Kraj

Uniwersytet mój demokratyczny

Demokracja ma twarz studenta. Boimy się go, jak dyktator swego ludu.

Wszystko kiedyś ulega erozji i upada, nawet jeśli w agonii rzuca się w reformy. Wielka reforma to nic innego jak kryzys, a kryzys w naszych czasach to nie nowa nadzieja, lecz właśnie agonalne drgawki. Taką to bowiem mamy epokę – wielki czerwony zmierzch, poza którym noc i jutrzenka zupełnie nieznanego, może już nie-ludzkiego świata. Wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu, powiadają Marks z Engelsem. Dopiero dziś mogliby sobie zobaczyć, jak szybko się czasem rozpływa.

Jedną z najbardziej zaskakujących klęsk schyłkowej nowoczesności jest upadek uniwersytetu.

Polityka 7.2018 (3148) z dnia 13.02.2018; Felietony; s. 96
Reklama

Czytaj także

Kraj

Dramat zwierząt w przygranicznej strefie

Nikt naprawdę nie wie, ile zwierząt ginie na granicy polsko-białoruskiej. Ani też jak będą się rozmnażać, gdy ich ścieżki godowe zostaną przecięte murem. Ani na jakich zasadach strzelać będą w tym rejonie myśliwi, którzy już się szykują „na granicę”.

Agnieszka Sowa
25.10.2021