Kraj

Szkodzenie leczeniem?

Czy lekarze ginekolodzy działali na szkodę pacjentek?

Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu Julo / Wikipedia
W 2007 r. w klinice dr. Zimmera przeprowadzono 1203 histeroskopie. W tym samym roku w klinice Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu zaledwie 70.

Wygląda na to, że ginekolodzy z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu działali na szkodę pacjentek, przeprowadzając inwazyjne badania bez wskazań medycznych. Tak twierdził profesor Jerzy Heimrath w liście otwartym opublikowanym na stronie uczelni i tym uzasadniał swoją rezygnację z funkcji dziekana Wydziału Nauk o Zdrowiu. Uniwersytecki Szpital Kliniczny wytoczył byłemu już pracownikowi sprawę sądową za narażanie na szwank dobrego imienia szpitala przez publiczne piętnowanie wykonywania wysokopłatnych procedur medycznych bez wskazań. Sąd właśnie oddalił powództwo, uznając, że wypowiedzi profesora opierały się na faktach. A na wniosek sądu, zgodnie z sugestią biegłego, prokuratura prowadzi dochodzenie w sprawie histeroskopii wykonywanych na masową skalę, także pacjentkom ze zmianami na jajnikach, w klinice prof. Mariusza Zimmera. Dziś profesor Zimmer jest prezesem Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego.

POLITYKA pisała o sprawie już kilkukrotnie. Ostatni raz w zeszłym roku (POLITYKA 27/17), kiedy biegły sądowy dr Piotr Kwieciński, specjalista ginekolog położnik, przeanalizował nadesłane przez sąd 93 historie chorób pacjentek kliniki prof. Zimmera. I uznał, że w 76 przypadkach lekarze przeprowadzili zabiegi niezgodnie z rozpoznaniem wstępnym i rozpoznaniem ze skierowania. Niemal połowę stanowiły pacjentki z guzami bądź torbielami jajników. Tylko u jednej wykonano badanie ultrasonograficzne oceniające zaawansowanie choroby. Wszystkie poddano histeroskopii, czyli endoskopowemu badaniu macicy, podczas którego nie sposób zobaczyć jajników, za to – w przypadku gdy na przydatkach są zmiany nowotworowe – można spowodować rozsianie nowotworu.

„Biegły zostawia Wysokiemu Sądowi decyzję co do ewentualnego przekazania tych materiałów prokuraturze celem zbadania, czy doszło do pogorszenia stanu zdrowia niewłaściwie diagnozowanych pacjentek”, to konkluzja ekspertyzy dr. Kwiecińskiego.

Tak mogło być w przypadku 68-letniej Anny, której wykonano histeroskopię w klinice prof. Zimmera mimo stwierdzonych obustronnych torbieli jajników. Lekarze zajęli się niegroźnym polipem w macicy, lekceważąc guzy na jajnikach. Trzy lata później, gdy do uniwersyteckiego szpitala przywiozła ją karetka, a SOR skierował do kliniki prof. Zimmera, bo tomografia komputerowa wykazała: „monstrualny, niemierzalny!!! twór guzowaty rozrastający się z poziomu prawego jajnika”, profesor Zimmer odmówił przyjęcia chorej i ostatecznie operowano ją w drugim uniwersyteckim szpitalu. Wkrótce zmarła.

Profesor Jerzy Heimrath m.in. tym tragicznym przypadkiem uzasadnia swój sprzeciw przeciwko praktykom kolegów po fachu. Walczy już od ponad 10 lat. W 2007 r. w klinice dr. Zimmera przeprowadzono 1203 histeroskopie. W tym samym roku w klinice Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu zaledwie 70. NFZ za jedno badanie płacił około 1000 zł. Kiedy ginekolodzy pracujący we wrocławskim akademickim szpitalu zorientowali się, że badaniom poddawane są także pacjentki, u których nie ma wskazań i, co gorsza, takie, u których są wyraźne przeciwwskazania, zaczęli protestować. W efekcie w klinice przeprowadziła kontrolę NIK, ale zajęła się głównie finansami. Zaś rozmaite komisje, dyscyplinarne i etyczne, powoływane przez uczelnię, dyrekcję szpitala, Państwowe Towarzystwo Ginekologiczne i Ministerstwo Zdrowia nie zastanawiały się, czy pacjentkom kliniki dr. Zimmera nie działa się krzywda, tylko nad tym, czy lekarze mają prawo krytykować uczelnię i szpital. Prokuratura także się już histeroskopiami zajmowała: przez większość czasu w zawieszeniu, bo nie było opinii biegłego. W 2015 r. śledztwo umorzono z powodu braku znamion przestępstwa.

Polityka 46.2018 (3186) z dnia 13.11.2018; Ludzie i wydarzenia. Kraj; s. 9
Oryginalny tytuł tekstu: "Szkodzenie leczeniem?"
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Wojna państwa Marcinkiewiczów

Historia Izabeli i Kazimierza Marcinkiewiczów toczy się jak wieloodcinkowy serial. Ale to, co długo było celebrycką, plotkarską farsą, w najnowszych odsłonach nabiera cech greckiej tragedii. Spór byłego premiera z byłą żoną to przypadek rozwodu publicznego, z wykorzystaniem mediów oraz nowych instytucji prawnych.

Martyna Bunda
06.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną