Prorosyjskie sympatie wiceministra Andruszkiewicza

Na łańcuszku
Wraz z nominacją Adama Andruszkiewicza radykalna prawica weszła do rządu. A wraz z nią jej jawna ksenofobia i prorosyjskie sympatie.
Trudno uznać kompetencje Andruszkiewicza jako przystające do zagadnień związanych z cyfryzacją.
Darek Golik/Forum

Trudno uznać kompetencje Andruszkiewicza jako przystające do zagadnień związanych z cyfryzacją.

Andruszkiewicz ma przyciągnąć do PiS nacjonalistycznie nastawionych wyborców, głównie sympatyzujących z Kukizem.
Adam Chełstowski/Forum

Andruszkiewicz ma przyciągnąć do PiS nacjonalistycznie nastawionych wyborców, głównie sympatyzujących z Kukizem.

audio

AudioPolityka Grzegorz Rzeczkowski - Na łańcuszku

Gdy media obiegła wiadomość o nominacji byłego szefa Młodzieży Wszechpolskiej i działacza ONR na wiceministra cyfryzacji, hitem Facebooka stał się fragment raportu węgierskiego instytutu badawczego Political Capital.

Opublikowany przed dwoma laty dokument w całości dotyczy kremlowskiej strategii wywierania wpływu na kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Pokazuje, jak rosyjskie służby starają się mieszać w polskiej polityce. Najbardziej elektryzującym fragmentem okazała się tabela z nazwiskami mniej i bardziej znanych polityków, którzy świadomie lub nie wspierają rosyjskie wysiłki. Właśnie wśród tych drugich znalazł się Adam Andruszkiewicz, czyli polityk, który za wzór stawia sobie premiera Węgier Viktora Orbána, najbardziej prorosyjskiego szefa rządu w UE, a za jeden z najważniejszych politycznych celów uważa współpracę z Białorusią.

28-latek urodzony na Podlasiu z dyplomem uniwersytetu w Białymstoku (skończył stosunki międzynarodowe), były szef skrajnie prawicowej i nacjonalistycznej Młodzieży Wszechpolskiej, były działacz Ruchu Narodowego, poseł debiutant, który wszedł do Sejmu z listy Kukiz’15. Tak w skrócie można przedstawić polityczne CV nowego wiceministra. Trudno uznać kompetencje Andruszkiewicza jako przystające do zagadnień związanych z cyfryzacją. Do końca nie wiadomo, czym ma się zajmować, oficjalna formułka mówi o „koordynacji współpracy ministerstwa z parlamentem”. Ale to w sumie nieważne. Andruszkiewicz ma do wykonania o wiele ważniejszą polityczną rolę – przyciągnąć do PiS nacjonalistycznie nastawionych wyborców, głównie sympatyzujących z Kukizem, ale też osłabić radykałów w rodzaju ojca Rydzyka czy narodowców.

Łukaszenka rządzi

Szerzej znany stał się dzięki regularnym występom w TVP Info oraz pobraniu z kasy Sejmu 68 tys. zł (40 tys. zł w 2016, 28 tys. zł w 2017 r.) ryczałtu za paliwo, mimo że sam nie ma prawa jazdy (wozić miał go kierowca). Jest bodaj pierwszym wiceministrem w historii III RP, którego nominacja wywołała tak silną reakcję. Głównie na jego ksenofobiczne wypowiedzi w rodzaju „nie chcemy żadnych kolorowych tutaj” czy „islamscy imigranci są zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa. Mordują ludzi na ulicach, gwałcą nasze kobiety”. Internauci znaleźli nagranie z 2009 r., na którym krótko ostrzyżony Andruszkiewicz wykrzykiwał pod Sejmem do osób LGBT: „Sodomici precz z ulicy”.

Po ogłoszeniu nominacji protestowała opozycja oraz środowiska żydowskie przypominające przedwojenną antysemicką przeszłość MW. Złość – choć z innych powodów – wyrażali też jego byli już koledzy nacjonaliści, którzy podkreślając jego ostatnie parokrotne zmiany politycznych barw, zarzucili mu, że „sprzedał ideę narodową” w służbie prounijnego PiS, „zbudował karierę na wazelinie” i „robi za pisowskiego pieniacza”. Jedna z działaczek stwierdziła, że Andruszkiewicz nie wie nic o cyfryzacji, a co najwyżej o tym, „jak dostać lajka”.

Młodzież Wszechpolska odcięła się od swego niedawnego prezesa, stwierdzając, że jego wybór był błędem i pomyłką (Andruszkiewicz przewodził tej reaktywowanej w 1989 r. przez Romana Giertycha formacji w latach 2015–16).

Najmocniej jednak zabrzmiały zarzuty o prorosyjskość. Na tyle mocno, że do szefa ABW z wnioskiem o informację dotyczącą sprawdzenia Andruszkiewicza m.in. pod kątem szpiegostwa zwrócili się posłowie PO. Rzeczywiście, niektóre jego wypowiedzi brzmią jak żywcem wyjęte z propagandy Kremla, która dąży m.in. do rozbicia solidarności członków NATO i UE oraz osłabienia roli USA. Takie zdania jak to, że USA „nie będą nas bronić w razie konfliktu” albo „jeżeli przyjmiemy kiedyś całkowitą kuratelę obcego mocarstwa, miejmy tę świadomość, że będziemy bezradni”, wygłaszał jeszcze w 2015 r. (na manifestacji, stojąc pod flagami ONR). Dziś już tak nie mówi, a obecność wojsk amerykańskich na terenie Polski raczej chwali. Choć bez entuzjazmu.

Nie wycofuje się za to ze swojego poparcia dla białoruskiego dyktatora Aleksandra Łukaszenki. „Uważam, że powinniśmy się zbliżać kulturowo i cywilizacyjnie z Białorusią (...). Musimy patrzeć nie tylko na politykę z narzucenia Brukseli i Berlina, która każe nam skłócać się z Białorusią, tylko prowadzić własne interesy” – to mówił już jako poseł Kukiz’15. Słowa przekuwa w czyn, działając w polsko-białoruskiej grupie parlamentarnej i jeżdżąc na Białoruś jako reprezentant polskiego Sejmu, czym łamie nieformalny bojkot wyłonionego w kontrolowanych wyborach parlamentu w Mińsku.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną