Dlaczego prezydent zawetował ustawę o Regionalnych Izbach Obrachunkowych

Weto – kropla w morzu
Gdyby weto w sprawie RIO było czymś więcej niż tylko politycznym prztyczkiem, to prezydent musiałby zawetować pakiet ustaw sądowych.

Prezydent Andrzej Duda słusznie zawetował ustawę o Regionalnych Izbach Obrachunkowych. Niewiele jednak z tego wynika, w szczególności dla spraw ustrojowo ważniejszych. Słusznie, bo ustawa była kolejnym przykładem rozepchnięcia się PiS kosztem innych, w tym przypadku samorządów. Rozszerzała zakres kontroli RIO nad władzami lokalnymi, dając zarazem rządowi większe wpływy w RIO. Dobrze, że prezydent powiedział „nie” takiemu przystrzyżeniu samorządów, a jeszcze lepiej, że PiS nie zbierze raczej większości, by weto odrzucić. Może jednak przygotować nową ustawę, z kosmetycznymi poprawkami i dać jeszcze jedną „szansę” prezydentowi.

Traf jednak chciał, że Duda zablokował pierwszą ustawę za rządów PiS w dniu, gdy przez parlament mknęły projekty osłabiające sądy i gdy poznaliśmy jawnie niekonstytucyjny projekt o Sądzie Najwyższym. Prezydencki minister Andrzej Dera, prawnik skądinąd, tłumaczył, że nie widzi nic zdrożnego w przepisach pozwalających Zbigniewowi Ziobrze przez pół roku usunąć dowolnego prezesa sądu i wygaszających kadencję 15 członków Krajowej Rady Sądownictwa, których zastąpią partyjni nominaci.

Gdyby weto w sprawie RIO było czymś więcej niż tylko politycznym prztyczkiem, gdyby prezydent naprawdę po półtora roku władzy PiS odkrył w sobie strażnika konstytucji i zaczął przejmować się jej postanowieniami, to musiałby zawetować pakiet ustaw sądowych. Musiałby, zgodnie z prawniczym rozumowaniem a fortiori – skoro zablokował przystrzyżenie samorządów, to tym bardziej powinien zablokować złomotanie sądów maczugą. Ale nie miejmy złudzeń; dlaczego asystent grabarza Trybunału Konstytucyjnego miałby teraz ratować sądy? Taki ruch byłby zresztą politycznym samobójstwem. Bez PiS Duda nie ma co marzyć o reelekcji, a PiS nie po to ma swojego prezydenta, by ten przeszkadzał w kluczowych sprawach. Zresztą Jarosław Kaczyński jasno już wyłożył, jak ważne są dlań ustawy o KRS, sądach i Sądzie Najwyższym. Była to wiadomość wysłana także do własnego obozu, żeby nie zalęgły się w nim wątpliwości, nie pojawił się jakiś rewizjonizm.

Weto w sprawie RIO jest znacznie mniejszego kalibru; mogło Kaczyńskiego zirytować, jak każdy przejaw niezależności prezydenta, ale strategicznie niewiele zmienia. Duda walczy po prostu o swój kawałek władzy w obozie rządzącym, sięga po nowe narzędzia, bada, jak daleko może się posunąć. Sprzeczał się z Antonim Macierewiczem, walczył z Witoldem Waszczykowskim, wziął na rzecznika posła PiS skłóconego z władzami klubu, wymyślił referendum konstytucyjne, a teraz wreszcie sięgnął po weto, na czym skorzystali samorządowcy. W sprawach fundamentalnych był, jest i będzie zakładnikiem prezesa.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj