Wojny nie będzie
Pisałem dwa miesiące temu, iż gdybym był Amerykaninem, nie głosowałbym ani na Trumpa, ani na Clinton.

Od tej chwili radykalnie zmieniłem zdanie. A było to tak: wieczorem zasiadłem przed telewizorem zdecydowany oglądać wybory całą noc. Wprawdzie ich wynik ani grzał mnie, ani ziębił, ale – jak mówiła moja babcia po kądzieli – ciekawość pierwszy stopień do piekła. Z początku wszystko było zgodne z przewidywaniami. Uśmiechnięci francuscy komentatorzy polityczni pytlowali, jaką to Clinton ma przewagę, zwycięstwo w kieszeni, i ubolewali, że nieokrzesany Trump mógł zajść tak daleko.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj