Kraj

Szef „Solidarności” wysławia abp. Jędraszewskiego. I podkręca atmosferę

Piotr Duda w czasie obchodów „Solidarności” Piotr Duda w czasie obchodów „Solidarności” Bartosz Bańka / Agencja Gazeta
Działacz związkowy Piotr Duda okazuje się być nie tylko bardziej arcybiskupi od arcybiskupa, ale też pozuje na znawcę filozofii. A przy okazji straszy niewiernych.

Przewodniczący obecnej „Solidarności” upublicznił właśnie – chyba nie przez przypadek na łamach „Naszego Dziennika” – swój list do metropolity krakowskiego. W hołdowniczym adresie wysławia arcybiskupią odwagę, intelektualną przenikliwość i precyzję. A także deklaruje hierarsze wsparcie związkowców. Chodzi o głośne uznanie przez abp. Marka Jędraszewskiego ruchu LGBT+ za „tęczową zarazę” i iście już brawurowe zestawienie go z „zarazą czerwoną”, czyli komunizmem, i to na dodatek w kontekście walki powstańców warszawskich.

Spóźniona reakcja Piotra Dudy

Przewodniczący „Solidarności” ze swoim solidarnościowym gestem wprawdzie nieco zaspał. Ubiegli go zwłaszcza aktywiści Prawa i Sprawiedliwości, grupy górali oraz czeredy dziennikarzy i publicystów mediów określających się jako prawicowe bądź publiczne, o przewodniczącym episkopatu i zastępach innych duchownych nie wspominając. Ale Piotr Duda i tak liczy zapewne, że mimo braku refleksu list będzie mu policzony po stronie zasług.

Po to zresztą podkręca atmosferę. Nie tylko śladem hierarchy ocenia, że w Polsce „szerzy się” właśnie „ideologia LGBT+”. Wypowiedź Jędraszewskiego uznaje za „odważne i prawdziwe świadectwo”, co w zestawieniu ze słowami o „wściekłym ataku aktywistów LGBT+” oraz „mnóstwie oszczerstw i gróźb”, jakie miały spotkać arcybiskupa, powoduje, że metropolitę można już w zasadzie zacząć uważać za męczennika.

Zwłaszcza że związkowiec, a także, jak się okazuje, znawca filozofii Piotr Duda podpowiada kolejny argument w ewentualnym procesie kanonizacyjnym, podkreślając trafność nazwania „ideologii LGBT+” „neomarksizmem”.

Ekipy związkowców na miesięcznicach

Pojawia się wszelako jedno pytanie: na czym w praktyce polegać ma zadeklarowane przez przewodniczącego obecnej „Solidarności” „wsparcie i pomoc” związku dla arcybiskupa? Siłą rzeczy wraca wspomnienie sprzed kilkunastu miesięcy, kiedy każdego 10 kwietnia ekipy postawnych związkowców, zwiezione m.in. ze Stoczni Gdańskiej, wspierały organizatorów tzw. miesięcznic smoleńskich w Warszawie. Pomagały im, pełniąc funkcję ochroniarzy przemarszu, a de facto straszaka wobec tych, którzy kontestowali akurat taką formę wspominania katastrofy z 2010 r. Teraz też przecież związkowe grupy mogłyby przeciwstawić się np. protestom organizowanym przez oburzonych słowami metropolity pod krakowską kurią. Zwłaszcza że Marek Jędraszewski nie ustaje w powtarzaniu swoich tez, a nawet twórczo je rozwija. Czy też, by rzec w kościelnym slangu, „ubogaca”.

Inna sprawa: czy prawdziwy męczennik potrzebuje jakiegokolwiek wsparcia?

Czytaj także: O co dziś walczą polscy związkowcy

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

56. Czy tzw. żołnierze wyklęci są powodem do dumy?

Rafał Wnuk
10.07.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną