Manifestacja nacjonalistów pod ambasadą Izraela byłaby katastrofą dla Polski

Na razie klincz
PiS gra na czas i usiłuje obarczyć opozycję, w tym prezydent Warszawy, współodpowiedzialnością za kryzys wywołany przez rządzących.
Ambasada Izraela w Polsce
Franciszek Mazur/Agencja Gazeta

Ambasada Izraela w Polsce

Rządząca prawica próbuje zarządzać kryzysem, jaki sama spowodowała. Idzie jej kiepsko. Zapętliła się tak, że wyjścia z tego nie widać. Ale musi działać, bo mimo odwołania przez nardowoców demonstracji przed ambasadą Izraela na horyzoncie zbierają się nowe czarne chmury.

Międzynarodowe skutki takiej manifestacji byłyby kolejną katastrofą polityczną i wizerunkową dla obecnego rządu, a w konsekwencji dla Polski. Ratując się przed nią, wojewoda mazowiecki ograniczył do 5 lutego swobodę poruszania się w okolicy ambasady ze względów bezpieczeństwa. Nacjonaliści się wycofali, ale samo odgrodzenie ambasady barierami i obstawienie policją robi ponure wrażenie i będzie zauważone na świecie, w tym w USA.

Trzeba bronić ambasady Izraela przed polskimi nacjonalistami

To, że trzeba bronić ambasady Izraela przed polskimi nacjonalistami, pokazuje, jakim politycznym smogiem musimy teraz oddychać. Ulgi nie przyniosło przyspieszone spotkanie izraelskiej ambasador z marszałkiem Senatu.

Ale z nowomowy pana Karczewskiego dotyczącej spotkania można było wyłowić sygnał, że nowelizacja nieszczęsnej noweli ustawy o IPN nie jest wykluczona. Po spotkaniu pani Azari nie chciała rozmawiać z mediami. A to znaczy, że do zbliżenia stanowisk jest nadal daleko.

Polityczna moc sprawcza marszałka Senatu nie może być przeceniana, to jasne, lecz mógł przecież otrzymać dyspozycję z Nowogrodzkiej, by pani ambasador nie wyszła ze spotkania z formalnie numerem trzy w państwie polskim z niczym. Widać nie dostał.

Widać jak na dłoni, że PiS gra na czas i niezdarnie usiłuje obarczyć opozycję, w tym nawet prezydent Warszawy, współodpowiedzialnością za kryzys wywołany przez rządzących. Projekt nowelizacji nie wyszedł od opozycji, tylko z kół rządowych, a zatwierdziła go większość sejmowa (niestety, znów z udziałem części opozycji).

Postawa wiceministra sprawiedliwości Jakiego nie pozostawia złudzeń: w resorcie, który reprezentuje, nie ma gotowości do ustępstw w celu rozładowania kryzysu. Resort, a wraz z nim rząd, stają się zakładnikami własnej retoryki suwerennościowej. Tymczasem gotowość do rozmów nie jest przejawem słabości, tylko rozumu politycznego. Wykaże się nim także rząd Izraela, gdy ze swej strony pomoże kryzys załagodzić.

Na razie mamy klincz.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną