Kraj

Jak obnażać manipulacje podkomisji smoleńskiej? Krótki i prosty poradnik w sześciu punktach

Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Warto uzbroić się w argumenty, by móc odróżnić faktografię od mitologii.

Po raz kolejny powołana przez Antoniego Macierewicza podkomisja smoleńska strzela wybuchowymi rewelacjami, które nie mają żadnego związku z rzeczywistością. Tym razem, w przeddzień kolejnej tzw. miesięcznicy, podkomisja wydała oświadczenie, w którym zmieszała prawdę z kłamstwem.

Napisała, że „zniszczenie lewego skrzydła TU-154 M nie zostało zainicjowane zderzeniem z brzozą na działce Bodina. Destrukcja skrzydła rozpoczęła się przed brzozą” (PRAWDA) oraz że „liczne zniszczenia lewego skrzydła samolotu TU-154 M noszą ślady wybuchu” (NIEPRAWDA).

Przypomnijmy więc krótko, dla utrwalenia:

1. Zniszczenie lewego skrzydła tupolewa rzeczywiście nie zaczęło się od zderzenia z brzozą. Samolot już wcześniej, schodząc poniżej bezpiecznej wysokości, niemal dotykając kołami gruntu, ścinał skrzydłami drzewa, co w konsekwencji osłabiło ich konstrukcję.

2. NIE MA dowodów na jakikolwiek wybuch. Wykonane przez polskich specjalistów badania czarnych skrzynek i poszycia samolotu nie stwierdziły ŻADNYCH eksplozji na pokładzie. Nikt, jak na razie, nie przedstawił ekspertyz, które dowiodłyby wybuchu.

3. Nie widać śladów eksplozji skrzydeł na zdjęciach, których w Internecie znaleźć można wiele.

4. Znaleźć za to można zdjęcia pokazujące ścięte – jeszcze przed brzozą – drzewa oraz fragmenty skrzydła wbite w kikut słynnej brzozy, a także fragmenty tejże brzozy wbite w lewe skrzydło tupolewa.

5. BRZOZA NIE BYŁA PANCERNA. Samolot ściął ją skrzydłem, ale jednocześnie pod wpływem OGROMNYCH sił, które na nie oddziaływały, doszło do oderwania końcówki tego skrzydła.

6. Bardziej dociekliwym polecam wywiad z prof. Bohdanem Jancelewiczem, który posiłkując się prawami fizyki, krok po kroku wyjaśnia, jak doszło do tego, że prezydencki tupolew roztrzaskał się o ziemię.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Jakie filmy i seriale oglądać w czasach klęski urodzaju

Żeby kino było sztuką, musi – jak sama nazwa wskazuje – być sztuczne. Jeśli film jest całkowitą kreacją, to zatraca ludzki wymiar i staje się pustą rozrywką, dodatkiem do popcornu – o swojej miłości do kina opowiada dr Piotr Kletowski, filmoznawca.

Łukasz Dziatkiewicz
25.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną