Służby inwigilowały opozycję. Czy powinny tak działać w demokratycznym kraju?
Działacze Obywateli RP, KOD i niektórzy posłowie są obserwowani, podsłuchiwani i nieustannie monitorowani.
Protestujący przed Sejmem po uchwaleniu nowelizacji ustawy o Sadzie Najwyższym
Slawomir Kaminski/Agencja Gazeta

Protestujący przed Sejmem po uchwaleniu nowelizacji ustawy o Sadzie Najwyższym

„Gazeta Wyborcza” ustaliła, że podczas tzw. protestów sądowych w lipcu 2017 r. specjalna komórka wywiadowcza stołecznej policji prowadziła szeroko zakrojoną inwigilację osób zaangażowanych w uliczny bunt. Wywiadowcy towarzyszyli figurantom (osobom śledzonym) od rana do nocy. Pod ich domami ustawiano specjalne pojazdy do skrytej obserwacji. Ich telefony objęto podsłuchem bez zgody sądu. Podane przez Wojciecha Czuchnowskiego z „GW” informacje potwierdzają nasze ustalenia. Pisaliśmy wielokrotnie o tzw. ostentacyjnej obserwacji prowadzonej przeciwko uczestnikom ruchu Obywatele RP.

Na podstawie niedawno uchwalonych ustaw (o policji i tzw. antyterrorystycznej) służby mogą praktycznie wszystko i bez żadnej kontroli. I nie ma znaczenia, czy owi figuranci stanowią faktyczne zagrożenie terrorystyczne. Każdego można przecież kłamliwie sklasyfikować, opisać i przedstawić jako potencjalnego dywersanta.

Opozycja nie jest zagrożeniem dla ustroju państwa

Zastanawia cel tej operacji. Przecież to jasne, że ani Obywatele RP, ani KOD, ani tym bardziej posłowie opozycyjnych partii nie stanowią zagrożenia dla ustroju państwa. Nie planują zamachu stanu. Jeżeli ktoś dokonuje zamachu na ustrój, to raczej formacja będąca aktualnie przy władzy i demolująca porządek prawny w sposób bezprecedensowy. Trwa zawłaszczanie państwowych instytucji w niespotykanej skali.

A to dopiero preludium. Niebawem dojdzie do ataku na niezależne media, a co za tym idzie, zostaną ograniczone prawa obywatelskie i wolność słowa. Obywatele RP od miesięcy czynnie sprzeciwiają się postępującemu spychaniu Polski z demokratycznej ścieżki. Czynią to jednak w sposób pokojowy, stosując bierny opór nawet podczas aktów obywatelskiego nieposłuszeństwa.

Aparat pozostający do dyspozycji ministrów Mariusza Błaszczaka i Mariusza Kamińskiego – policja, CBA, ABW i inne służby – wykorzystywany jest, to jasne jak słońce, do rozpracowywania przeciwników politycznych, a nie terrorystów i przestępców. Kiedyś ci sami politycy grzmieli o niedopuszczalnej inwigilacji prawicy, chociaż była wyłącznie hipotetyczna. Teraz sami nadzorują rzeczywistą inwigilację opozycji. Łamią w ten sposób zasady funkcjonowania demokratycznego państwa i przepisy prawa, nawet tego, które sami stworzyli.

Kiedyś za to odpowiedzą, bo takie totalitarne metody zostaną w końcu osądzone. Jeżeli jeszcze nie są tego świadomi, to trzeba im uzmysłowić, że nawet najtwardsze dyktatury w końcu się kruszą. I żaden czyn nie pozostanie nierozliczony.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną