Zduszenia Trójki nigdy PiS-owi nie daruję
Partia rządząca uznała, że Trójkę trzeba zniszczyć, że trzeba ją pozbawić rządu dusz. Trzeba zamordować tę atmosferę niezależności, jaka buchała na Myśliwieckiej.
PiS uznał, że trzeba zamordować tę atmosferę niezależności jaka buchała na Myśliwieckiej.
Mohylek/Wikipedia

PiS uznał, że trzeba zamordować tę atmosferę niezależności jaka buchała na Myśliwieckiej.

Choć mnie szarpie w trzewiach, ostatecznie jest kilka spraw, które jestem w stanie odpuścić: prawo da się kiedyś uleczyć i przywrócić do normalności, trójpodział władzy i niezależność sądów też. Ale zduszenia Trójki nie daruję nigdy. Tak delikatną tkankę niszczy się bezpowrotnie.

Trójka to był znak rozpoznawczy całej generacji. To było inne brzmienie. Do dziś nie wiem, na czym polegało, ale było inne, i jeśli ktokolwiek pogrzebał na radiowej skali, natychmiast dało się słyszeć, że to nie Trójka gra. W przenośni to też było inne brzmienie.

Trójka była elitarna

Trójka nadawała na UKF i dlatego była uprzywilejowana. Odbiorniki z UKF dopiero zaczynały wchodzić na polski rynek, ale zakupienie radia to była cała epopeja, bo światowe marki nie piętrzyły się na półkach jak dzisiaj, polskie zresztą też nie. Trójka była dla wybranych i wolno jej było więcej, dużo więcej. Była elitarna w pewnym sensie, ale to była elitarność intelektu. Żaden inny cenzus nie miał znaczenia. Dlatego Trójka miała swoich słuchaczy, a nawet wyznawców, jak wiara. Miała swój język dla tychże wyznawców zrozumiały.

Tak była wymyślona przez Jana Mietkowskiego, Edwarda Fischera i Ewę Ziegler, która potem przez wiele lat wspaniale kierowała programem, pozwalając żyć wolno dziennikarzom, twórcom i słuchaczom. Wiadomo było, że żaden chłam tam nie przejdzie, żadna mowa trawa, nowomowa partyjna, żaden kit. I to była ta cudowna trójkowa wartość przed Gierkiem (zaczęła nadawać w 1962 roku) i za Gierka oraz później. Jedna z wielu zresztą trójkowych cudowności.

Także serwis informacyjny był inny niż w pozostałych programach. Nazywał się „Expresem przez świat” i zawierał informacje, jakich nie podawały inne serwisy. Można się było z Trójki dowiedzieć, co naprawdę się wydarzyło, a nie tego, co wymyślili sobie w Moskwie czy w KC. Cenzura przecież to czytała i rozumiała, bo nie sami durnie tam pracowali. Ale Trójce wolno było więcej, więc przechodziło jakoś. Pewnie nie wszystko, ale dużo.

Trójka wykreowała własny język

Tralalalala, tra, lalala... nawet sygnał miała niepodrabialny, nowoczesny. Trójka wykreowała własny język. Porozumiewaliśmy się tym językiem trójkowych audycji, taka była moda, taki – można powiedzieć – szpan w tamtych czasach. Kod, niezrozumiały dla obcych. Umiejętność czytania między wierszami, rozumienia niedopowiedzianego. O gospodarce i o polityce – oczywiście przy okazji – rozmawiali w niedzielę o godz. 15 Andrzej Krzysztof Wróblewski, Wiesław Górnicki – a jakże! Zygmunt Szeliga, Karol Szyndzielorz (czasem też ktoś jeszcze, na podmiankę).

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną