Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Matka Joanna od Demonów

Pani Kidawo-Błońska: prosimy przestać być miłą i sympatyczną dla wszystkich. Ta strategia odeszła do lamusa wraz z minioną dekadą.

Histerię wymyślono jako broń przeciw kobietom. Stłamszone w domach, w nieudanych związkach, z gromadą dzieci, popadały w apatię i depresję. Tresowane do bycia idealnymi żonami i matkami uciekały we własny świat, bo tylko w głowach były wolne od zakazów i nakazów. Ale i z dala od presji małżeńsko-klanowej, w klasztorach, kobiety męczyły się w klatkach wyplecionych dogmatami religijnymi i presją hierarchów. Zaczynały „knuć”. Co było i jest jednym z największych lęków patriarchatu. Bo o czym one rozmawiają, kiedy nie ma obok nich mężczyzn? To się nie mogło podobać tym, których podnieca sprawowanie kontroli.

„Babska psychoza” – na myśl przychodzą otwarte „występy” histeryczek w XIX-wiecznych zakładach psychiatrycznych, wizerunki świętych w ekstazie. Św. Teresa z Ávili, św. Katarzyna ze Sieny. Mistyczki wbrew „naturze”. Pozycja wyprężonego ciała wżarła się mocno w zbiorową wyobraźnię. Aż dziw, że kobiety nie wiją się tak podczas kłótni czy prowadzenia samochodu.

Próba utemperowania rzekomego opętania Matki Joanny od Aniołów (postaci opisanej przez Jarosława Iwaszkiewicza) stanowi źródło inspiracji dla wielu reżyserów, od Jerzego Kawalerowicza po współczesnych: Jana Klatę czy Agnieszkę Błońską. W przypadku Klaty zakon zbuntowanych sióstr to nadal tylko tło do snucia męskich fantazmatów, ale Błońska idzie dalej: kobieca histeria wymyka się kontroli. To już nie ugrzeczniona wersja napadów szału, które tak ładnie wyglądają w kamerze czy na scenie, ale najprawdziwsza rebelia. Skierowana głównie przeciw Kościołowi katolickiemu.

Współczesne histeryczki nadal mają się o co wściekać. Oby tylko przestały w efektownych spazmach zerkać ciągle na widownię, szukając poklasku. Złość piękności szkodzi, ale tylko uładzonej, przystrzyżonej do wymogów kultury.

Polityka 2.2020 (3243) z dnia 07.01.2020; Felietony; s. 86
Reklama