Kraj

Charakter nie jest zaraźliwy

Ci, którzy zdobyli się na odwagę, także w naszych, powojennych czasach, naśladowcy Karola, mogą dziś bez obaw spojrzeć w lustro i chodzić z podniesioną głową.

Kiedy odchodzi człowiek tej miary co Karol Modzelewski, wielu mówców przypomina zasługi jednego z bohaterów naszego pokolenia. Tak, dla tych, którzy chcieli, dla tych, którzy umieli to dostrzec, Karol był wzorcem, idolem, postacią pomnikową, i nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś już zainicjował budowę jego pomnika. Sam napisałem o nim, że jest jedną z nielicznych postaci formatu prezydenckiego. On się z tego śmiał, ale ja pisałem to serio – gdyby profesor Karol Modzelewski został prezydentem, mielibyśmy dzisiaj inną, lepszą Polskę. Ale czy byłby lepszy każdy z nas? Wątpię. Charakter i intelekt nie są – niestety – zaraźliwe. Łatwo jest dzisiaj opiewać zasługi Karola, to nic nie kosztuje. Dużo trudniej było pamiętać o nim, kiedy zasiadał na ławach oskarżonych i niszczał w więzieniach.

Na pogrzebie przemawiało wiele zasłużonych osób, m.in. byli prezydenci, a także ludzie, których wystąpienia szczególnie zapadły mi w pamięć: Bogdan Borusewicz, Adam Michnik, Władysław Frasyniuk i Józef Pinior. W licznych wystąpieniach i w mediach zabrakło mi jednego akcentu: nikt nie wspomniał o wielkoduszności Karola wobec ludzi zasłużonych mniej od niego lub wcale. Jako dziennikarz rozmawiałem (nie raz) z ludźmi dawnej opozycji demokratycznej, ale zawsze jako dziennikarz czy kolega, a nie jako towarzysz walki. Obserwowałem ich zachowania w stosunku do ludzi mniejszego ducha, którzy umościli się w „systemie”. Modzelewski, Niesiołowski, Kuroń, Pinior, Michnik – nie zdarzyło się słyszeć od nich słów wyższości czy lekceważenia wobec ludzi, którzy czekali, aż oni wywalczą nam wolność. Dla wielu z nas byli po prostu wyrzutem sumienia.

Myślę o ludziach mojego pokolenia, do których kolejno docierały wiadomości, że Jacek Kuroń i Karol Modzelewski (znaliśmy się od Października ’56) napisali List do członków partii, że zostali wtrąceni do więzienia, potem wyszli i Karol szedł swoją drogą, a zwyczajni ludzie kwitowali to wzruszeniem ramion, wracali do swojego ogródka.

Polityka 20.2019 (3210) z dnia 14.05.2019; Felietony; s. 95
Reklama