Historia kupowania śmigłowców właśnie zatoczyła koło. Kryzys w wojsku?
Już nieco brak sił na opisywanie kolejnego zwrotu akcji w serialu pt. pozyskanie śmigłowców dla wojska. Ale teraz to zwrot o 360 stopni. Albo zasłona dymna.
Jacek Szydlowski/Agencja Gazeta

Ministerstwo Obrony Narodowej ogłosiło powrót do negocjacji o zakupie śmigłowców z uczestnikami zamkniętego dwa tygodnie temu przetargu. Zastępca dyrektora Centrum Operacyjnego MON Beata Perkowska, występując jako faktyczny rzecznik resortu, powiedziała, że zaproszenie do rozmów zostało wystosowane do PZL Mielec, PZL Świdnik i firmy Airbus.

Zamówienie ma się jednak toczyć nie w formule przetargu, podlegającego prawu zamówień publicznych, a tak zwanej pilnej potrzeby operacyjnej zgłoszonej przez siły zbrojne. Oznacza to, że m.in. negocjacje nie będą obejmować zapewnienia Polsce offsetu. Ale, co ważniejsze, oznacza przyznanie, że w wojsku zaistniał kryzys. Stosowny przepis resortowej procedury opisującej taki tryb pozyskania uzbrojenia stanowi, że PPO to „potrzeba natychmiastowego pozyskania nowego sprzętu bezpośrednio związana z wystąpieniem sytuacji kryzysowej lub ze względu na wyjątkową sytuację”.

Nowe wymagania dotyczące śmigłowców opisze nie jak w przetargu Sztab Generalny, a Dowódca Operacyjny Sił Zbrojnych, czyli obecnie generał broni Marek Tomaszycki. Zapewne wskaże na znane i opisywane szeroko potrzeby: ratownictwo morskie SAR, ratownictwo bojowe C-SAR, zwalczanie okrętów podwodnych, wyspecjalizowane wersje dla wojsk specjalnych. Trudno przypuszczać, że potrzeby przez niego zdefiniowane będą odbiegać od ustaleń Sztabu Generalnego sprzed kilku lat. Tyle że będą pilniejsze.

Samą procedurę pozyskania w tym trybie przeprowadzi ministerialny zespół, którego szefem będzie delegat Inspektoratu Uzbrojenia. W jego skład wejdą głównie wojskowi: z Dowództwa Operacyjnego, gestorów – czyli stosownych rodzajów wojsk, Inspektoratu Wsparcia odpowiedzialnego za logistykę i paru zarządów Sztabu Generalnego. To zespół oceni, czy przedstawiane MON oferty śmigłowców odpowiadają potrzebom, i opracuje dokument zwany Doraźną Analizą Rynku. Efektem analiz może być wskazanie jednej lub kilku ofert. Ostatni podpis złoży sam minister obrony narodowej, bo zamówienie na pewno przekroczy sumę 100 mln złotych.

Procedurę opisałem skrótowo, ale jej istotą jest pośpiech i zaspokojenie natychmiastowych braków w wojsku. Z pewnością nowy zespół do spraw zakupu śmigłowców będzie korzystał z dokumentacji unieważnionego przetargu. Nie jest jednak przesądzone, że pilna potrzeba operacyjna zostanie opisana identycznie jak wymagania na śmigłowiec wielozadaniowy. Wręcz przeciwnie, wojsko wskaże konkretne luki w swoich zasobach, a oferenci będą mogli przedstawić zróżnicowane propozycje. Ostatecznie żegnamy się więc z koncepcją wspólnej lub choćby zbliżonej platformy wiropłatowej dla różnych potrzeb armii.

Nie ma też gwarancji, że wszyscy potencjalni oferenci skorzystają z zaproszenia do negocjacji, ani że przedstawią te same konstrukcje, które brały udział w przetargu. Airbus ciągle wychodzi z szoku, jakiego doznał wskutek decyzji MON. Jego dyrektorzy w tym tygodniu naradzają się, co robić. Mielec, ucieszony ustnymi deklaracjami ministra, czekał na zamówienie. Ale zamiast niego ma dostać – podobnie jak Świdnik – zaproszenie do wstępnych rozmów. Tak więc historia kupowania śmigłowców zatoczyła koło.

Ale decyzję MON trzeba docenić, bo to powrót do procedur zamiast szermowania deklaracjami, które trudno byłoby obronić na gruncie polskiego i europejskiego prawa. Ktoś uświadomił szefom ministerstwa, że wizerunek Polski jako wiarygodnego partnera ucierpiałby za bardzo i że wskazywanie określonego dostawcy przed przeprowadzeniem jakiegokolwiek postępowania to recepta na kłopoty. Nawet jeśli koniec końców nowe zamówienie w pierwszej kolejności trafi do Mielca, co w obecnej sytuacji wcale nie jest już takie pewne.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną