Kraj

Uprawiałem seks w PRL

Badania wykazały, że 69 proc. nabywców viagry było uwikłanych w PRL.

Uprawiałem seks w PRL – przyznaje znany dziennikarz postkomunistyczny w rozmowie z tygodnikiem „wSieni”.

Redakcja „wSieni”: – 28 lat minęło od upadku komunizmu, a pan dopiero teraz przyznaje, że uprawiał seks w PRL.

Redaktor: – Nie mogłem dłużej nosić w sobie tej tajemnicy.

– Wiele osób się podejrzewało. Zabrakło panu odwagi?

– Nie każdy, kto milczy o swoich dokonaniach w PRL, zwłaszcza w sprawach intymnych, ma coś do ukrycia. Weźmy prezesa… Co do mnie, to odkładałem tę godzinę prawdy, ale teraz, po wejściu na ekrany „Sztuki kochania” i udostępnieniu zbioru zastrzeżonego IPN, nic się nie ukryje. Media głównego nurtu oszalały na punkcie seksu. „Seksem w system”, „Orgazm to metafora wyboru” – to niektóre tytuły. IV RP to królestwo grzechu. Modlą się, a w głowie tylko jedno. Trwa odkrywanie orgazmu (to słowo pada we wszystkich przypadkach) i łechtaczki, która została przebadana dopiero w latach 90. – zapewnia reżyser filmu Maria Sadowska.

– Uprawiał pan beztrosko seks, podczas gdy inni mieli związane ręce i zakneblowane usta?

– Beztrosko? Panowie chyba żartują. W okresie stalinizmu, na znak protestu przeciwko systemowi, zaspokajałem swoje instynkty we własnym zakresie. O tym, że jestem hetero, przekonałem się dopiero po śmierci Stalina, w pociągu relacji Warszawa–Leningrad z przesiadką w Moskwie. Ale wbrew pańskim insynuacjom nie był to seks beztroski. Bałem się inwigilacji, bałem się kompromitacji w czasie inicjacji, drżałem ze strachu, że konduktor wejdzie do przedziału i zażąda dopłaty w zielonych. Bałem się, że pociąg stanie. To nie była sielanka. To było piekło.

– Jak wszystko w tamtych czasach. Seks był w PRL rozpowszechniony?

– Przy pomocy seksu władze usiłowały odwrócić uwagę od swoich zbrodni. To była jedyna dozwolona forma wolności. W ten sposób reżim zabiegał o poparcie. Świadczy o tym co najmniej 7 mln osób, które kupiły i przeczytały „Sztukę kochania”, bądź co bądź prohibit.

– Prohibit w nakładzie 7 milionów?

– To jedna z zagadek PRL. To dowód bezsilności komunistów. Gdy zbankrutował purytanizm (popierany zresztą przez Kościół), zmienili front i postawili na wyuzdanie.

– Co na to Kościół?

– A kto wykupił miliony egzemplarzy?

– Dlaczego nie był pan represjonowany?

– Ja? Za co?

– Za uprawianie.

– Bo uprawiałem w tajemnicy.

– Sam?

– Najpierw sam, a później zazwyczaj z osobą towarzyszącą.

– Czy seks w PRL był dozwolony?

– Dozwolony – tak, ale nie publicznie! Wystarczył jeden pocałunek ukradkiem na ulicy i już podjeżdżał radiowóz. Jak za generała Franco. Jeden pocałunek w kinie i seans przerywany. Bileterzy mieli oczy pełne roboty.

– ZOMO?

– Nie, obyczajówka.

– Czego chcieli?

– Pokątnie sprzedawali globulki Z.

– W aptekach nie było?

– Tylko w sklepach za żółtymi firankami. W aptekach była rycyna.

– Rycyna?

– Nikt tego nie kupował, bo system sam przyprawiał o mdłości.

– A pan, mimo wszystko, uprawiał seks.

– Tak, ale dla dobra sprawy. Była nas garstka, byliśmy represjonowani, wydalano nas z uczelni i z pracy, ale nie daliśmy się złamać. I dziś możemy z podniesioną głową mówić o tamtych czasach, które – nie łudźmy się – wracają. Pogrobowcy PRL, postkomuniści, na starość szaleją. Badania wykazały, że 69 proc. nabywców viagry było uwikłanych w PRL. Oni się panoszą, zwłaszcza w aptekach. Polska to kraj rozpasanych starców. Czytają „Wysokie Obcasy”. Kuśtykają w internecie. Liczą orgazmy. Dla nich zawsze liczyła się ilość, nie jakość… Jak mówi wicepremier – zaspokajają popyt odłożony.

– Jak w warunkach stałej inwigilacji można było uprawiać seks?

– Głównie pod osłoną nocy. Można powiedzieć – w podziemiu.

– Podziemiu seksualnym?

– Oczywiście: literatura, prohibity, Wisłocka, „Playboy”, „Make love – not war”, środki antykoncepcyjne przemycane z narażeniem życia z Zachodu, testy ciążowe. Walczyliśmy z systemem na wszelkie sposoby, broniliśmy naszych, coraz bardziej wyrafinowanych pozycji. Wśród nich także ostentacyjna, demonstracyjna powściągliwość, kilkudniowe posty, „strajk islandzki”, a nawet głodówki seksualne. To pokazywało naszą determinację i kompletnie dezorientowało władzę. Pokazaliśmy impotencję systemu. Nawet doradcy radzieccy byli bezradni.

– Reżyserka Maria Sadowska mówi, że film o Wisłockiej to walka z systemem.

– Ma rację, zwłaszcza że system jest coraz silniejszy. Donald Trump bezwstydnie łapie za ciasteczko. Kanclerz Merkel, premier Theresa May, Beata Szydło – nie zazdroszczę im tête-à-tête z tym potworem.

Polityka 5.2017 (3096) z dnia 31.01.2017; Felietony; s. 94
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Zapomniana historia Mietka Kosza

Film Macieja Pieprzycy „Ikar. Legenda Mietka Kosza” z brawurową rolą Dawida Ogrodnika przypomina wielką postać tytułowego niewidomego pianisty. To powód, by raz jeszcze zastanowić się nad wciąż nośnym mitem artysty straceńca.

Mirosław Pęczak
19.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną