Rasistowski szoł
Adamek zdobył nagrodę im. Muhammada Alego za wybitne osiągnięcia na ringu i poza nim. Chyba powinien zwrócić tę nagrodę.

Bokser Adamek zaliczył nokaut. I to nietypowy, bo samobója, co na ringu jest wydarzeniem bezprecedensowym. No, ale też i taki to ring – arena żenady Kuby Wojewódzkiego. Przypomnijmy w skrócie przebieg pojedynku: Adamek (na kanapie, machając rękoma) podzielił się na wizji opowieścią o tym, jak jest w jego rodzinie. Że panuje w niej dyscyplina. Żonę bokser szanuje, pod warunkiem że ta wie, gdzie jej miejsce. Jednej córce chłopaka wybrał tata, druga nie lubi „czarnych”. Dumny ojciec twierdzi, że: „póki córki są w domu, tata musi mówić, co mają robić”. Tata jest szeryfem.

Czujemy niedosyt. Nie wiemy, a prowadzący nie dopytał, gdzie jest miejsce żony boksera Adamka. I czy wybieranie chłopaka córce jest jakąś nową formą perwersji? Córki sprzedawano jak krowy, tak w Europie, jak w Afryce i na innych kontynentach. W tym kontekście niechęć drugiej latorośli do „czarnych” jest co najmniej intrygująca. Spuśćmy zasłonę na kogucią część wypowiedzi boksera, bo niestety reszta jest kryminalna.

Jakie panują relacje w domu pana Adamka, to sprawa jego rodziny. Jednak to, jak mówi w publicznym wystąpieniu o innych rasach i narodach jest bezprawne. Rasizm to nie pogląd. To wbrew konstytucji i konwencji o prawach człowieka. Głoszenie pogardy w stosunku do osób o innym niż nasz kolor skóry jest szerzeniem rasizmu. Nie jest dyskusyjne. Teza o wyższości białej rasy nad innymi i egoizm narodowy to nie wartość, w którą ktoś może wierzyć lub nie. To nacjonalizm. A oblewanie tego sosem konwencji programu rozrywkowego czy pluralizmu i ścierania się poglądów ma na celu ukrycie przestępstwa.

Ale wróćmy do przebiegu pierwszego w historii boksu autonokautu. Rozochocony Adamek na wyznanie Natalii Nykiel, również zaproszonej do programu, że jest bałaganiarą, stwierdził, że trzeba ją „lać”. Jeszcze kilka tygodni temu temat przemocy domowej w kontekście byłego radnego PiS był szeroko dyskutowany. Mówiło się o ofiarach przemocy, pracy w Niebieskiej Linii, która wspiera ofiary.

Panuje powszechny stereotyp, że pięściarze to debile. Jak każdy i ten się nie sprawdza. A to dlatego, że są też mądrzy bokserzy i bokserki. Iwona Guzowska, wielokrotna mistrzyni świata i Europy w kick-boxingu i boksie, czterokrotna zdobywczyni Pucharu Świata w kick-boxingu, siedmiokrotna mistrzyni Polski – długo by wymieniać jej tytuły i zasługi – w przejmującym dokumencie w reżyserii Konrada Szołajskiego z 1997 r. pt. „Sceny z życia kick-bokserki” opowiada, czemu zaczęła boksować. Jako nastolatka musiała bronić siebie, matki i młodszego brata. Przed ojcem, który w pijanym widzie tłukł rodzinę. Guzowska zapytana, czy podniosła kiedyś rękę na ojca, przyznaje, że raz – stanęła wtedy w obronie mamy. Dzieci, które widzą przemoc, już zawsze będą w sobie nosić cierpienie. Jedni z tego wychodzą, przekuwają ból w dobro. Ale inni nie dają rady. Uginają się, zaczynają powielać wzorzec. Biją. Zawsze słabszych fizycznie, najlepiej tych, którzy ich kochają, bo tacy muszą wybaczyć. Tak im się w każdym razie wydaje. Biją nie tylko osiłki.

Podobno Adamek założył klub sportowy. Strach pomyśleć, czego w nim uczy, skoro na wizji do wielomilionowej publiczności mówi: „lać!”. Bić kobiety. Mówi tak w kraju, gdzie część obywateli myśli, że przemoc domowa to nieszkodliwa fanaberia pana domu i jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije. Adamek zdobył nagrodę im. Muhammada Alego za wybitne osiągnięcia na ringu i poza nim. Chyba powinien zwrócić tę nagrodę. Zwłaszcza że przecież jego córka nie lubi czarnych.

A wracając do widowiska – w walkach bokserskich reguł gry pilnują sędziowie. Wojewódzki zachował się jak sędzia, który stanął u boku jednego z zawodników i wraz z nim rzucił się z pięściami na drugiego. Bo mu się tamten nie podobał.

Kolego z sąsiedniej rubryki: wstyd. Wygląda na to, że stałeś się tubą rasistowskich i seksistowskich poglądów. Tu nie ma miejsca na cudzysłów czy zmrużenie oka, jest szerzenie nienawiści w prime time i wykręcanie kota ogonem pod naporem krytyki. Podniesienie kciuków w geście aprobaty dla wstrętnej wypowiedzi to nie przejście roznegliżowanych pań po ringu w przerwie między rundami. To wzięcie na siebie odpowiedzialności za przekaz, jaki te słowa niosą. Bez tej świadomości… No cóż, brak tylko czerwonego bikini.

Owszem, program, o którym piszemy, wyśmiewany jest od dawna, bo to obraz tego, co w telewizji najgorsze – rozbuchane ego prowadzącego i gwiazdopodobne wyroby, które dadzą się pokroić, byle tylko zaistnieć. Ale to nie osłabia jego przekazu. Szerzenie rasizmu i ksenofobii to łamanie prawa, konkretnie art. 257 KK: „Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Zaproszenie boksera Tomasza Adamka do programu było świadomą zagrywką. Popularny sportowiec o konserwatywnych poglądach – wymarzony gość. Cokolwiek powie, zaraz się oburzą geje, lewaki i feministki. Afera jest pewna, zagęszczenie w internecie na sto procent – na ekranie dwóch facetów rżących z lania nieposłusznej kobity.

I co? Stacja cieszy się z szumu wokół programu, zapowiadając go właśnie karalnymi fragmentami. Bo ważne, żeby się klikało i dobrze oglądało. W końcu nic tak nie bawi gawiedzi jak „kontrowersja”. Nawet jeśli jest na poziomie nawalonego drecha.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną