Podręczne nas nie uratują
Podręczne nie uratują naszej ziemi, bo – jak powiedział prezydent Francji – nie ma „planety B”.

Podręczne powitały Trumpa. Stały w czerwonych szatach i białych czepkach tuż obok placu, na którym przemawiał. Kobiety odgradzał szpaler policji. Gdyby nie on, z pewnością zostałyby zaatakowane przez tłum zwolenników twardej ręki. Zwieziono ludzi z całej Polski. Można ich potem było zobaczyć, jak krążą po ulicach, robiąc sobie zdjęcia przy zabytkach, lub nerwowo sprawdzają adresy na mapie. Wyborcy obecnie rządzącej partii w Polsce kochają prezydenta Ameryki. Przede wszystkim dlatego, że jest bogaty. A jak bogaty, to łebski. Może szczęście do pieniędzy jest zaraźliwe i dzięki temu, że się będzie na niego patrzyło, to skapnie coś do kieszeni? Może Donald rzuci z mknącego samochodu choćby cukierki, może jego smutna żona pomacha do nas i pobłogosławi?

Polacy kochają Amerykę. Jej mit, że jak się człowiek postara, to będzie miał. W Polsce wszyscy się staramy i gówno mamy. U nas pucybut będzie pucybutem i nigdy nie będzie dumny z flagi swojego narodu. Za wielką wodą jest magia sukcesu, która trzyma przy życiu harujących imigrantów. To oni zbudowali potęgę trumpów w wysokich wieżowcach. Teraz mają być zredukowani do tłumu odgrodzonego mitycznym murem, który obiecał zbudować prezydent.

Podręczne też stały za murem, murem pogardy. W ich stronę entuzjaści rządowi słali środkowe palce, okrzyki „jesteście brzydkie” lub hailowali obok transparentów z napisami „Make Poland great again”. Dla nich to, co podkreślali przemawiający po stronie podręcznych, brzmiało jak abstrakcja. Bo cóż to są prawa kobiet czy imigrantów wobec wizji bogactwa na kredyt? Dwa światy – nie tylko typowego ostatnio podzielenia według politycznych różnic, ale i wartości – stały naprzeciw siebie. Między nimi jak wyrzut sumienia wciąż stały Podręczne. Stworzone przez kanadyjską pisarkę Margaret Atwood stały się najpierw symbolem prawicowego backlashu spod znaku Reagana. Uciemiężone kobiety służyć miały tylko do celów rozrodczych. Dzięki serialowi na powrót pokazały, co stanie się z krajem, jeśli zaczną nim rządzić mężczyźni nienawidzący kobiet. Nienawidzący wszystkiego, co nie jest białym facetem czującym władzę, który jest w stanie bez zażenowania chwalić się łapaniem kobiet za cipki, i gardzącym wszystkimi, nawet swoją żoną. Ponura wizja niczym z Orwella nie jest tylko literacką fikcją. U jej podłoża leży przekonanie, że ludzie są w stanie poświęcić swoją wolność, jeśli ktokolwiek obieca im złote góry.

Patrząc na wiwatujących Polaków, którzy uwierzyli w dobrego wujka przywożącego im kawałek raju, Sylwia była pewna, że gdyby w tym dniu odbyło się referendum za wyjściem z Unii, to polexit stałby się faktem. Bo zamiast przytulić się do Francji czy Niemiec, błagalibyśmy o to, aby stać się kolejnym stanem zjednoczonym pod flagą triumfującego Trumpa. Lubimy autorytaryzm, oj lubimy! Komunizm siedzi w nas jak upierdliwy tasiemiec. A jak łatwo nas kupić. Trump przyjechał do Polski robić biznesy, ale rzucając kilka zdań z Wikipedii o powstaniu, historii i wielkiej miłości do naszego narodu, zaczarował poddanych w sekundę. Tłum szalał, bo Ameryka powiedziała, że nas kocha. Biedny ten tłum, który tak bardzo łaknie miłości. W książce Atwood miłość była jednak pod nowymi rządami zakazana. Po prostu nikomu nie była potrzebna i wprowadzała zamęt. Trump też w nią nie wierzy – od płaczliwych gestów woli konkret biznes, nawet kosztem katastrofy ekologicznej czy łamania praw człowieka. Dlatego może imponować, bo jest przykładem chłopka-roztropka, który mówi to, co inni w swej nienawiści syczą pod nosem. Tym zjednuje sobie poklask, jest wyszczekany i krnąbrny. To ważne w Polsce cechy, chociaż niewiele osób na nich skorzystało.

„Daliśmy im więcej, niż zabraliśmy”, twierdził Komendant w „Opowieściach podręcznej”. To prawda: dali jasne zasady i zamordyzm, zabrali tylko wolność. Dla wielu ludzi to cena, którą gotowi są zapłacić, aby mieć przyrzeczenie niewpuszczania uchodźców, pięćset plus i wstanie z kolan (a przecież z własnej woli wycierają nimi kruchty).

Podręczne w profetycznej powieści walczą, organizują powstanie. W dzisiejszym świecie prawniczki, tłumaczki, działaczki z różnych krajów skrzyknęły się w Brukseli i przygotowały skargę na rząd polski, który złamał prawo unijne, delegalizując użycie pigułki ellaOne. Złożyć ją może każdy, zabiera to dwie minuty. Wystarczy wejść na https://ec.europa.eu/assets/sg/report-a-breach/complaints_pl/, „zaakceptować informacje”, a potem wpisać swoje nazwisko, wskazać, że sprawa dotyczy Polski, i napisać, dlaczego prawo unijne zostało pogwałcone. Tekst skargi będzie wkrótce dostępny w wielu językach, w tym po polsku, rozprowadzany za pomocą mediów społecznościowych, wystarczy go skopiować. Akcja planowana jest na wrzesień. Prawo jest po to, żeby się do niego odwoływać, póki jeszcze działa.

Tymczasem ludziska klaskali na placu Krasińskich, cieszyli się i machali do kamery. Starsza pani, ufryzowana na okoliczność darmowej wycieczki do stolicy, huknęła, że Trump robi przynajmniej to, co obiecał. Na pytanie o konkret, zamilkła skonfundowana. „Wielki dzień dla Polski”, krzyknął do dziennikarza inny zwieziony w autokarowym zajeździe na Warszawę. Doprawdy, wielki dzień, w którym znowu rzucono nam ochłap, a odebrano nadzieję. Chleba i igrzysk! Pieniędzy z wycinki prastarych drzew Puszczy Białowieskiej przerabianej na deski! Więcej samochodów! Kasy dla szwagrów! Stanowisk dla ziomali! ONR na ulice! Obecny rząd naprawdę wie, co robi.

Pod naszym felietonem o obronie puszczy pan napisał: „Nie wasz rząd?! To wyp...lać z Polski, p...lone lewactwo!”. Zła wiadomość dla pana: rząd nie nasz, ale kraj tak.

Podręczne nie uratują naszej ziemi, bo – jak powiedział prezydent Francji – nie ma „planety B”. Jeśli Trump i jemu podobni zhandlują ją w imię swoich interesów, to wszyscy zgodnie pójdziemy na dno. Oczywiście w rytmie oklasków. Amerykańskich.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną