Kraj

Zaskakujące kariery prokuratorów od taśm

Kto skorzystał na aferze taśmowej

Na aferze podsłuchowej skorzystali prokuratorzy z wydziału śledczego praskiej prokuratury okręgowej i podległych jej rejonówek. Na aferze podsłuchowej skorzystali prokuratorzy z wydziału śledczego praskiej prokuratury okręgowej i podległych jej rejonówek. Leszek Zych / Polityka
Patrząc na działania prokuratorów w aferze podsłuchowej, można odnieść wrażenie, że po zmianie władzy każdy na niej skorzystał. Niektórzy już wcześniej wyspecjalizowali się w prowadzeniu spraw, które stawiały ludzi PO w niekorzystnym świetle.

Wszystko wskazuje na to, że zawiodły nie tylko służby, ale także prokuratura, która w wyjaśnianiu podsłuchów ograniczyła się jedynie do „biznesowo-finansowego” wątku, pomijając udział ludzi PiS i rosyjskich służb. To, co rzuca się w oczy, to wybór do śledztwa podsłuchowego jednych z najlepszych prokuratorów, a na pewno doświadczonych w prowadzeniu spraw, w których ważni ludzie związani z PO pojawiali się w kompromitującym kontekście. Jak na nagraniach kelnerów.

Jedną z nich jest sprawa zaniedbań przy organizacji lotów do Smoleńska. Prokuratorzy z Pragi doszli do wniosku, że funkcjonariusze BOR nie dopełnili obowiązków (nie miało to jednak wpływu na to, że 10 kwietnia 2010 r. doszło do katastrofy). Efektem tego śledztwa były zarzuty, a później również wyrok 1,5 roku więzienia w zawieszeniu dla byłego wiceszefa BOR gen. Pawła Bielawnego, co PiS przyjął z zadowoleniem. Oskarżał go prokurator Józef Gacek, opierając się m.in. na opinii biegłego, byłego wiceszefa BOR, który – jak informowała „Gazeta Wyborcza” – był wówczas w sporze z kierownictwem Biura (chodziło o wypłatę 400 tys. zł ekwiwalentu za mieszkanie służbowe).

Ta sama prokuratura i ten sam prokurator Gacek w tym samym mniej więcej czasie oskarżyli byłego senatora PO, słynnego adwokata i scenarzystę Krzysztofa Piesiewicza o posiadanie narkotyków. Sprawa była słynna i bulwersująca, dużą rolę odegrały w niej kompromitujące nagrania. Wykonali je szantażyści, ale zdaniem prokuratora głównie zarejestrowali to, jakoby senator zażywał narkotyki. Byłemu senatorowi groziło nawet trzy lata więzienia, prokuratura domagała się sześciu miesięcy w zawieszeniu. Gacek szantażystów potraktował tylko odrobinę surowiej – żądał 1,5 roku więzienia w zawieszeniu. Sąd uniewinnił Piesiewicza, a szantażystów skazał na bezwzględne więzienie. Jeden ze składów orzekających stwierdził, że „niedopuszczalne było oskarżenie osoby o nieposzlakowanej opinii, (…) wyłącznie w oparciu o obciążające zeznania przestępcy i szantażysty”. Co jeszcze wiąże tę sprawę z aferą podsłuchową? Nagrania senatora Piesiewicza miał oglądać słynny kelner Łukasz N., który wtedy pracował w restauracji Lemongrass, uchodzącej za „okablowaną” przez Rosjan.

Z kolei Józef Gacek to ten prokurator, który w 2014 r. tuż po wybuchu afery podsłuchowej razem z funkcjonariuszami ABW wszedł do redakcji „Wprost” i tak nieudolnie próbował odebrać laptop naczelnemu gazety, że doprowadził do wielkiej awantury. Najpierw w redakcji, potem w całym kraju. Już na starcie śledztwo zostało ośmieszone, a rząd z premierem Tuskiem na czele – choć prokuratura była wówczas niezależna – oskarżony o atak na wolność prasy.

Gacek był wówczas naczelnikiem wydziału śledczego praskiej prokuratury okręgowej. Dziś jest jej szeregowym śledczym (podał się do dymisji wiosną 2016 r. po odsunięciu jego podwładnego za próbę wszczęcia śledztwa w sprawie nieopublikowania wyroków TK). W tym samym wydziale pracowali inni prokuratorzy zaangażowani już bezpośrednio w wyjaśnianie sprawy podsłuchowej, z Anną Hopfer, czyli głównym oskarżycielem Falenty i kelnerów, na czele. Im – było ich w sumie troje – powiodło się lepiej niż Gackowi.

Wszyscy mieli wiele do stracenia, ale i do zyskania. Gdy wybuchła afera podsłuchowa, byli u progu karier. Najstarsza z nich Anna Hopfer w 2014 r. miała 39 lat, która dla Falenty chciała 1,5 roku więzienia w zawieszeniu (sąd orzekł 2,5 roku bez zawieszenia, sytuacja podobna jak w sprawie szantażystów Piesiewicza), awansowała pod koniec 2015 r., a więc już za rządów PiS, niedługo po wysłaniu do sądu aktu oskarżenia w sprawie organizatorów podsłuchów. Została delegowana do Prokuratury Apelacyjnej (przemianowanej za rządów PiS na Regionalną). Co ciekawe, pracowała tam do lipca tego roku, a tzw. delegację przedłużano jej już za rządów Zbigniewa Ziobry. Dobrze wiodło się też jej mężowi Przemysławowi Hopferowi, który dostał posadę w spółce Skarbu Państwa. Mimo braku doświadczenia w branży metalowej został prezesem KGHM Metraco. Trafił tam ze stanowiska wiceprezesa spółki Komfort, która prowadzi sieć sklepów z dywanami i wykładzinami. Tu ciekawostka: zarówno Komfort, jak i poprzednia firma, w której pracował Hopfer, czyli Barlinek, należą do Michała Sołowowa, również nagranego przez kelnerów.

KGHM Metraco jest spółką-córką KGHM zajmującą się m.in. skupowaniem złomu miedzi. Hopfer znalazł się tam pod koniec 2016 r., a niedługo później dostał fotel szefa rady nadzorczej innej państwowej spółki – Centrozłomu Wrocław. Obie stracił – pierwszą w kwietniu, drugą w lipcu tego roku. Stało się to tuż po tym, gdy prezesem KGHM przestał być człowiek, który ściągnął do firmy Hopfera, czyli Radosław Domagalski-Łabędzki, uważany niegdyś za protegowanego Mateusza Morawieckiego, dziś kojarzonego z ministrem Mariuszem Kamińskim.

Mimo to Hopferowie na pewno skorzystali. Jak wynika z oświadczenia majątkowego Anny Hopfer, oszczędności małżonków w 2017 r. wzrosły w porównaniu z 2015 r. o 360 tys. zł. Kupili też kolejne, trzecie mieszkanie, o powierzchni 60 m kw. Gdy zadzwoniliśmy do Anny Hopfer, początkowo nie chciała przyznać, kim jest jej mąż. Zrobiła to dopiero po dłuższej chwili, zapewniając, że karierę zawdzięcza tylko sobie, a nie jej, bo jest doświadczonym menedżerem i specjalistą w swej dziedzinie. To, że mogło być inaczej, nazywa insynuacjami. Zapewnia, że wszystkie wątki, które pojawiły się w śledztwie, zostały zweryfikowane. O braku „drugiego dna” zapewnia również Przemysław Hopfer, który dodaje, że jest menedżerem, nie politykiem, i że do KGHM przyszedł na prośbę prezesa miedziowego giganta, który potrzebował doświadczonych ludzi.

Na aferze podsłuchowej skorzystali też inni prokuratorzy z wydziału śledczego praskiej prokuratury okręgowej i podległych jej rejonówek. Najbardziej jeden – pracujący jeszcze w 2015 r. w Prokuraturze Rejonowej dla Warszawy Pragi Północ Adam Borkowski, który do sprawy podsłuchowej doszlusował już na sali sądowej (proces ruszył w maju 2016 r.). Dziś ten 38-latek jest wiceszefem praskiej prokuratury okręgowej, co przełożyło się wyraźnie na zawartość jego konta. Jego oszczędności wraz z żoną w ciągu dwóch lat skoczyły z zera do 81 tys. zł.

Jego o rok starszy kolega Piotr Kowalik pod rządami „dobrej zmiany” także zaliczył przeprowadzkę – z rejonu w Wołominie na ten sam szczebel prokuratorski, ale już w Warszawie Pradze Południe. Mocniej zakotwiczyła tam również jego żona, za rządów PO radca prawny w państwowym Banku Gospodarstwa Krajowego, która w 2015 r. wybrała karierę w prokuraturze. Najpierw jako asesor, zaś w 2017 r. już pełnoprawny prokurator. Państwo Kowalikowie również zgromadzili spory majątek, ich zasoby wzrosły między 2015 a 2017 r. głównie za sprawą nowego lexusa IS 200t (wartego dziś około 130 tys. zł) i 30 tys. zł ulokowanych w fundusz inwestujący w złoto.

W związku z powyższą publikacją do redakcji wpłynął pozew państwa Anny i Przemysława Hopferów, w którym kwestionowane są niektóre kwestie poruszane w tekście. Obecnie toczy się postępowanie sądowe w tej sprawie.

Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Związek Marii Kazimiery z Janem

Maria Kazimiera d’Arquien, partnerka Sobieskiego w sypialni i dyplomacji.

Jerzy Besala
16.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną