Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Z ostatniej strony

Polityka i obyczaje

Polityka

Jacek Karnowski, czyli lizus na dwa fronty („Sieci Prawdy”): „skutków odejścia premier Szydło nie sposób przewidzieć. Potencjalne ryzyko jest jednak ogromne: bez tego zwornika może zadrżeć cała konstrukcja. Nie dlatego, że Jarosław Kaczyński byłby złym premierem – bo byłby świetnym szefem rządu, w którymś momencie zresztą nim zostanie – ale dlatego, że relacja IV RP z Polakami to wciąż kontrakt nieprzetestowany w naprawdę trudnych warunkach. Dziś wszystko wygląda solidnie, jednak może jeszcze być różnie”. Oj, może.

W „Gazecie Polskiej” znów świetna notka od naczelnego: „Przepraszamy Pana Rafała Wojczala oraz Pana Wojciecha Wilczyńskiego za naruszenie integralności Ich utworów fotograficznych, z których skorzystaliśmy, tworząc grafikę [z napisem: „Uchodźcy przynieśli śmiertelne choroby” – red.] zamieszczoną na okładce »Gazety Polskiej« z dnia 26 lipca 2017 r. Intencją redaktora naczelnego ani wydawcy nie było nigdy wykorzystanie zdjęć w sposób odmienny od woli Autorów ani naruszenie więzi Twórców z utworami. Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny, prezes zarządu NWP Sp. z o.o.”. Obaj fotograficy odrzucili tę formę przeprosin.

Jan Rokita, komentując czeskie wybory i ich zwycięzcę, pisze we „Wprost”: „sam [Mateusz] Morawiecki uprawia nie gorszą od [Andreja] Babiša propagandę przeciw kapitałowi zagranicznemu w naszym kraju. Z perspektywy interesów coraz bardziej ekspansywnego w świecie polskiego biznesu można wątpić w sensowność takiej promocji »patriotyzmu gospodarczego«. Babiš jest przecież w jakimś sensie czeską wersją Morawieckiego”.

Blogerka Kataryna podrzuca w „Do Rzeczy” myśl: „»Niedziela dla Boga, dla rodziny« – to bardzo ładne hasło, politycy mogliby je przetestować na sobie, ale jakoś nie bardzo się palą i może powinno się im pomóc, tak jak tym klientom z centrów handlowych.

Polityka 45.2017 (3135) z dnia 07.11.2017; Felietony; s. 114
Oryginalny tytuł tekstu: "Z ostatniej strony"
Reklama