PiS znalazł winnych odrzucenia wniosku o referendum

Referendalne wstrząsy wtórne
Politycy PiS zarządzają kryzysem wewnątrz obozu władzy po odrzuceniu wniosku prezydenta o „konsultacyjne” referendum konstytucyjne. Zarządzają topornie, bo sami sobie zgotowali ten los.
Czy prezydent zechce coś zrobić z porażką w sprawie swojego wniosku o referendum?
Andrzej Hrechorowicz/Kancelaria Prezydenta RP

Czy prezydent zechce coś zrobić z porażką w sprawie swojego wniosku o referendum?

Na razie narracja pisowska jest taka, że nie chodziło, broń Boże, o utarcie nosa Andrzejowi Dudzie i jego otoczeniu, tylko o zły termin i komplikacje techniczno-finansowe. Ale PiS nie byłby sobą, gdyby nie usiłował obarczyć też winą opozycji. Nieważne, że wniosek prezydenta przepadł wskutek tego, że większość pisowskich senatorów wstrzymała się od głosu. Trudno też wytykać senackiej opozycji, że głosowała przeciwko wnioskowi, bo zapowiadała to od dawna i miała świętą rację ustrojową.

Referendum było PiS nie na rękę

Polityczna zagrywka, że senatorzy pisowscy nie głosują przeciw, tylko wstrzymują się od głosu, a przeciw głosuje wyłącznie „totalna opozycja”, to sprzedawanie dymu ludowi pisowskiemu. Z prawdziwej opinii publicznej zadrwił marszałek Senatu Stanisław Karczewski, oświadczając, że wynik głosowania – dziesięciu senatorów prawicy za wnioskiem prezydenta – to dowód, że PiS jest „partią demokratyczną”. Mało tego, senatorzy głosujący za wnioskiem nie zostaną ukarani!

Wynik głosowania oczywiście pokazuje co innego: że referendum było PiS nie na rękę, a kierownictwo partii miało pewność, że w partii wniosek nie przejdzie, więc można sobie było pozwolić na pozór wewnętrznej demokracji, zamiast zarządzić dyscyplinę głosowania.

Jacek Sasin próbuje ratować sytuację

Podobnie można zasłaniać się na użytek własnej propagandy jakąś „polityczną jatką”. Autor tego wyrażenia – szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacek Sasin – sugerował, że opozycja szykowała się na konfrontację w sprawie referendum, gdyby wniosek przeszedł: „Unikniemy problemów, jakie to referendum, gdyby ono zaistniało, mogło spowodować. Problemów przede wszystkim dla Polaków, którzy chcieliby pewnie 11 listopada świętować stulecie niepodległości, a nie uczestniczyć w politycznej awanturze, bo niestety zapowiedź takiej politycznej awantury mieliśmy ze strony opozycji”.

Komentarz Sasina to rozpaczliwa próba ratowania sytuacji. Wkurzeni są nawet ludzie Pawła Kukiza, wspierający zwykle „zjednoczoną prawicę”. Tym razem wsparli ludzi Dudy i zagrali na melodię symetrystów: to wina PiS i PO, którzy są „przeciw zwykłym ludziom”.

Co zrobi prezydent?

Skuteczność wygibasów liderów obozu władzy ocenią wyborcy. Okazję będą mieli już jesienią podczas wyborów samorządowych. Pozostaje kwestia reakcji Pałacu Prezydenckiego. Że prezydent został upokorzony, mogą wątpić tylko polityczni obłudnicy i propagandyści.

Powstaje pytanie, czy zechce coś z tą porażką zrobić. Miał wystąpić jako dobry pan pytający lud o zdanie, a wyszło, że może innym razem, bo wyrwał się przed pisowski szereg. Liderzy prawicy jak zwykle obłudnie przekonują, że upokorzeniem prezydenta Dudy byłaby sama myśl, że może on wiązać sprawę referendum z podpisaniem ustaw sądowniczych. Być może, ale to chyba ostatnia szansa dla prezydenta, aby wrócić na łono praworządności, więc – kto wie.

Czytaj także: Za co Andrzej Duda powinien stanąć przed Trybunałem Stanu

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną