Ks. Boniecki znów ma zakaz wypowiedzi. Za kazanie na pogrzebie Piotra Szczęsnego

Znalazł się kij na ks. Bonieckiego
Ks. Boniecki nie wystąpił przeciwko nauce kościelnej o samobójstwie, tylko starał się zrozumieć, co kierowało Piotrem Szczęsnym, który odebrał sobie życie w proteście przeciwko skutkom polityki obecnej władzy.
Ks. Boniecki znów ma zakaz wypowiedzi.
Jakub Porzycki/Agencja Gazeta

Ks. Boniecki znów ma zakaz wypowiedzi.

Ksiądz Adam Boniecki znów zakneblowany. Napisany nowomową komunikat marianów, do których zgromadzenia należy ks. Boniecki, wylicza powody „cofnięcia przywileju swobodnego wypowiadania się w mediach” duchownemu: troska o dobro duchowe wiernych, skonsternowanych, a nawet zgorszonych słowami wypowiadanymi w „określonych kontekstach faktów medialnych”.

Konsternacja i dezorientacja wiernych ma dotyczyć wypowiedzi ks. Bonieckiego stojących rzekomo w sprzeczności z nauką Kościoła na temat samobójstwa i mniejszości seksualnych. Do marianów napłynęły ponoć liczne głosy protestu przeciwko wypowiedziom duchownego, byłego wieloletniego redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”, przedtem wieloletniego redaktora polskiej edycji watykańskiego pisma „L’Osservatore Romano”, bliskiego współpracownika przyjaciela Jana Pawła II, autora monumentalnego kalendarium życia papieża z Polski.

Głos Bonieckiego jednym z najważniejszych w polskim Kościele

Trzeba by wiedzieć, jacy to konkretnie wierni protestują, oburzają się i konkretnie na co i dlaczego. A także zbadać, jak wielka była z kolei liczba tych, którzy Bonieckiemu za jego słowa dziękują, widząc w nich pokrzepienie moralne i duchowe, przekaz prawdziwie ewangeliczny.

Gdy się posłucha bez gniewu i uprzedzenia kazań i wystąpień Adama Bonieckiego, gdy czyta się jego felietony, które od lat publikuje w „Tygodniku Powszechnym”, nie można mieć wątpliwości, że jego głos jest jednym z najważniejszych w polskim katolicyzmie.

To ksiądz lojalny wobec Kościoła i marianów, których był kiedyś generałem, w stopniu niemal heroicznym: zakazy respektuje, choć jego charyzmatem jest słowo, rozmowa z ludźmi. A jednocześnie to ksiądz obywatel, któremu nie jest wszystko jedno, zainteresowany od dziesięcioleci sprawami ojczyzny i Kościoła w duchu II Soboru Watykańskiego, ale na antypodach katolickiej kontrkultury i agresywnych współczesnych księży nacjonalistów.

Pamiętam spotkania prywatne rodzącej się wówczas opozycji demokratycznej z ks. Adamem w latach 70. w Krakowie, na które przychodzili Adam Michnik i Ryszard Terlecki. Nigdy nie zauważyłem w wypowiedziach Bonieckiego czegokolwiek podważającego ewangelię. Przeciwnie, jako młody student, wraz z wieloma innymi, uważałem takich księży jak on, Józef Tischner, Stanisław Musiał czy Jan Andrzej Kłoczowski, za sól Kościoła, dzięki któremu ewangelia może docierać szerzej i głębiej, także do osób spoza Kościoła.

Ks. Boniecki nie wystąpił przeciwko nauce kościelnej

Ten dar duszpasterski zachowuje ks. Boniecki do dzisiaj. Zakazywanie mu korzystania z niego to niska krótkowzroczność. Być może efekt jakichś wewnątrzkościelnych rozgrywek i animozji, być może kolejny przejaw upartyjnienia Kościoła pod rządami PiS.

Ks. Boniecki nie wystąpił przeciwko nauce kościelnej o samobójstwie, tylko starał się zrozumieć, co kierowało Piotrem Szczęsnym, który odebrał sobie życie w proteście przeciwko skutkom polityki obecnej władzy. W pięknej homilii podczas pogrzebu zmarłego podkreśla, że jego dramatyczny ekstremalny gest jest jak krzyk przerywający milczenie. W domyśle: także milczenie Kościoła o sprawach, które popchnęły Szczęsnego do protestu.

To, że Boniecki potraktował Szczęsnego nie jako chorego psychicznie czy ofiarę opozycji, lecz jako człowieka dającego świadectwo temu, co uważa za najważniejsze, nie mogło się podobać obecnej władzy i jej sympatykom w Kościele. Poszukano kija, który może okazać się bumerangiem.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną