Kraj

Śmierć Ewy Tylman pozostaje tajemnicą

Śmierć Ewy Tylman pozostaje tajemnicą

Adam Z. podczas rozprawy w sprawie zabójstwa Ewy Tylman Adam Z. podczas rozprawy w sprawie zabójstwa Ewy Tylman Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
W powszechnym odczuciu sprawiedliwości nie stało się zadość, bo kobieta nie żyje i nikt nie poniósł za to odpowiedzialności. A tragedia, która wydawała się wyjaśniona, pozostaje zagadką.

Poznański sąd uniewinnił Adama Z. od zarzutu zamordowania Ewy Tylman w listopadzie 2015 r. W powszechnym odczuciu sprawiedliwości nie stało się zadość, bo kobieta nie żyje i nikt nie poniósł za to odpowiedzialności. A tragedia, która wydawała się wyjaśniona, pozostaje zagadką.

Zasada domniemania niewinności

Każda zbrodnia domaga się kary. Kary domagała się też zbrodnia zgwałcenia i zabójstwa 15-letniej Małgorzaty Kwiatkowskiej w Miłoszycach w 1996 r. I znalazł się sprawca: Tomasz Komenda. Gdy skazywano go w 2006 r., opinia publiczna miała poczucie, że sprawiedliwości stało się zadość. Jedenaście lat później była oburzona, że sąd de facto pod jej naciskiem skazał niewinnego człowieka, odbierając mu młodość – 18 lat spędził w więzieniu. Co kilka lat media opisują historie niewinnie skazanych, którym udaje się wyjść z więzienia.

I tak to już jest ze zbrodniami, które poruszają opinię publiczną. Raz zbrodnią jest morderstwo, raz niewinne skazanie. System wymiaru sprawiedliwości zbudowany jest na zasadzie domniemania niewinności po to, by chronić się przed skazywaniem niewinnych. Zgodnie z chrześcijańską zasadą, że lepiej puścić stu łotrów, niż skrzywdzić niewinnego. Tej zasadzie służy tzw. sprawiedliwość proceduralna. Nakaz przestrzegania procedur obejmuje prawo oskarżonego do obrony, do równości broni, domniemania niewinności i rozstrzygania wątpliwości na korzyć oskarżonego. W wielu systemach jest zakaz tzw. owoców zatrutego drzewa, czyli użycia dowodów zdobytych niezgodnie z prawem. O.J. Simpson, futbolista, który niemal na oczach całej Ameryki zamordował swoją byłą żonę i jej kochanka, a potem uciekał przed policją, został uniewinniony w procesie karnym m.in. dlatego, że koronny dowód – zakrwawioną rękawiczkę – policja znalazła, nie mając nakazu przeszukania.

Owoce zatrutego drzewa nie wystarczą

Sędzia Magdalena Grzybek w uzasadnieniu wyroku w sprawie o zabójstwo Ewy Tylman stwierdziła, że jedynym przedstawionym przez prokuraturę dowodem przeciw Adamowi Z. jest jego przyznanie się do winy, które w dodatku zaraz odwołał. A przyznał się nie podczas formalnego przesłuchania, ale w nieprotokołowanej rozmowie z policjantem, bez udziału obrońcy. Potem policjant sporządził z tego notatkę. Adam Z. twierdzi, że został przez policjantów zastraszony i w ten sposób skłoniony do samooskarżenia. W Polsce nie obowiązuje zakaz owoców zatrutego drzewa. A PiS zmienił prawo tak, że zmusza sąd do przyjęcia takiego dowodu. Ale mamy zasadę domniemania niewinności i rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego.

Sędzia Grzybek podkreśliła też, że nie wskazano motywu zabójstwa.

Co wiadomo o śmierci Ewy Tylman

Nie ma dowodów, nie ma motywu. Jest oczekiwanie opinii publicznej skazania winnego. I poszlaki: Adam Z. był ostatnią osobą, z którą widziano Ewę Tylman. Zarejestrował ich uliczny monitoring, gdy nocą wracali z imprezy. Na monitoringu nie widać, by się kłócili. Nic też nie wiadomo o tym, by kłócili się wcześniej. Byli zwykłymi znajomymi z pracy. Adam Z. jest gejem, więc odpada raczej motyw zawiedzionej miłości czy seksualny. Nie było motywów rabunkowych. Żadnych.

Jedną z wersji zdarzenia jest, że Adam Z. i Ewa Tylman zeszli nad rzekę i tam kobieta pośliznęła się, wpadając do wody, a Adam Z., pijany i przestraszony, nie potrafił lub zaniechał jej ratowania. Potem nikogo nie zawiadomił. Sam Adam Z. wielokrotnie zmieniał zaznania, ale konsekwentnie trzymał się wersji, że nie przyczynił się do śmierci kobiety. Jej ciało odnaleziono dziewięć miesięcy później – w lipcu 2016 r. Rozpoznano je na podstawie DNA.

Czytaj także: Jaka przyszłość czeka polskie sądownictwo

Nie ma ciała, jest sprawca

Adam Z. przyznał się przed policjantami do przyczynienia się do śmierci Ewy Tylman już kilka dni po jej zaginięciu, gdy nie było dowodów na to, że nie żyje. Prokuratura i policja ogłosiły sukces: głośne w Poznaniu zaginięcie zostało szybko wyjaśnione. Sprawa wzbudziła niezwykłe zainteresowanie prawdopodobnie właśnie z powodu tej wyjątkowości: nie ma ciała, a jest sprawca. W poszukiwania zaangażował się słynący z nagłaśniania swoich działań detektyw bez licencji Krzysztof Rutkowski. Podczas wizji lokalnej z udziałem Adama Z. kilkanaście dni po zaginięciu Ewy Tylman tłum mało nie zlinczował podejrzanego. Krzyczano: „śmierć za śmierć!”. Rodzina Ewy Tylman wątpiła w wersję zabójstwa, wytykając policji i prokuraturze błędy. Apelowała o informacje o dziewczynie, ojciec przypuszczał, że została porwana przez satanistyczną sektę. Po znalezieniu ciała rodzina zmieniła zdanie.

Zbrodnia bez kary

Teraz zapadł wyrok uniewinniający. Zbrodnia – jeśli w ogóle była to zbrodnia, a nie nieszczęśliwy wypadek – nie doczekała się kary. To pierwsza instancja, wyrok nieprawomocny. Pytanie, czy na podstawie zgromadzonego materiału, szanując domniemanie niewinności, da się wydać inny?

A może warto zadać jeszcze inne pytanie: czy wiedzielibyśmy dziś o tej sprawie więcej, gdyby policja i prokuratura tak szybko nie uznały, że mają sprawcę, i szerzej szukały dowodów, niż koncentrując się na udowodnieniu winy Adamowi Z.? Podobnie jak było ze sprawą zabójstwa Małgorzaty Kwiatkowskiej, za które skazano Tomasza Komendę.

Czytaj także: Co z tą naszą policją jest nie tak

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Mężczyzna w związku. Jak to działa?

Jacek Masłowski o niespełnionych oczekiwaniach mężczyzn wobec kobiet oraz kobiet wobec mężczyzn.

Anna Dobrowolska
23.05.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną