej przez ludzi Macierewicza. Ale już pięć dni później podał się do dymisji, gdy okazało się, że był członkiem zarządu Europejskiego Centrum Analiz Gospodarczych, think tanku powiązanego z partią Zmiana. Szołucha publikował też w portalu geopolityka.org, który redagował Rękas. Tomasz Piątek w swym tekście cytował publicystę „Gazety Polskiej” Rafała Kotomskiego, który komentował sprawę tak: „Szołucha nie mógł trafić do rady nadzorczej PGZ, w skład której wchodzą największe polskie firmy zbrojeniowe, bez zgody szefa MON Antoniego Macierewicza. Polityk (...) najwyraźniej pominął to, z jakim środowiskiem związany był jego nominat”.

Kolejny „moskiewski ślad” związany jest z fundacją Narodowe Centrum Studiów Strategicznych. Fundacja powiązana jest z działającą na rynku nieruchomości firmą Grupa Radius, kontrolowaną przez Roberta Szustkowskiego, rajdowca i biznesmena ze szwajcarskim paszportem, prowadzącego od ponad 20 lat interesy w Rosji. Co ciekawe, do niedawna był w Moskwie przedstawicielem dyplomatycznym... Gambii.

W wielu radach i zarządach należących do Radiusa spółek zasiadał m.in. Jacek Kotas, prezes NCSS. Sama fundacja zresztą do niedawna miała swoją siedzibę w biurowcu będącym własnością Radiusa (dawna siedziba SLD przy ul. Rozbrat). Przypadek?

Kotas był kandydatem PiS w wyborach 2005 r. (nie wszedł wtedy do Sejmu), szefem Wojskowej Agencji Mieszkaniowej oraz kolegą Macierewicza w rządzie Jarosława Kaczyńskiego (2006–07), w którym obaj byli wiceministrami obrony. NCSS to kuźnia monowskich kadr i jego eksperckie zaplecze. To tam właśnie rodziła się koncepcja obrony terytorialnej dopuszczająca jej użycie w kraju, m.in. do tłumienia protestów, co znalazło się w projekcie ustawy przedstawionym niedawno przez MON.

Na stanowisku prezesa NCSS Kotas zastąpił Tomasza Szatkowskiego (obaj są założycielami tej fundacji), czyli obecnego wiceministra obrony, który przyszedł do resortu wprost z NCSS. Wcześniej był m.in. członkiem kierowanej przez Macierewicza komisji weryfikacyjnej WSI, która ujawniła tajemnice polskiego wywiadu i kontrwywiadu wojskowego. Sprawę NCSS ujawniło stowarzyszenie Miasto Jest Nasze, a nagłośnił publicysta POLITYKI Jacek Żakowski, który pisał w komentarzu dla Wirtualnej Polski: „W samym jądrze kierowanej przez Antoniego Macierewicza polskiej obronności są ludzie mający rosyjskie powiązania”.

Z NCSS do MON trafili też ludzie, którzy wygłaszają poglądy niemal żywcem wyjęte z prokremlowskich mediów. Ekspertem NCSS był dr Grzegorz Kwaśniak, dawny wojskowy, dziś pełnomocnik ministra do spraw utworzenia obrony terytorialnej, który po agresji Rosji na Ukrainę twierdził, że nie wierzy w skuteczność NATO.

Jeszcze ciekawszy jest inny ekspert NCSS płk Krzysztof Gaj, którego Macierewicz wyciągnął z rezerwy i w styczniu umieścił w Sztabie Generalnym na kluczowym stanowisku szefa wojskowych kadr, czyli zarządu organizacji i uzupełnień.

– Osoba, która zajmuje to stanowisko, wie o wojsku wszystko, przede wszystkim jak liczne i jak obsadzone są konkretne jednostki. To jest nerw armii – mówi poseł PO Tomasz Siemoniak, minister obrony w latach 2011–15. Płk Gaj też był zaangażowany w budowę OT, ale na początku października został po cichu odwołany przez Macierewicza i przeniesiony do rezerwy kadrowej szefa MON. Nieoficjalnie wiadomo, że tempo tworzenia formacji nie zadowalało ministra.

Warto mimo to zadać pytanie, dlaczego na tak ważnym stanowisku Macierewicz posadził kogoś, kto ma na koncie wypowiedzi chwalące działania na Ukrainie prezydenta Rosji i wykpiwające walczących z agresorem Ukraińców? Oto próbka możliwości płk. Gaja sprzed objęcia stanowiska w SG: „Nie jestem rusofilem (podkreślam to stanowczo), ale w tym miejscu doskonale rozumiem Putina – to są faszyści [Ukraińcy walczący z separatystami – red.]. I Putin ma w zupełności rację – z nimi trzeba walczyć, bo Europę z ich przyczyny ogarnie pożoga. To jakiś okrutny chichot historii, że ja przyznaję rację Putinowi i Rosjanom – ale w tej sytuacji nie widzę innego wyjścia”.

O działalności Gaja szerzej można poczytać na facebookowym profilu „Rosyjska V kolumna w Polsce”. Jeden z jego autorów, Marcin Rey, przyjrzał się znajomym pułkownika na FB. Okazało się, że wielu z nich to ludzie ze środowiska „prorosyjskiego i antyukraińskiego”. Rey sprawdził również, jakie profile płk Gaj polubił. Wśród nich były: „Nie dla Ukrainy w UE”, „Stop UPAdlaniu polskiej ziemi”, „Antymajdan Polska”, „Nie dla ingerencji polskich sił zbrojnych w wojnie ukraińskiej” czy grupa dyskusyjna „Grupa przeciwko OUN-UPA”, do której – jak dowodzi Rey – płk Gaj został zaproszony osobiście przez niejakiego Karola Surdego, którego przedstawia jako „jednego z najaktywniejszych organizatorów rosyjskiej propagandy w polskim Internecie”. Po publikacji Reya Gaj usunął swój profil na FB.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną