Beata Gosiewska domaga się gigantycznego odszkodowania od państwa. Kolejny już raz
Rodzina Gosiewskich, podobnie jak inni bliscy ofiar tragedii, dostała niedługo po katastrofie zadośćuczynienie od Skarbu Państwa.
Paweł Małecki/Agencja Gazeta

Wdowa po Przemysławie Gosiewskim domaga się od państwa dla siebie i rodziny kolejnej już rekompensaty za śmierć swojego męża w katastrofie smoleńskiej. Pytanie – ile można?

Wedle akt, do których dotarli dziennikarze portalu OKO.press, Beata Gosiewska skierowała do sądu trzy wnioski: oddzielnie w imieniu swoim i dwójki niepełnoletnich dzieci. Wzywa Ministerstwo Obrony Narodowej (bo to ten resort nadzorował TU-154) do podpisania ugód i wypłaty po 1,25 mln zł zadośćuczynienia dla niej i każdego z dzieci oraz po 400 tys. zł odszkodowania. W sumie to blisko 5 mln zł. Ponadto wnioskuje o podwyższenie (o 2 tys. miesięcznie) rent, które dzieci już dostają od ZUS (początkowo było to 2,5 tys. miesięcznie, teraz ponad 1,8 tys.).

OKO.press przypomina, że rodzina Gosiewskich, podobnie jak inni bliscy ofiar tragedii, dostała niedługo po katastrofie zadośćuczynienie od Skarbu Państwa (w sumie 750 tys.) plus 40 tys. jednorazowej pomocy od rządu oraz 100 tys. odszkodowania z kancelarii Sejmu. Z kolei od premiera Tuska osierocone dzieci otrzymały po 2 tys. dodatkowej miesięcznej renty do czasu ukończenia nauki.

Lecz to nie sumy są tu najważniejsze. Śmierci nie sposób, jak się wciąż w każdym razie niektórym wydaje, przeliczyć na pieniądze. Istotniejsze jest, że pani Gosiewska (i kilka innych rodzin) występują po nie kolejny raz. I to, że ona sama głodem raczej nie przymiera. Podobnie jak jej dzieci. Po śmierci męża znacząco przecież awansowała zawodowo i finansowo – startując w jego dawnym okręgu, najpierw została wybrana do Senatu, a obecnie zasiada w europarlamencie. Już dlatego żądanie kolejnych pieniędzy od państwa jest co najmniej niestosowne.

Żenadą zaś jest uzasadnianie pozwu tym, że kariera polityczna męża dynamicznie się rozwijała, mógłby więc zarabiać coraz więcej i więcej, a to tym, że wdowa mieszka z dziećmi na 48 metrach kwadratowych (a chcieli z mężem kupić dom pod Warszawą), a to że renta córki nie wystarcza jej na kontynuowanie terapii dla dyslektyków.

Nie mówiąc o tym, że Beata Gosiewska reprezentuje ugrupowanie, które katastrofę smoleńską kreuje jako ofiarę dla ojczyzny.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną