Kraj

Policja i gaz. Co się wydarzyło po proteście przed Pałacem Prezydenckim

Policjant w kordonie – protest przed Pałacem Prezydenckim Policjant w kordonie – protest przed Pałacem Prezydenckim Anna S. Kowalska / Polityka
Po demonstracji przed Pałacem Prezydenckim doszło do zwyczajowej przepychanki. Pytanie, kto kogo pierwszy sprowokował.
Policjanci przygotowujący się do interwencji w trakcie demonstracji w obronie polskiego sądownictwa na Krakowskim PrzedmieściuAnna S. Kowalska/Polityka Policjanci przygotowujący się do interwencji w trakcie demonstracji w obronie polskiego sądownictwa na Krakowskim Przedmieściu
Zaatakowani gazem łzawiącym demonstranci ratują się kroplami i mlekiemAnna S. Kowalska/Polityka Zaatakowani gazem łzawiącym demonstranci ratują się kroplami i mlekiem
Fotograf zaatakowany gazem łzawiącym podczas przepychanki manifestantów z policjąAnna S. Kowalska/Polityka Fotograf zaatakowany gazem łzawiącym podczas przepychanki manifestantów z policją

W czwartek 26 lipca w kilkudziesięciu polskich miastach zorganizowano „Łańcuch światła”. Rytualnie już w okolicach godz. 21 i w obronie sądownictwa, choć tym razem był to raczej symboliczny pokaz solidarności i niezgody na zmiany, które – w tym kontekście to gra słów nie na miejscu – ukonstytuowały się razem z podpisem Andrzeja Dudy. Piąta z kolei nowelizacja prawa o Sądzie Najwyższym błyskawicznie przeszła przez Sejm, została przyjęta (też rytualnie – czyli nocą) przez Senat i przypieczętowana przez prezydenta. Andrzej Duda wrócił do PiS-u i długopisu, mimo że chwilę wcześniej ten sam Senat odrzucił jego wniosek o referendum konstytucyjne.

Prezydent widowiskowo przegrał cały polityczny tydzień, co ludzie zgromadzeni przed Pałacem chętnie mu wypominali, odpowiadając na scenie na zadane przez organizatorów z Akcji Demokracji pytanie, „dlaczego Andrzej Duda popełnił błąd”. Nie błąd, tylko przestępstwo – mówili na ogół, stwierdzając, że nie zasłużył na miano prezydenta, ale raczej usłużnego prezydencika. I dodając niejako na pocieszenie, że to nie koniec świata, a po rządach PiS trzeba będzie kiedyś wspólnie posprzątać.

Przepychanki po proteście przed Pałacem Prezydenckim

Na razie PiS musi sprzątać po protestach i robi to nieudolnie. Tuż po rozwiązaniu zgromadzenia w Warszawie w okolicach Pałacu doszło do przepychanek, które z bliska oglądało się z trwogą i poczuciem nieadekwatności – reakcja policji wydawała się nieproporcjonalna. Co się wydarzyło? Kordon funkcjonariuszy otoczył kilkoro obywateli, w tym Klementynę Suchanow, którą niedawno inni policjanci skuli za pisanie po budynku Sejmu. Protestujący otoczyli zaś kordon, filmując całe zajście i skandując: „ZOMO!” i „Nie musicie tego robić!”. Inwektyw cytować nie wypada, choć się cisną. W sprawę zaangażowali się parlamentarzyści Platformy Obywatelskiej Bogdan Klich i Michał Szczerba. Ponoć dzięki ich interwencji nie doszło do żadnego zatrzymania.

Relacje z tego zdarzenia są rozbieżne i trudne do zweryfikowania nawet dla osób, które śledziły je na miejscu, jak wyżej podpisana. Co dało się zauważyć, to że protestujący dość gwałtownie odskoczyli od policjantów, gdy ci użyli gazu. Kilka osób odniosło obrażenia i jakiś czas czekało na pomoc. Ranni ratowali się mlekiem i kroplami, otoczeni przez innych protestujących, trzymających się za ręce, wkurzonych.

To była prowokacja, policjanci nasadzili się na konkretne osoby – uważa jedna z demonstrujących. – Jeden z nich nie wytrzymał, poniosło go, puścił ludziom gaz w oczy. Polska staje się państwem policyjnym.

„Policja reaguje odpowiednio do zagrożeń”

„Kto na kogo napiera?” – pyta tymczasem rzecznik Komedy Stołecznej kom. Sylwester Marczak. Każda strona sporu ma na nie inną odpowiedź. Niosący się w okolicy dym miałby ponoć świadczyć o tym, że zaczęli protestujący. „Policjant użył gazu HI-MAX RMP, którego zastosowanie nie powoduje pojawienia się jakiejkolwiek chmury gazu. Jest tylko strumień” – dedukował Marczak. Strumień się czuło, chmury nie widziałam.

Marczak zderzył postawy demonstrantów i funkcjonariuszy: „Kto używa wulgaryzmów? Kto prezentuje bardziej agresywną postawę? Powtórzymy jeszcze raz. Policjanci zachowywali się w sposób bardzo opanowany, profesjonalny i nie pozwalali się sprowokować”. Podczas konferencji prasowej dodał zaś: „Atakowanie policjantów jest czystym bandytyzmem, nie można tego inaczej nazwać”. Zgodził się wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński: „Funkcjonariusze są negatywnie oceniani za to, że wypełniają swoje obowiązki. A oni będą reagować i reagują odpowiednio do zagrożeń”.

„Nikomu nie wolno łamać prawa w imię walki o demokrację. To jest anarchia, a nie demokracja” – dodał Zieliński, podkreślając, że skoro w Polsce można jeszcze organizować protesty, to najwyraźniej z tą demokracją nie jest tak źle. Cóż, gdyby nie było tak źle, nie trzeba by wychodzić na ulice.

Policja niech pokaże dowody

Protestujący mają inną optykę. „Żeby nie było żadnych wątpliwości – to polska policja użyła gazu wobec protestujących!” – zapewnił Jarosław Marciniak z KOD, dołączając nagranie, które potwierdzałoby tę wersję zdarzeń. „W gęstniejącej, nerwowej atmosferze kilku policjantów użyło gazu łzawiącego wobec demonstrantów, na co wskazują: obszerny materiał wideo, fotografie oraz zeznania licznych demonstrantów. Wygląda na to, że policja uważa, że jest inaczej (jak wynika z ich oświadczeń) – powinna w takim razie przedstawić na to wiarygodne dowody” – czytamy w oświadczeniu Akcji Demokracji.

I dalej: „To na Andrzeju Dudzie oraz rządzie Prawa i Sprawiedliwości spoczywa odpowiedzialność za zdarzenia wczorajszego wieczoru. Wierzymy w pokojową formę protestu i z taką propozycją wychodzimy do mieszkańców i mieszkanek Polski. Przemoc, słowna czy fizyczna, nie jest rozwiązaniem. Policja powinna dokładnie przyjrzeć się zdarzeniom po czwartkowej demonstracji. Jeśli policjanci przekroczyli swoje uprawnienia, to powinni ponieść tego konsekwencje”.

Ostre zagrania PiS, ostre odpowiedzi obywateli

Fraza „policja nie nadużyła swoich uprawnień” ostatnimi czasy systematycznie wraca. Do tego próbują nas przekonać jej zwierzchnicy, ilekroć dochodzi do sytuacji jak powyższe. Władza świeci za funkcjonariuszy oczami, legitymizując jej decyzje i działania. Jeśli ktoś ma być winien, to demonstrujący.

Tymczasem żaden z protestujących nie przyznał, że użył gazu. Temperatura protestów wyraźnie jednak rośnie, a ich język staje się tak samo nieparlamentarny jak, nie przymierzając, sam pisowski parlament. Dobrze to podsumował redaktor naczelny POLITYKI Jerzy Baczyński w swoim regularnym felietonie: „Jeśli się nie chce sięgać po inwektywy, zaczyna brakować słów”. Zwłaszcza że PiS, zawłaszczając wymiar sprawiedliwości, wytrąca Polakom wszystkie inne narzędzia działania.

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czy internet pomaga w zakochaniu się i utrzymaniu związku?

Czy sieć ułatwia ludziom miłość?

Aleksandra Żelazińska
09.02.2016
Reklama