Lech Kaczyński: Nie jestem populistą
Po wygranych dla siebie wyborach prezydenckich Lech Kaczyński udzielił POLITYCE wywiadu. Który dzisiaj czyta się już inaczej.
Nie sądzę, żebym był populistą. Nie jestem nacjonalistą. Nic mnie z nacjonalizmem nie łączy.
Peter Andrews/Reuters/Forum

Nie sądzę, żebym był populistą. Nie jestem nacjonalistą. Nic mnie z nacjonalizmem nie łączy.

Rozmowa ukazała się w POLITYCE w październiku 2005 roku.

Jacek Żakowski: Dlaczego pan wygrał?
Lech Kaczyński: – Przede wszystkim Donald Tusk kojarzył się z liberalizmem, a to rzadko jest program większości. Poza tym jestem politykiem bardziej konsekwentnym i bardziej doświadczonym.

A media pomogły czy przeszkodziły?
Przecież pan wie, że tę kampanię wygrałem także z mediami.

Czyli przeszkadzały?
Oczywiście, większość sprzyjała Donaldowi Tuskowi.

Dwa tygodnie temu powiedział mi pan, że ma pan pomysł, co zrobić, żeby w przyszłości media były bardziej bezstronne, ale nie chciał go pan ujawnić przed wyborami. Jaki to jest pomysł?
Mam pomysł na telewizję publiczną. Do tej pory media publiczne nie są bezstronne. Ja nikomu nie mogę narzucać sympatii, ale poglądy jednej ze stron nie powinny być prezentowane jako obiektywne.

Co można na to poradzić?
Być może w mediach publicznych można przyjąć włoskie rozwiązanie. Jeden program dla rządu, a drugi dla opozycji.

Ale w Polsce mamy dwa nurty opozycji. Giertycha z SLD w jednej stacji połączyć się nie da. Trzeba by mieć kanał konserwatywny, liberalny i lewicowy...
...to już pan sobie żartuje... Chodzi tylko o to, żeby w mediach publicznych było zagwarantowane miejsce dla poglądów opozycyjnych. Pluralizm w mediach jest dla państwa ważny. Ale czy mi się uda go zrealizować, nie wiem.

Zgłosi pan w tej sprawie inicjatywę ustawodawczą?
Na pewno będę w sprawach mediów zgłaszał inicjatywę, bo obecny stan rzeczy jest niedopuszczalny.

Poseł Bielan mówi, że teraz zacznie pan działanie od uspokajania sąsiadów. Jak pan będzie ich uspokajał?
Ja nie bardzo wiem, czym mógłbym ich niepokoić. Najbardziej niepokoi mnie ton prasy niemieckiej. Oni piszą rzeczy ewidentnie nieodpowiadające prawdzie.

A co nie odpowiada prawdzie?
Nie sądzę, żebym był populistą. Nie jestem nacjonalistą. Nic mnie z nacjonalizmem nie łączy. Jestem patriotą. Jeżeli z jakąś historyczną tradycją polityczną czuję się związany, jest to tradycja obozu państwowego, piłsudczykowskiego. Na pewno nie z obozem endeckim. Chociaż nie można dziś w Polsce zrobić partii patriotycznej bez ludzi o przekonaniach narodowo-katolickich. Takich jak Marek Jurek.

Sąsiadów mogłoby uspokoić ogłoszenie nazwiska pańskiego ministra do spraw międzynarodowych.
Nie czas jeszcze na to.

Gdyby pan wymienił nazwisko Władysława Bartoszewskiego, to przynajmniej Niemcy byliby spokojniejsi.
Pan Bartoszewski to niewątpliwie poważny autorytet.

Prasa pisze, że szefem MSZ ma być Jan Rokita, autor hasła „Nicea albo śmierć”, co też może wywoływać w Europie emocje. To jest dobry pomysł?
Wtedy w Sejmie były dwa ważne przemówienia. Rokity i mojego brata, który nie miał tak chwytliwego hasła, ale ich ton był podobny. Ta konstytucja nie znajdzie akceptacji nowych władz Rzeczpospolitej. Ale ona i tak uchodzi w Europie za...

...trupa?
No właśnie.

A jaka Europa się panu marzy? Wariant kontynentalny – Europa socjalna, solidarna? Czy wariant anglosaski – Europa liberalna, Europa konkurujących państw?
Żaden. Jeśli chodzi o suwerenność, to bardziej odpowiada mi model angielski. Natomiast jeśli chodzi o model socjalny i liberalny, to na przykład sytuację niemiecką trudno porównywać do naszej sytuacji. Być może w Niemczech potrzebne są reformy ze względu na stopień rozbudowy zabezpieczeń socjalnych, na stopień wytracenia energii przez społeczeństwo. O tym mówili mi Niemcy. Natomiast u nas sytuacja jest inna. U nas polityka cięć socjalnych byłaby szaleństwem. To by oznaczało wpędzenie znacznej części społeczeństwa w stan skrajnej nędzy. Ja uważam, że państwo ma pewne obowiązki wobec obywateli. Powinno organizować społeczną solidarność, co nie wyklucza inicjatywy prywatnej. Ale prywatna aktywność nie zdejmuje z państwa obowiązków. Państwo umiarkowanie opiekuńcze jest bardziej przyjazne ludziom. Czas welfare state przyniósł wiele dobrego.

Ale globalizacja stopniowo go demontuje.
To jest nowa sytuacja, która może tworzyć konieczność jakichś nowych rozwiązań. Tylko z tego nie ma co robić wartości. Ja uważam, że Polska potrzebuje swobody działania. Jestem za Europą jako ścisłym związkiem silnych państw. Nie odpowiadam za następne pokolenia. Odpowiadam za moje pokolenie, które dziś rządzi Polską. My do superpaństwa nie jesteśmy gotowi. Europa stoi przed wyzwaniem globalnej konkurencji, ale władza w rękach Brukseli, mająca słabą demokratyczną legitymację, to nie jest rozwiązanie.

Ale wybór jest chyba dość brutalny. Albo słabnące państwa narodowe miotane mocami globalizacji, albo potężna Europa zdolna do współdyktowania warunków. Sam pan mówi, że Polska musi ulegać koniecznościom. Sama musi jeszcze bardziej.
Dla nas podstawową barierą rozwojową jest to, że pracuje tylko 52 proc. ludzi w wieku produkcyjnym. Problemem jest niewykorzystanie potencjału ludzkiego.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną