Kraj

Aborcja legalna po godz. 17

Prof. Zielińska o nowych aspektach w konflikcie o aborcję

„Jeśli o ciąży, dziecku poczętym, mówi się takim językiem, w którym kobieta niemal całkowicie znika, to wpływa na postrzeganie kobiet również w innych sferach życia”. „Jeśli o ciąży, dziecku poczętym, mówi się takim językiem, w którym kobieta niemal całkowicie znika, to wpływa na postrzeganie kobiet również w innych sferach życia”. Michał Dyjuk / Forum
Rozmowa z prof. Eleonorą Zielińską, prawniczką, o nowych wątkach wojny aborcyjnej, o tym, jak kobiety mogą się bronić przed nadużyciami państwa.
Prof. Eleonora ZielińskaLeszek Zych/Polityka Prof. Eleonora Zielińska
„Czarny Protest może okazać się bardzo ważny dla młodego pokolenia”. „Czarny Protest może okazać się bardzo ważny dla młodego pokolenia”.

Artykuł w wersji audio

Joanna Podgórska: – Wydaje się, że to nie koniec awantury o aborcję.
Prof. Eleonora Zielińska: – Też mi się wydaje, że PiS nie poprzestanie na tym, co się wydarzyło. Z wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego można odczytać, że partia nadal będzie dążyć do zaostrzenia ustawy. Mam kilka hipotez. Według najbardziej pesymistycznej będą trzy zmiany. Zostaną wykreślone embriopatologiczne przesłanki usuwania ciąży, czyli sytuacje, gdy płód jest ciężko i nieodwracalnie upośledzony. Zmieniona formuła ochrony życia i zdrowia, żeby zawęzić zakres sytuacji, gdy przerwanie ciąży jest dopuszczalne ze względu na zagrożenie zdrowia kobiety. Trzecia zmiana dotyczyć może karalności kobiet. Obecnie z Kodeksu karnego wynika, że kobieta, która dokonuje przerwania ciąży, nie popełnia przestępstwa. Mogą zmienić tę formułę tak, że uzna się, iż kobieta popełnia przestępstwo, ale zostaje zwolniona od kary.

Po co?
Z prawnego punktu widzenia oznacza to inne podejście. Czyn polegający na przerwaniu ciąży zostaje w każdym przypadku (również, gdy dopuszcza się go kobieta w ciąży) napiętnowany jako bezprawny, kryminalny, ale jego sprawczyni – kobieta w ciąży – np. ze względów humanitarnych nie zostanie ukarana. Wariant optymistyczny moich hipotez jest taki, że zmiany ograniczą się do skreślenia przesłanek embriopatologicznych.

Trudno tu mówić o optymizmie. Już obowiązująca ustawa jest bardzo restrykcyjna, a stosowanie jej w praktyce – drakońskie.
To nie ulega wątpliwości. Użyłam sformułowania „optymistyczny” w odniesieniu do tego, co może się wydarzyć. Jestem zdania, że w pierwszych miesiącach ciąży decyzja co do jej utrzymania lub przerwania powinna należeć do kobiety, być jej sprawą prywatną. Postęp medycyny czyni taką wizję całkowicie realną. W Niemczech na przykład, gdzie na prośbę osób niepełnosprawnych zniesiono embriopatologiczne przesłanki do przerwania ciąży, kobieta nadal ma możliwość podjęcia decyzji w pierwszym okresie jej trwania, a ponadto bardzo rozszerzono interpretację wskazań zdrowotnych. Mogą one wynikać także z zagrożenia jej zdrowia psychicznego.

W naszej ustawie też mowa jest o zdrowiu, ale w praktyce nie bierze się pod uwagę, że zdrowie psychiczne Polek to coś, z czym należy się liczyć.
Wiadomo, że zdrowie ma dwa aspekty: fizyczny i psychiczny, i należałoby je rozumieć szeroko. Są przecież przypadki, gdy donoszenie ciąży wiąże się z ciężkimi depresjami czy myślami samobójczymi. W Niemczech uznano, że jeśli kobieta deklaruje, że donoszenie ciąży jest dla niej nie do zniesienia, to nie można od niej tego wymagać. Używa się tam pojęcia Notlage, czyli sytuacji krytycznej, naglącej konieczności, ale rozumianej subiektywnie. Bo kto ma oceniać tę sytuację, jeśli nie sama kobieta.

To czarny sen – bronimy dziś „kompromisu”, który uznany był przed laty za klęskę.
To rzeczywiście jest paradoks. Jeśli w kontekście obowiązującej ustawy można mówić o jakimkolwiek kompromisie, to tylko w odniesieniu do tego, że zapisano w niej obowiązek edukacji seksualnej i szeroki dostęp do antykoncepcji oraz badań prenatalnych.

A to i tak martwa litera.
Dlatego dla mnie pytanie podstawowe brzmi: jaką legitymację ma ta władza, by zmieniać ustawę? Co zrobiono przez lata obowiązywania restrykcyjnego prawa, by faktycznie zmniejszyć liczbę aborcji? Nic. A teraz znów chce się sięgać do środków prawnokarnych, by wymusić na kobietach heroizm. Prawo karne nie jest od tego. Nie wolno mu wymagać od ludzi bohaterstwa, bo przygotowywane jest z myślą o sytuacjach normalnych.

Zmuszanie kobiet do rodzenia ciężko chorych, skazanych na śmierć dzieci bywa określane jako nieludzkie, poniżające traktowanie.
W międzynarodowym orzecznictwie pojawia się nawet sformułowanie „tortury”. Przez lata to określenie było używane głównie w odniesieniu do więźniów, jeńców wojennych, którzy byli nieludzko traktowani – czyli w większości mężczyzn. W tej chwili spojrzano na to z perspektywy kobiet. Co dla nich może być torturą, nieludzkim traktowaniem? Przemoc i łamanie praw reprodukcyjnych. Komitet, który monitoruje przestrzeganie Konwencji w sprawie Zapobiegania Stosowaniu Tortur, w zaleceniach kierowanych do krajów, głównie Ameryki Łacińskiej, gdzie obowiązują skrajnie restrykcyjne przepisy, bardzo rozwinął wątek dostępności aborcji. Uznał, że w sytuacjach zagrożenia zdrowia, życia, ciąży z gwałtu czy ciężkiego uszkodzenia płodu zakaz aborcji może być torturą.

Moim zdaniem nieludzkim i poniżającym traktowaniem jest także odbieranie kobiecie prawa do decyzji, czy chce urodzić ciężko chore, niepełnosprawne dziecko, bo to zmienia całe jej życie. To musi być świadoma i przemyślana decyzja. Opieka nad dzieckiem niepełnosprawnym, zwłaszcza w warunkach, gdy nie można oczekiwać pomocy od państwa, oznacza pracę ponad siły, trwającą latami, dzień i noc, bez chwili wytchnienia. Ojcowie takich dzieci najczęściej odchodzą. Już nie wspomnę o przypadkach, gdy kobieta zmuszona jest donosić ciążę ze świadomością, że dziecko umrze zaraz po urodzeniu. A takich przypadków, gdy płód jest ciężko uszkodzony lub rodzi się niezdolny do życia, może być coraz więcej, choćby ze względu na zanieczyszczenie środowiska. Nie wolno prawnie zmuszać ludzi do bohaterstwa. Katalog praw człowieka obejmuje prawo do kształtowania życia osobistego. Bo każdy z nas ma tylko jedno życie.

Wyegzekwowanie w Polsce prawa do legalnej aborcji jest utrudnione ze względu na przysługującą lekarzom klauzulę sumienia. Zgodnie z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego odmawiający wykonania zabiegu lekarz może się na nią powołać także, by odmówić wskazania, gdzie pacjentka może to świadczenie uzyskać. Problem w tym, że u nas „sumienie” mają już nie tylko całe szpitale, ale nawet regiony geograficzne. To zgodne z prawem?
To jest niedopuszczalne. Sumienie jest sprawą indywidualną. Nawet lekarz bez zbadania pacjentki nie może z góry odmówić wykonania zabiegu, bo skąd ma pewność, że ciąża nie zagraża jej życiu? A co dopiero cały szpital! Pomimo orzeczenia Trybunału obowiązuje przepis, że lekarz musi dokonać zabiegu, jeżeli kontynuacja ciąży zagraża życiu lub zdrowiu pacjentki. Nie może napisać na drzwiach „Nie wykonuję aborcji”, bo nie wie, z czym kobieta do niego przychodzi. Zbiorowe odmowy są tym bardziej sprzeczne z obowiązującymi przepisami. Trybunał nie zwolnił lekarzy z obowiązku udzielania pomocy w przypadku zagrożenia życia i zdrowia.

Moim zdaniem poważnym błędem jest, że Trybunał zwolnił lekarza z obowiązku poinformowania pacjentki o realnej możliwości uzyskania świadczenia w innym miejscu. Można się zgodzić z tym, że lekarz odmawiający wykonania aborcji nie ma obowiązku wyszukiwania na własną rękę informacji, kto może taki zabieg wykonać. To należy do władz publicznych czy administracji szpitala, który podpisał kontrakt. Ale tę informację powinien przekazać kobiecie lekarz, do którego się zgłosiła, bo tylko jego, a nie np. administratorkę w szpitalu, łączy z pacjentką szczególna relacja poufności.

Penalizacja aborcji w przypadku lekarzy wywołuje tzw. efekt mrożący. Są bardzo powściągliwi w stosowaniu pewnych procedur medycznych u ciężarnych, by przypadkiem nie wywołać poronienia. Tak było w sprawie 25-letniej Agaty Lamczak, która zmarła na zapalenie jelita, bo leczono ją tylko apapem. Tej sprawy strona skarżąca w Strasburgu nie wygrała. Dlaczego?
W kilku innych wyrokach była co prawda mowa o efekcie mrożącym, ale ta sprawa to kliniczny przypadek słabości Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. On się nie wypowiada na temat restrykcyjnego prawa, tylko czy istnieją i są stosowane odpowiednie procedury. W sprawie Alicji Tysiąc nie było procedur, bo nie miała dokąd się odwołać od decyzji lekarza. W sprawie Agaty Lamczak ówczesny minister zdrowia Marek Balicki powołał komisję, która miała wyjaśnić, co się stało. Byłam w jej składzie razem z Wandą Nowicką i gronem lekarzy. Strasburg uznał, że państwo w ten sposób wywiązało się z obowiązku, czyli że procedury są i funkcjonują. Tylko że od pierwszego momentu zaczęto kwestionować, czy mamy kompetencje, by zapoznać się z dokumentacją medyczną. Nie byłyśmy dopuszczone do przesłuchań lekarzy, którzy zajmowali się Agatą Lamczak, wyłączano nas z dyskusji o medycznych aspektach tego przypadku. Zasłaniano się tajemnicą lekarską. Strasburg tego nie wiedział, ale uznał, że skoro w skład komisji wszedł czynnik społeczny, czyli Wanda Nowicka i ja, to wystarczy. Procedura została zachowana.

A co do efektu mrożącego – ryzyko, że lekarz, który podczas terapii spowoduje poronienie, będzie podlegał karze, jest znikome. Aczkolwiek jedyne przypadki, gdy lekarza pozbawiono przez sądy lekarskie prawa do wykonywania zawodu, dotyczyły nielegalnego przerywania ciąży. Mogę sobie jednak wyobrazić, że nawet jeśli lekarzowi nie grozi więzienie za to, że przyczynił się do poronienia, to fakt, że może być wezwany do prokuratury, przesłuchiwany, może wywoływać efekt mrożący. Nikt nie chce być w coś takiego zamieszany, chyba że opłaca mu się ryzykować. Dzięki temu funkcjonuje podziemie aborcyjne.

Mówi się, że aborcja jest w Polsce legalna, ale po godz. 17.00.
To czysto ludzkie. Niewielu jest lekarzy, którzy bezinteresownie chcieliby w takich sytuacjach pomagać kobietom. A obowiązująca do 17.00 klauzula daje im święty spokój przed „obrońcami życia”.

Zdarza się, że lekarze, by mieć święty spokój, odmawiają kobietom skierowania na badania prenatalne, zwodzą je, przeciągają procedury albo wręcz zatajają wyniki. Co robić w takich sytuacjach?
Skarżyć do sądu. To są sytuacje nie do zaakceptowania i jest już nawet orzecznictwo w tym zakresie. Mamy orzeczenie Sądu Najwyższego, który stwierdził, że prawo wyboru jest dla kobiety dobrem osobistym. To dotyczyło sytuacji, gdy badanie prenatalne wykonane w 29. tygodniu ciąży wykazało, że dziecko urodzi się bez ręki i obu nóg. Lekarz nie poinformował pacjentki o wyniku badania, bo – jak stwierdził – nie chciał jej narażać na nadmierny stres. Inny proces dotyczył właśnie przeciągania terminów badań prenatalnych i odsyłania pacjentki od Annasza do Kajfasza, gdy było podejrzenie, że płód dotknięty jest zespołem Turnera. Tę sprawę Polska w Strasburgu przegrała.

W raporcie Amnesty International pada stwierdzenie, że prawo do aborcji nie jest prawem człowieka, ale brak dostępu do aborcji może prowadzić do naruszenia praw człowieka. Jak to interpretować?
Ja jestem innego zdania, według mnie prawo do przerwania wczesnej ciąży jest prawem kobiety. Myślę, że stwierdzenie z raportu mówi o tym, że prawo do aborcji nie jest prawem podmiotowym, którego realizacji można by było dochodzić wobec państwa, bo w kontekście praw człowieka stroną jest państwo. Innymi słowy z prawnego punktu widzenia kobieta nie ma roszczenia z tego tytułu. Ale niezapewnienie przez państwo dostępu do przerwania ciąży powoduje, że w pewnych warunkach mogą być naruszone inne prawa człowieka: prawo do życia kobiety, prawo do zdrowia, do prywatności, do godnego traktowania, wolności od tortur.

W Unii o przepisach dotyczących przerywania ciąży decydują same państwa. Jednak Barbara Nowacka zapowiada europejską inicjatywę ustawodawczą dotyczącą Polek, Irlandek i Maltanek, by prawa kobiet były chronione prawem unijnym. To możliwe?
Nie znam szczegółów tego projektu, ale moim zdaniem nie. Dziś jest tendencja, by raczej zawężać uprawnienia Unii. Już nie mówi się o europejskim prawie karnym, bardzo ostrożnie podchodzi się do harmonizacji, a ona i tak nigdy nie dotyczyła tej sfery. Jedyne, co wynika z unijnego ustawodawstwa, to że gdyby państwo na równi stawiało życie kobiety i życie płodu, to byłoby uznane za złamanie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Ale tą drogą ustawy nie zliberalizujemy. Może dałoby się inną, np. pod hasłem ochrony zdrowia publicznego czy wolności przepływu usług. Ale też nie bardzo to widzę.

Unia do tej pory skutecznie ingerowała w tę sferę tylko wtedy, gdy zakazywano swobodnego przepływu osób, czyli utrudniano wyjazd kobiecie, która chce dokonać zabiegu za granicą. Może ingerowałaby, gdyby Polki dokonywały nielegalnych aborcji w niebezpiecznych, pokątnych miejscach i byłyby dowody, że stanowi to poważne zagrożenia dla zdrowia publicznego. A przecież dziś w użyciu są pigułki poronne, a nie wieszaki czy szydełka. Jakąś drogą mogłoby być powołanie się na strukturalną dyskryminację kobiet ze strony państwa. Do równości kobiet i mężczyzn w kontekście praw reprodukcyjnych (w tym do prawa do bezpiecznego przerywania ciąży) nawiązywała np. rezolucja Parlamentu Europejskiego z 2011 r. W marcu 2016 r. wypowiedziała się w sprawie dostępu do przerwania ciąży w Polsce Komisja Europejska, ostatnio debatował nad tym Parlament Europejski. Obawiam się jednak, że Unia nam niewiele pomoże.

A Komitet Praw Człowieka ONZ? Właśnie upomniał się o Polki. Pyta władze: dlaczego tysiące kobiet wychodzą na ulice w Czarnym Proteście, dlaczego wychowanie seksualne jest fikcją, dlaczego całe regiony kraju objęte są klauzulą sumienia?
To ważne, ale Komitet formułuje opinie i rekomendacje dla krajów, czyli dysponuje miękkimi środkami. I jedne państwa je przyjmują i podejmują działania, by zmienić sytuację, a inne nie, twierdząc, że nikt obcy im dyktatu nie będzie narzucał. Jak u nas wygląda sprawa z przyjmowaniem zaleceń międzynarodowych organów ochrony praw człowieka, to widzimy. Kwestia edukacji seksualnej, swobodnego dostępu do środków antykoncepcyjnych, badań prenatalnych, oszacowania liczby nielegalnych zabiegów przerwania ciąży i ich wpływu na zdrowie kobiet, była przedmiotem wielu zaleceń tych ciał. Rekomendacje dotyczyły też całościowego uregulowania klauzuli sumienia oraz procedury odwoławczej od decyzji lekarza odmawiającej wydania zaświadczenia o dopuszczalności przerywania ciąży. I co w tych sprawach zrobiono? Nic albo – jak w ostatniej ze spraw – zadziałano nieskutecznie.

Czyli zostają tylko parasolki?
Niestety. Debata wokół zakazu aborcji na początku lat 90. miała ogromny wpływ formacyjny na ruch kobiecy. Na tym się zbudowały niemal wszystkie kobiece organizacje pozarządowe. Dziś Czarny Protest może odegrać podobną rolę dla młodego pokolenia. Dziewczyny poczuły się obrażone tą butą i autentycznie zagrożone, także w zakresie innych praw. Bo jeśli o ciąży, dziecku poczętym, mówi się takim językiem, w którym kobieta niemal całkowicie znika, to wpływa na postrzeganie kobiet również w innych sferach życia.

rozmawiała Joanna Podgórska

***

Prof. Eleonora Zielińska, prawniczka specjalizująca się w prawie karnym, medycznym i antydyskryminacyjnym, działaczka społeczna, sędzia Trybunału Stanu. Autorka m.in. publikacji „Odpowiedzialność zawodowa lekarza i jej stosunek do odpowiedzialności karnej” oraz „Przerywanie ciąży: warunki legalności w Polsce i na świecie”.

Polityka 45.2016 (3084) z dnia 01.11.2016; Polityka; s. 21
Oryginalny tytuł tekstu: "Aborcja legalna po godz. 17"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Wojna państwa Marcinkiewiczów

Historia Izabeli i Kazimierza Marcinkiewiczów toczy się jak wieloodcinkowy serial. Ale to, co długo było celebrycką, plotkarską farsą, w najnowszych odsłonach nabiera cech greckiej tragedii. Spór byłego premiera z byłą żoną to przypadek rozwodu publicznego, z wykorzystaniem mediów oraz nowych instytucji prawnych.

Martyna Bunda
06.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną