Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Kraj

Antoni Macierewicz chciał zastraszyć Tomasza Piątka?

Antoni Macierewicz w Sejmie Antoni Macierewicz w Sejmie Krzysztof Białoskórski/Kancelaria Sejmu / Flickr CC by 2.0
Sąd nakazał prokuraturze zbadać, czy były minister obrony narodowej próbował bezprawnie zniechęcać autora głośnej biografii do pisania o nim.

To sprawa bez precedensu w najnowszej historii polskiej polityki i dziennikarstwa. Podobnie jak samo orzeczenie wydane w środę przez warszawski sąd rejonowy. Nakazał on prokuraturze wszcząć postępowanie mające wyjaśnić, czy Antoni Macierewicz nie nadużył władzy jako minister obrony i czy nie próbował wywołać tzw. efektu mrożącego w stosunku do Tomasza Piątka, autora głośnej książki „Macierewicz i jego tajemnice”, oraz zniechęcić go do dalszego odkrywania zagadkowej przeszłości ministra.

Czytaj też: Sąd miażdży zatrzymanie gen. Pytla

Zawiadomienie Macierewicza, zawiadomienie Piątka

Sprawa zaczęła się latem 2017 r., tuż po wydaniu książki. Macierewicz złożył wówczas do wydziału wojskowego warszawskiej prokuratury okręgowej zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez Piątka przestępstwa, które miało polegać na próbie wpłynięcia na czynności urzędowe MON poprzez groźbę bezprawną, oraz znieważeniu lub poniżeniu organu konstytucyjnego RP. Prokurator badający sprawę długo nie mógł się zdecydować, co z nią zrobić. Udało mu się przesłuchać Macierewicza, ale Piątka już nie. Odwagi nabrał dopiero po dymisji szefa MON i dwa miesiące po tym fakcie, w marcu 2018 r., odmówił wszczęcia postępowania. Macierewicz nie złożył zażalenia.

Niedługo potem zawiadomienie do prokuratury złożył Tomasz Piątek, który zarzucił byłemu ministrowi obrony przekroczenie uprawnień i wykorzystanie stanowiska do podważenia wiarygodności jego i jego książki. W tym przypadku prokurator, również wojskowy, także odmówił wszczęcia postępowania, nie dopatrując się znamion przestępstwa. Właśnie to postanowienie zaskarżył do sądu pełnomocnik Piątka. I sąd przyznał mu rację.

Czytaj też: MSZ poparł akcję przeciwko Tomaszowi Piątkowi

Sąd wziął w obronę publicystę

Z pisemnego uzasadnienia sądu wynika, że wysokie jest prawdopodobieństwo, iż Macierewicz złamał prawo i dopuścił się tego, co zarzuca mu Piątek. Sąd podkreślił przede wszystkim, powołując się m.in. na orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, że były minister obrony jako polityk powinien godzić się z tym, że w przypadku osób pełniących funkcję publiczną „standard ochrony dóbr osobistych” jest słabszy. A także że w takiej sytuacji powinien „okazywać powściągliwość w sięganiu do sankcji karnych”, szczególnie w sytuacji, gdy dostępne są inne środki ochrony dóbr osobistych (w tym przypadku Macierewicz mógł wytoczyć Piątkowi sprawę z powództwa cywilnego).

Sąd wziął w obronę publicystę, przypominając, że sięganie po sankcje karne, nawet takie jak oskarżenie dziennikarza, mogą naruszać prawo do wolności słowa, tłumić debatę publiczną oraz dostęp społeczeństwa do informacji.

Czytaj też: Aferę Macierewicza trzeba wyjaśnić do końca

Sąd czarno na białym wykazał, jak mocno dęte były „dowody” przywołane przez Macierewicza na rzekome przestępstwo Piątka. Twierdził on, że książka „Macierewicz i jego tajemnice” została napisana, by przedstawić go w negatywnym świetle i doprowadzić do usunięcia go ze stanowiska. To z kolei miałoby podważyć zaufanie do Polski ze strony USA i ich prezydenta i osłabić zdolności obronne naszego państwa. Ale Macierewicz w żaden sposób – jak stwierdził sąd – nie wskazał, kto był pomysłodawcą takiego działania, w czyim interesie mogło być prowadzone oraz w jaki sposób stosowano wobec niego groźbę, przemoc i jak go znieważono jako ministra. Słowem – nie przedstawił żadnych dowodów na podparcie swych tez.

Z tego właśnie powodu sąd nakazał prokuraturze zbadać, czy przypadkiem celem byłego szefa MON nie było uderzenie w Tomasza Piątka, a nie troska o bezpieczeństwo kraju. Polecił również przesłuchać m.in. samego Macierewicza oraz jego współpracowników z resortu obrony.

Decyzja sądu to kolejna wskazówka świadcząca o złych intencjach Macierewicza, który nie odpowiada merytorycznie na liczne publikacje dokumentujące jego powiązania z ludźmi Kremla i rosyjskich służb, a nawet tamtejszej mafii. Tak nie zachowuje się człowiek niewinny – komentuje Tomasz Piątek. – Stanowisko sądu to także kolejny dowód na to, że nasz wymiar sprawiedliwości nie ulega politykom, którzy chcieliby importować do Polski putinowskie wzorce i praktyki polegające na zastraszaniu sędziów i dziennikarzy.

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną