Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Nago na smoku

Czas na zmiany, bóg PKB musi odejść.

Zbliża się czas wakacji, czyli cielesna nerwówka. Należy mieć bowiem idealną figurę na plażę, a tu wczorajszy batonik i pizza popita piwkiem odznaczają się nieestetycznie. Zaraz ktoś powie, że to zaniedbanie, obrzydlistwo i grzech wobec fitkultury. Co więc robić? Proponujemy następujące strategie: przestać jeść i zamieszkać w siłowni. Kupić parawan i leżeć za nim przez cały sezon. Lub – uwaga, to będzie porada szokująca – olać to i zamiast się odchudzać, poczytać. Bo zawsze będziemy nie tacy, jak trzeba. Lepiej się tym nie przejmować. Ale, ale: czyżby tajemną prawdę zrozumiały również sklepy sieciowe i rzuciły coś powyżej rozmiaru 40?

Ostatnio pewien gigant odzieżowy zatrudnił „grubsze” modelki, żeby reklamować linię kostiumów kąpielowych. Ależ się ucieszyłyśmy! Wreszcie na billboardach „kobiety takie, jak my”. Jak siedzą, to robi im się fałda na brzuchu, uda się rozpłaszczają, a piersi współdziałają z prawem grawitacji. Jednak po chwili przyszła refleksja: coś tu brzydko pachnie. Czemu tak nagle gadają, że jesteśmy w porządku takie, jakie jesteśmy?

Czemu zrobili się więc tacy tolerancyjni? Ano, żeby sprzedać. Hasła reklamowe mogą sobie być nowe, ale rządzi nimi zasada stara jak świat. Kup. Kup. Dużo i kompulsywnie. Społeczeństwo industrialne na początku XX w. przepoczwarzyło ciało z w miarę obojętnego w idealne. Kiedy ruszyła produkcja na wielką skalę, trzeba było też uruchomić popyt na te wszystkie rzeczy. A jak tu je wcisnąć komuś, kto jest z siebie zadowolony? Trzeba wmówić, że nie ma się z czego cieszyć. Natura dała ci głowę, dwie ręce, nogi? Cóż z tego, skoro nie pasują do kanonu. Włosy masz, ale za słabe. Oto odżywka i tabletki ze skrzypem. Brwi? Zbyt krzaczaste. Proszę, pęseta. Albo zbyt nikłe. Masz tu ołówki, dorysuj sobie brakujące włoski.

Polityka 23.2019 (3213) z dnia 04.06.2019; Felietony; s. 94
Reklama