Kraj

PO bojkotuje TVP. Tylko po co?

PO bojkotuje TVP. Tylko po co?

W propagandowym monolicie TVP przedstawiciele Platformy tak czy inaczej robili do tej pory za statystów. W propagandowym monolicie TVP przedstawiciele Platformy tak czy inaczej robili do tej pory za statystów. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Bojkot TVP przez Platformę Obywatelską to raczej pusty gest. Nie bardzo wiadomo, co ugrupowanie Grzegorza Schetyny chciało w ten sposób uzyskać.

Czy chodziło o to, aby wymusić na PiS dymisję Jacka Kurskiego?

To oficjalne uzasadnienie bojkotu: dopóki Kurski pozostanie na stanowisku, dopóty noga żadnego polityka PO w rządowej telewizji nie postanie. Cóż, pisowska moc z tego powodu chyba nie truchleje. Nie to nie. A Kaczyński i tak wymieni sobie Kurskiego wtedy, gdy uzna za stosowne. Gorzej, jeśli po drodze wydarzy się jakaś istotna okoliczność, która sprawi, że akurat wyjątkowo, ten jeden jedyny raz, warto pokazać się w studiu TVP. I co wtedy? Skuteczna polityka mimo wszystko wymaga pewnej elastyczności. Zwłaszcza że idą kampanie wyborcze, odbywać się będą debaty telewizyjne w rozmaitych formatach. Szkoda z góry zamykać sobie do części z nich drogę.

Czytaj także: Nastąpił symboliczny koniec Telewizji Polskiej. Pora na Telewizję Publiczną

Zademonstrować sprzeciw wobec tego, co wyczynia publiczny nadawca?

To mimo wszystko zbyt oczywiste. Może więc wzmocnić czytelnym gestem? W porządku, tyle że informacja o bojkocie pożyje co najwyżej dwa dni, po czym zostanie przykryta kolejnymi równie istotnymi newsami. Za to widzowie rządowej szybko przestaną dostrzegać nieobecność w okienku ludzi z PO. Nadal będą za to bombardowani zmanipulowanymi komunikatami, że Platforma taka i owaka. Teraz już niczym niekontrowanymi.

Przestać udawać, że TVP to telewizja jak wszystkie inne i legitymizować propagandowe, a często po prostu nienawistne plugastwo?

To akurat jest istotny argument. Dość mamy w Polsce fasad, które udają coś, czym od dawna nie są. „Najwyższego przedstawiciela RP”, z którym chyba już nikt w Polsce się nie liczy. Trybunał Konstytucyjny będący owocem gwałtu na konstytucji. Prokuratorów stawiających zarzuty bądź umarzających śledztwa wedle czyjegoś politycznego widzimisię. Wszystkie te instytucje, chcąc nie chcąc, trzeba jednak uznawać, gdyż ich postanowienia póki co są wiążące i mogą być egzekwowane przez państwowy aparat przymusu. Nie istnieje przecież guziczek na pilocie, za pomocą którego możemy odciąć się od wpływu owych atrap na nasze życie. Z „publiczną”, choć to kolejna atrapa, jest na szczęście inaczej. Można nie oglądać, nie występować, nawet niepłacenie abonamentu przeważnie uchodzi płazem. Warto więc z tego przywileju korzystać.

Przelicytować konkurencję w antypisowskim pryncypializmie?

Przelicytowani się nie zmartwią, za to chętnie przyjmą zaproszenia na zwolnione przez platformersów miejsca i przynajmniej trochę się podpromują. Lepiej byłoby więc zacząć od apelu do całej opozycji o bojkot. Wtedy ewentualne łamistrajki musiałyby się nieco pogimnastykować.

A więc bilans taki sobie. Jak to zazwyczaj u nas polityka gestów przeważyła nad zdrowym rozsądkiem. Jest „event”, wpadło trochę „lajków”, ale korzyści z tego śladowe. Choć i strat również nie należy demonizować, gdyż w propagandowym monolicie TVP przedstawiciele Platformy tak czy inaczej robili do tej pory za statystów. Albo – jeszcze gorzej – pomiatanych kozłów ofiarnych.

Czytaj także: Dość nienawiści w TVP – apeluje Towarzystwo Dziennikarskie

Z tego powodu tak po ludzku decyzję o bojkocie nietrudno nawet zrozumieć. Są w końcu miejsca, do których się nie chodzi i ludzie, z którymi nie warto gadać. Jest na to określenie w postaci powszechnie znanej frazy, która wyszła spod pióra wybitnego polskiego poety. Ale trochę głupio przytaczać, gdyż już dawno została sprowadzona w prawicowej felietonistyce do najbardziej wyświechtanego banału. Obędzie się zatem bez puenty.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Za zamkniętymi drzwiami brexitu

Zwolennicy wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej wygrali referendum w 2016 r., choć początkowo żaden sondaż nie dawał im szans powodzenia. Dokonali tego dzięki technologii pierwotnie zaprojektowanej dla branży reklamowej, kilku osobom dysponującym paroma milionami funtów i dzięki wojskowym metodom manipulacji opinią publiczną.

Maciej Okraszewski
16.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną