Kraj

Nie znaczy nie

Czy naprawdę dorośli mężczyźni nie są w stanie odróżnić gry wstępnej od odmowy? Nie widzą strachu, wstrętu? Jeśli nie wierzą słowom, to ciało mówi wyraźnie – zamyka się.

„Bądź jak kamień, stój, wytrzymaj, kiedyś te kamienie drgną i polecą jak lawina” – śpiewała Krystyna Prońko. Jesteśmy lawiną kamieni, które toczą się od kilku dni po mediach społecznościowych oznaczone hasztagiem „me too”. Czyli „ja też” doświadczyłam molestowania seksualnego.

Tak, niemal wszystkie byłyśmy molestowane. W dzieciństwie, jako nastolatki, jako studentki, pracownice. W każdym momencie życia, w każdym miejscu, na ulicy, na kolanach wujka, w kawiarni, gdzie dorabiałyśmy jako kelnerki. Uroda nie ma tu nic do rzeczy, płeć – tak.

Dlaczego o tym nie mówiłyśmy? Bo się wstydziłyśmy. Czego? Że zostaniemy ukarane, uznane za „łatwe”. Bo może to nasza wina? Założyłyśmy zbyt obcisłe spodnie, za krótką spódnicę, rozpuściłyśmy włosy, namalowałyśmy „wyzywającą” kreskę na powiece? Widać to sprowokowało „wujka”, który obmacał piersi dorastającej dziewczynki. Pracodawcę, że ucapił w kącie dziewczynę, która przyszła do firmy na staż. Klienta w restauracji, który klepnął po pupie kelnerkę. Niektórym z nas udało się uciec, wyswobodzić, uratować. Ale niektóre zostały zgwałcone lub uczestniczyły „w innej czynności seksualnej”. Są ofiarami przemocy, a może raczej ocalonymi, bo mimo traumy udało im się przeżyć. Teraz oznaczają się hasztagiem, bo chcą pokazać, że jest ich więcej. Chcą wspierać te, które z różnych powodów nadal milczą.

W szkole, do której Grażyna posyłała swoje dzieci, od małego uczono zasady: „Nie znaczy nie”. Czy „nie” mówi chłopiec, czy dziewczynka, druga strona, choćby nie wiem, jak chciała się z nią czy nim bawić, musi zrozumieć, że tu nie ma negocjacji. Bo „nie” naprawdę znaczy „nie”. Pokutuje stereotyp, że „ona tylko tak mówi, że nie chce”, ale jak jej wsadzić łapę w majtki, to zechce.

Czy naprawdę dorośli mężczyźni nie są w stanie odróżnić gry wstępnej od odmowy? Nie widzą strachu, wstrętu? Jeśli nie wierzą słowom, to ciało mówi wyraźnie – zamyka się. Powtarzamy: molestowanie zaczyna się w momencie, gdy ona/on mówi „nie”, ciało protestuje, a druga strona nie słucha i robi swoje. Molestuje celebryta, który traktuje swoją stację telewizyjną, jak podwórko pełne kur do pokrycia. Polityk, który szantażuje młode matki mające na utrzymaniu dzieci, że pozbawi je pracy, jeśli nie dadzą się przelecieć. Ksiądz, który gwałci młodych chłopców czy dziewczynki, strasząc ich Bogiem. Oblech na ulicy proponujący obrzydliwości. Molestowanie bywa fizyczne – od macania po gwałt – po psychiczne, werbalne.

Ale jak pokazać, że kobieta mi się podoba? – pytają chłopcy, którzy wchodzą w życie dziś, w czasach obyczajowej cofki. To oni są w tej całej historii narażeni na płacenie za nieswoje grzechy. Ich pradziadkowie miewali garsoniery, dziadkowie kazali żonom zasuwać w kuchni, a w pracy parzyć kawę sekretarkom (nie było mężczyzn sekretarek ani maszynistek; maszynista pracował na kolei i był mężczyzną). Ojcowie tych chłopców bywają wrażliwymi, mądrymi mężczyznami albo betonowymi macho, którzy najchętniej obnażyliby klaty à la Władimir P. (nie róbcie tego, zaklinamy was!). Ci chłopcy słyszą, co mówi inny prezydent, Donald Trump, o łapaniu kobiet za cipki, wiedzą, że rząd polski zabiera kobietom prawo do decydowania o tym, czy chcą rodzić czy nie, pozbawiają je dostępu do środków antykoncepcyjnych. Widzą Czarne Protesty i to, jak my, kobiety, na co dzień walczymy o należny nam szacunek. Żeby w pracy oceniano nas za kompetencje, a nie za wygląd, za zasługi zawodowe, a nie to, czy dobrze gotujemy lub jesteśmy tzw. dobrymi matkami. Przy czym oceniają nas w taki sposób nie tylko mężczyźni, ale i kobiety.

Młode dziewczyny dziś potrafią postawić się ostrzej niż ich matki. Głośno mówią o tym, że nie życzą sobie obleśnych propozycji. Fotografują agresorów i wrzucają ich zdjęcia do mediów społecznościowych. Ich rówieśnicy, ci myślący i wrażliwi, głowią się, gdzie jest granica między zalotami a molestowaniem? Jak dziś podrywać? Tak jak zawsze, tylko z poszanowaniem świętej zasady: „nie znaczy nie”.

Nie przekraczajmy granic słownie, fizycznie, jeśli nie ma na to zgody u drugiego człowieka. Nie manipulujemy, jak pewien chłopak, który nagle złapał za biust Sylwię. Albo starszy pan z telewizji, który tak omawiał z Grażyną kwestie zawodowe, aż ręce mu się do niej wyciągnęły. Dostał po nich, bo w ciągu całej rozmowy, ba, całej znajomości, komunikowała wyraźnie, że nie jest nim zainteresowana. Kontakt miał być wyłącznie zawodowy. Nie zrozumiał? A co tu jest do zrozumienia? Jak kobieta cię nie chce, zostaw ją w spokoju! Pan był mistrzem manipulacji, rozmywał granice porozumienia zawodowego tak niepostrzeżenie, że Sylwia, słysząc tę opowieść, jęknęła: „Jezu, ile on musiał dziewczyn nabrać!”. Bo ofiary molestowania nie zawsze wiedzą, jak się wywikłać z matni, zwłaszcza kiedy typ jest u władzy, którą bezczelnie wykorzystuje. Sięga po drugiego człowieka jak po przedmiot. To jest przemoc.

#metoo, #jateż – to kolejny krok w równaniu praw człowieka. Jak każdy krok naprzód, i ten będzie miał swoją przeciwfalę. Przygotujmy się na wysyp kozaków, którzy będą nam chcieli pokazać, gdzie nasze miejsce – Kinder Küche Kirche, dzieci, kuchnia, kościół. I na skandalistów chałupników, którzy będą jechać na temacie, żeby zaistnieć. I na Wujków Dobra Rada, co objaśnią kobietom, że wcale nie czuły tego, co czuły.

Czuły. Czułyśmy. Czujemy. Gwałcenie granic integralności fizycznej czy psychicznej boli i jest przestępstwem. Jeżeli ktoś sobie nie życzy kontaktu, nie wolno mu go narzucać. Proste?

Polityka 43.2017 (3133) z dnia 24.10.2017; Felietony; s. 91
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Jak się leczy na Stadionie? „Wstyd mi, że w tym uczestniczę”

Doktor M. leczy na Narodowym. Zaprosił mnie do Regent Warsaw Hotel, jednego z droższych w stolicy. To tutaj zakwaterowano personel szpitala tymczasowego.

Paweł Reszka
21.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną