Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Apokalipsa, która nie nadeszła

O czym my właściwie dzisiaj, na mniej niż miesiąc przed najważniejszymi wyborami po upadku PRL, rozmawiamy? O czym my właściwie dzisiaj, na mniej niż miesiąc przed najważniejszymi wyborami po upadku PRL, rozmawiamy? Max Skorwider
Katastrofa, jaką miały przynieść rządy PiS, wciąż nie wydaje się ogółowi społeczeństwa na tyle sugestywna, aby przeważyć wynik nadchodzących wyborów.
Marcin MakowskiTomasz Gzell/PAP Marcin Makowski

Tydzień temu w Krakowie, pod efektownym hasłem „Polska po Kaczyńskim”, odbyło się spotkanie wyborcze z politykami Lewicy. Na pytanie: „Jak wyobraża sobie kraj po PiS-ie”, jedna z działaczek odpowiedziała: „Jeśli oni teraz jeszcze raz wygrają, nie będzie Polski po Kaczyńskim. Bo nie będzie już Polski”. Mimo, a może właśnie dzięki straszeniu ociągającą się cztery lata apokalipsą Prawo i Sprawiedliwość wygra kolejne wybory. Dzisiaj, aby sprostać Kaczyńskiemu, nie wystarczy nim straszyć. W jakimś sensie trzeba się stać jego lustrzanym odbiciem.

Jeśli opozycja z miesiąca na miesiąc świadomie przesuwała granice ekspresji politycznej, nie powinna dzisiaj udawać zdziwionej, że na 20 dni przed wyborami to nie koncyliacyjna twarz Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, ale ten przebrzydły „pisowski populizm” gra w kampanii pierwsze skrzypce. Na tworzenie idei i wykuwanie programu był czas przez cztery lata. Teraz okazuje się, że trzeba łatać tonący okręt sklejanym na kolanie solidaryzmem społecznym i dopisywaniem kolejnych punktów do słabo znanej nawet w samej partii „szóstki Schetyny”. Bo paradoksalnie, jak bardzo Lewica, Koalicja Obywatelska i PSL by się od siebie nie różniły, na koniec dnia serwują wariacje na temat socjalnej partytury Kaczyńskiego. Jak doszliśmy do tego miejsca? Jednej odpowiedzi nie ma. To suma przewag narracyjnych PiS i strukturalnych błędów opozycji, które warto rozebrać na czynniki pierwsze. Choćby dlatego, aby na koniec dostrzec światełko w tunelu.

Mosty i boiska

Jest coś niepokojącego w wewnętrznej sprzeczności między tym, jak głośno opozycja przestrzegała przed ewentualnymi konsekwencjami rządów PiS, a tym, jak szybko skapitulowała intelektualnie, gdy jej wizje zaczęły się spełniać.

Polityka 39.2019 (3229) z dnia 24.09.2019; Ogląd i pogląd; s. 26
Reklama