Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kraj

Uniwersytet mój demokratyczny

Demokracja ma twarz studenta. Boimy się go, jak dyktator swego ludu.

Wszystko kiedyś ulega erozji i upada, nawet jeśli w agonii rzuca się w reformy. Wielka reforma to nic innego jak kryzys, a kryzys w naszych czasach to nie nowa nadzieja, lecz właśnie agonalne drgawki. Taką to bowiem mamy epokę – wielki czerwony zmierzch, poza którym noc i jutrzenka zupełnie nieznanego, może już nie-ludzkiego świata. Wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu, powiadają Marks z Engelsem. Dopiero dziś mogliby sobie zobaczyć, jak szybko się czasem rozpływa.

Jedną z najbardziej zaskakujących klęsk schyłkowej nowoczesności jest upadek uniwersytetu. Och, bynajmniej nie mam na myśli złego stanu badań i sanitariatów. Wiedzy coraz więcej, a sanitariaty, i nie tylko, bo również sale wykładowe i laboratoria, coraz piękniejsze. Studentów masa, granty, projekty i konferencje przepychają się jak szczeniaki przy misce, a życie akademickie kwitnie od kantyny po rektorskie pokoje. Jest rozwój! A jednak wszystko to jakby na niby. Nie, nie, ja nie sądzę, aby kiedyś było lepiej, poważniej, godniej. Mnie się tylko wydaje, że dawniej król był nagi i niezręcznie było o tym mówić, a dziś jest nagi, bo lata po plaży nudystów. Mierność akademii stała się wręcz legalna i pożądana. Od połowy XIX w. uniwersytety były w centrum życia i cywilizacji – teraz są na marginesie. Poszło gdzieś w bok – w wielkie firmy, w media, niezależne fundacje i instytucje. Profesor znaczy dziś tyle, co nauczyciel w szkole. Tak to widzą ludzie i, kto wie, może mają rację?

Na uniwersytety wdarła się demokracja z biurokracją. Demokracja zapewnia dobrostan większości, czyli temu, co przeciętne i pospolite, a biurokracja zabezpiecza przed nadużyciami, ubezwłasnowolniając profesorów jako wolnych opiniodawców i posiadaczy zdrowego rozsądku. Dyktat masy i rynku, który tę masę porządkuje, wymusza na nas kupiecki oportunizm.

Polityka 7.2018 (3148) z dnia 13.02.2018; Felietony; s. 96
Reklama