Dobra zmiana przyciąga chętnych

Z listy na listę
Transfery w polityce nikogo już nie dziwią. Zazwyczaj przechodzi się z partii słabszej do silniejszej lub ze słabnącej do rosnącej, często nagrodą jest stanowisko.
Magdalena Ogórek jeszcze wśród towarzyszy z SLD
Witold Rozbicki/Reporter

Magdalena Ogórek jeszcze wśród towarzyszy z SLD

Michał Kamiński (drugi od lewej) na manifestacji KOD, współautor książki „Koniec PiS-u”
Andrzej Iwańczuk/Reporter

Michał Kamiński (drugi od lewej) na manifestacji KOD, współautor książki „Koniec PiS-u”

Andżelika Możdżanowska zrezygnowała z reprezentowania PSL na rzecz PiS.
Jacek Domiński/Reporter

Andżelika Możdżanowska zrezygnowała z reprezentowania PSL na rzecz PiS.

audio

AudioPolityka Wojciech Szacki - Z listy na listę

Niemało można usłyszeć przy okazji transferów. Od Radosława Sikorskiego zachęcającego do dorzynania watah, poprzez Michała Kamińskiego, Romana Giertycha, Ryszarda Czarneckiego, Witolda Waszczykowskiego, Bartosza Arłukowicza, aż po uwiedzionego przez PiS Jacka Saryusza-Wolskiego, który po wielu latach w PO oznajmił, że woli banicję niż targowicę.

Polityk nie bierze ślubu kościelnego z partią, więc rozwód jest możliwy. Można to jednak robić w różnym stylu – ocenia jeden z weteranów polskiej polityki, sam zresztą z transferowym epizodem w życiorysie.

Na każdy szczyt, także szczyt koniunkturalizmu, można wytyczyć nową trasę. Trudno się oprzeć wrażeniu, że w czasach „dobrej zmiany” jesteśmy w tej dziedzinie świadkami rekordowych osiągnięć. I nie dotyczy to wyłącznie polityków.

„Nie należę też do ludzi typu Michał Kamiński czy Bartosz Arłukowicz, którzy prawie co wybory zmieniają poglądy” – powiedziała o sobie Magdalena Ogórek w wywiadzie dla „Frondy” w 2016 r. I da się ten cytat nawet od biedy obronić, bo doktor Ogórek (jest przywiązana do tego tytułu) poglądy zmieniła raz, a porządnie.

Ogórek zwalcza postkomunę

Tuż przed wyborami 2015 r., gdy nie wiadomo było, jaki rząd wyłoni się po wyborach, Ogórek w TVN24 na wszelki wypadek postawiła na trzy konie. „Kibicuję wszystkim, bo każda ma trudno – powiedziała o Ewie Kopacz, Beacie Szydło i Barbarze Nowackiej, której poświęciła sporo ciepłych słów. – Trzymam kciuki za Joannę Muchę” – dodała jeszcze.

Dzisiejsza aktywność werbalna Ogórek, nie tak dawno kandydatki SLD na prezydenta, wprawia w osłupienie nawet część prawicowej opinii publicznej.

Po zwycięstwie PiS skleiła się z obozem rządzącym. Jest gwiazdą telewizji Jacka Kurskiego: współprowadzi program (podobno satyryczny) „W tyle wizji” oraz publicystyczny „Studio Polska”, a od niedawna także „O co chodzi”. Zawsze na posterunku: gdy trzeba, weźmie w obronę Zbigniewa Ziobrę (przed Zofią Romaszewską); gdy trzeba, zaatakuje opozycję (podjęła narrację PiS o „puczu” przeprowadzonym jakoby przez PO i Nowoczesną w grudniu 2016 r.). Pozwoliła też sobie zrobić zdjęcie jako wolontariuszka IPN na Łączce obok ludzkich szczątków.

Niektóre teksty Ogórek wyglądają, jakby to ktoś nie na serio pisał, lecz parodiował tępego działacza partyjnego. „Podróżujemy autem. Całą trasę przez Polskę dziękowałam Bogu i Beacie Szydło za to, że nikt nam nie rzuca kamieniami w samochód jak w Calais” – napisała na Twitterze, chwaląc rząd za niewpuszczanie uchodźców.

Jeszcze śmieszniej zrobiło się, gdy we wspomnianym „W tyle wizji” zaatakowała byłego prezydenta, zwracając uwagę współprowadzącemu: „Ja bym wolała, byś określał Kwaśniewskiego jako przedstawiciela głębokiej postkomuny. Mówmy tak, jak jest”.

Na nieszczęście Ogórek w internecie nic nie ginie. Szybko przypomniany został spot z 2011 r., w którym Aleksander Kwaśniewski stoi obok zachwyconej Ogórek i zachwala ją jako kandydatkę na posłankę SLD z Rybnika. Nie wytrzymał też dziennikarz „Gazety Polskiej” Grzegorz Wszołek, który na blogu wytknął Ogórek koniunkturalizm i przypomniał, co nie tak dawno pisały o niej prawicowe portale.

„Gra w serialach i parzenie kawy wychodziły pani Ogórek całkiem nieźle. I pewnie byłoby lepiej dla Polski, gdyby na tym poprzestała” – czytaliśmy we wPolityce.pl braci Karnowskich.

„Ogórek à la PRL. Ogórek ma związki ze środowiskiem komunistów i postkomunistów” – to już niezalezna.pl.

Faktycznie, atakowanie za „głęboki postkomunizm” Kwaśniewskiego to w przypadku Ogórek w najlepszym razie objaw samobójczej brawury. Niemal całe zawodowe życie spędziła w otoczeniu „głębokiej postkomuny”: w Kancelarii Prezydenta za Kwaśniewskiego, w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych za rządów SLD, była sekretarką w klubie Sojuszu, należała do sztabu Grzegorza Napieralskiego w wyborach prezydenckich 2010 r., przystała na ofertę Leszka Millera, by reprezentować SLD w 2015 r. Jej mąż to były poseł SLD, który nie ubiegał się o reelekcję, gdy Antoni Macierewicz umieścił go na swej sławnej liście.

Przemiana Ogórek w radykalnego – jak z karykatury – prawicowca zdumiewa jej byłych znajomych. – Jak chcę się zmobilizować do jakiegoś ostrego wystąpienia, oglądam jej program – opowiada nasz rozmówca.

Mam czasem wrażenie, że ktoś nam ją podrzucił. Ona się zachowuje tak, jak sobie wyobraża, że prawica się zachowuje – twierdzi poseł PiS. To komentarz do antysemickiego wpisu Ogórek na Twitterze, gdy zaatakowała Marka Borowskiego: „Czy oznaką kręgosłupa jest zmiana nazwiska z Berman na Borowski?”. Senatora – byłego polityka SLD zresztą – broniła m.in. posłanka PiS Joanna Lichocka, która napisała: „Pani Magdo, Marek Borowski opowiadał publicznie o domu i pochodzeniu, np. w moim tekście przed laty. Pani wpis nie jest celny, ani elegancki”. Sam Borowski podsumował szarżę Ogórek tak: „nieszczęsna i głupiutka osoba, która chce zrobić karierę”.

Zygzaków Ogórek nie przeżyły jej przyjaźnie. – Jest mi przykro, gdy z pogardą traktuje ludzi, o których kiedyś zabiegała. Widziałam, jak wyśmiewała w telewizji wygląd pani prezydentowej Komorowskiej, słyszałam, co mówiła o prezydencie Kwaśniewskim, a przecież kiedyś bardzo sobie ceniła bywanie w ich towarzystwie. To nie jest Magda, jaką znałam – mówi jej była przyjaciółka Katarzyna Piekarska.

– Czasy ewoluują. Dojrzewamy, zmieniamy zapatrywania, weryfikujemy sądy. 100 lat temu, gdy kandydowałam z listy SLD, uważałam, że wsparcie dwukadencyjnego prezydenta jest czymś dobrym. Ale to było zanim Aleksander Kwaśniewski stał się memem. Poza tym, jak kandydowałam na prezydenta, to liberalne media atakowały mnie za to, że nie jestem lewicowa. A potem wajcha została przestawiona i jestem krytykowana za prawicowość – mówi Ogórek.

Przy wolcie Ogórek blednie przemiana Aleksandry Jakubowskiej, byłej rzeczniczki rządu SLD, która w tej kadencji potrafi udzielić wywiadu tygodnikowi „wSieci” pod tytułem „Chyba jestem moherem”, gdzie krytykowała Czarny Protest. Albo zganić Jacka Żakowskiego za udział w debacie SLD: „Trzeba się bić o wolność słowa... a w wolnych chwilach dorabiać u kanapowych partyjek”.

Nazwałbym tę postawę specyficznym symetryzmem. Aleksandra została odrzucona przez warszawski salon, środowisko „Gazety Wyborczej”. W tym dopatrywałbym się źródeł jej dzisiejszych poglądów – mówi ważny polityk SLD.

180 stopni Kika

Kazimierz Kik nie jest tak sławny jak Ogórek, więc jego metamorfoza przebiega we względnej ciszy. Co nie znaczy, że jest mniej spektakularna.

Kik to politolog z dwudziestoletnim stażem w PZPR (aż do 1990 r.), były lektor KC PZPR, były polityk SLD i mniejszych ugrupowań lewicowych. Bez sukcesu kandydował z lewicowej listy do Parlamentu Europejskiego i z komitetu lokalnego do sejmiku mazowieckiego. Za rządów PO-PSL częsty gość liberalnych mediów, członek lokalnego komitetu honorowego PO w wyborach 2007 r.

„Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz dawno powinni siedzieć. Za sponiewieranie godności Rzeczypospolitej, za insynuacje polityczne, za niszczenie autorytetu najwyższych instytucji państwa polskiego, za przyczynianie się do utraty wiarygodności Polski w Europie” – wyliczał winy PiS w radiu TOK FM w 2012 r.

Dziś sprawia wrażenie, jakby z prorządowej TV Republika wychodził tylko po to, by wystąpić w prorządowej TVP Info.

Samokrytykę złożył w „Rzeczpospolitej”: „Zacząłem podsumowywać efekty rządów PO i wyszło mi, że albo jestem głupi, albo ślepy, popierałem władzę, która doprowadziła do wyemigrowania prawie 3 mln Polaków, do opanowania polskiej gospodarki przez obcy kapitał, do pojawienia się umów śmieciowych”.

Kik zajmuje się na przemian obroną rządu i atakowaniem opozycji. „Z podsumowania efektów naszej transformacji wychodzi, że PO i jej poprzednicy to były rządy antynarodowe. Dopiero PiS ma jakąś sensowną ofertę. Założenia programowe rządu Beaty Szydło są świetne, zarówno jeżeli chodzi o politykę socjalną, jak i plan pobudzenia gospodarki” – mówił w cytowanym wywiadzie.

„Nie można kaprysić. Jest rząd, który jest odpowiedzialny za państwo. Stawianie przeszkód jest antypaństwową działalnością. Jeżeli opozycja nie ma władzy, ale chce utrudniać rządzenie, to odpowiedzmy sobie na pytanie, co jest bardziej antypaństwowe” – głosił w TV Republika w styczniu 2016 r.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną