Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Uchodźcy

Ludzie chcą żyć. Nawet byle jak, patrząc z naszego, cywilizowanego punktu widzenia.

Przypomnijmy rozmowę, jaką toczy kapitan Glen z uratowanym Stasiem Tarkowskim na wieść o śmierci Mahdiego (21 czerwca 1885 r.): „Ha – rzekł Staś – nie spodziewałem się, gdy nas wyprawiał na zgubę do Faszody, że śmierć pierwiej jego dosięgnie...

Po chwili zaś dodał: – Ale Abdullahi jeszcze od Mahdiego okrutniejszy.

– Toteż zaczęły się już bunty i rzezie – odpowiedział kapitan – i cała ta budowa, którą wzniósł Mahdi, musi prędzej lub później runąć.

– A co potem nastąpi?

– Anglia – rzekł kapitan”.

Kapitan Glen miał o tyle rację, iż przez następne pół wieku po zamieszkach, rewoltach i walkach na Bliskim Wschodzie, w Afryce Północnej i Saharyjskiej następowały Anglia, Francja, a marginalnie Włochy czy Hiszpania. Jeszcze w pierwszej wojnie światowej liczne plemiona arabskie biły się po stronie angielskiej, Marokańczycy odbijali dla Francuzów Verdun, byli podstawową siłą uderzeniową generała Franco w buncie przeciw Republice... Pomimo to nasz brytyjski oficer był krótkowzroczny. Dzisiaj – mówią najwybitniejsi specjaliści tematu – jeżeli ktoś twierdzi, że rozumie, co dzieje się na tych ziemiach i co będzie dalej, to po prostu kłamie. Jedno jest tylko do przewidzenia i co więcej pewne.

Kiedy w początku lat 80. dane mi było znaleźć się w północnej Afryce, nie działo się tam zapewne dalece inaczej niż dzisiaj, chociaż już była apokalipsa. Większy był nieco ład geopolityczny, mniejsza penetracja zbrojnych grup islamskich, mniejsza dostępność do wszelkiego rodzaju broni i... mniejsza nędza. Ta ostatnia bowiem w wyniku niekończących się wojen, neokolonialnej polityki mocarstw i wyniszczania terenu nie cofa się ani o krok. Wręcz przeciwnie. Bieda zupełnie niewyobrażalna dla bezrobotnego nawet i bezdomnego ze Starego Kontynentu.

Polityka 4.2018 (3145) z dnia 23.01.2018; Felietony; s. 96
Reklama