Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

PiS strzela nam samobója

Rocznica wyzwolenia obozu, który hitlerowcy zbudowali dla Polaków na terenie okupowanej Polski, będzie obchodzona za granicą pod nieobecność prezydenta Polski. Nie wiem, jak można bardziej wymanewrować się na margines.

Znowu się rząd nieźle zakałapućkał w sprawach zagranicznych. Pan prezydent chciał w Jerozolimie dać odpór Putinowi za jego kłamliwe słowa o roli Polski w II wojnie światowej, ale mu nie pozwolili. Miało to być na imprezie Yad Vashem i Mosze Kantora, upamiętniającej wyzwolenie Oświęcimia, przeniesionej z Polski. Andrzej Duda publicznie postawił warunek, że pojedzie, jeśli pozwolą mu dać świadectwo, po czym gdy mu odmówiono, rządowa propaganda wyzwała gospodarza od komuchów i ruskich agentów. Co rodzi oczywiste pytania. Jeśli organizatorem uroczystości jest komuch i agent Putina, to dlaczego Andrzej Duda w ogóle rozważał uczestnictwo? I jeśli komuch i agent Putina, to dlaczego nasz prezydent oczekiwał, że da mu platformę do polemizowania ze swoim patronem? W polityce zagranicznej warto mieć ruchy przemyślane dalej niż kolejne wydanie „Wiadomości” TVP. I jeszcze jedno: jeśli na szczeblu głowy państwa trzeba publicznie kogoś szantażować, to prawie zawsze już się przegrało.

Co ważniejsze, kryzysy zawsze weryfikują tak pozycję kraju, jak i skuteczność jego polityki zagranicznej. W kryzysie okazuje się, kto trafnie przewidywał i ustawił się w pozycji, która daje wpływy, a kto tylko gardłował po próżnicy. Kto wnosi do sytuacji atuty, a kto może tylko obserwować, jak działają inni. Kto prowadzi politykę, a kto publicystykę.

Niestety, tak w sprawie pyskówki z Putinem, jak i kryzysu z Iranem nie wypadliśmy najlepiej. Prezydent Rosji, wiadomo, buduje jedność ideologiczną swojego kraju wokół mitu zwycięstwa ZSRR nad III Rzeszą i ten mit, jak każdy, nie pozwala na niuanse czy odcienie. Polska jak zwykle zawadza, zarówno jako wyrzut sumienia, jak i konkurent do roli ofiary. Dopóki Putin przyjeżdżał na Westerplatte, do Katynia czy do Auschwitz, musiał balansować potrzebę budowania mitologii ZSRR w polityce wewnętrznej z wymogami polityki zagranicznej, w której nadmierne odstawanie od alianckiej narracji historycznej nie uchodziło.

Polityka 3.2020 (3244) z dnia 14.01.2020; Komentarze; s. 9
Reklama