Kraj

Koronawirus zjada kampanię. Czy w maju wybierzemy prezydenta?

Spotkania premiera i ministrów z mediami przybrały formę konferencji prasowych. Ta niezwykła normalność, obawiam się, nie będzie nam dana na długo. Spotkania premiera i ministrów z mediami przybrały formę konferencji prasowych. Ta niezwykła normalność, obawiam się, nie będzie nam dana na długo. Krystian Maj / Kancelaria Prezesa RM
Jedna tylko odpowiedź nasuwa się dziś na pytania o kampanię prezydencką, i to odpowiedź z repertuaru słabego dziennikarstwa: „Czas pokaże”. Nie ma nawet gwarancji, że 10 i 24 maja odbędą się wybory.

Codziennie słyszymy o nowych przypadkach koronawirusa. W najbliższych dniach będzie ich jeszcze więcej, co do tego nie możemy mieć złudzeń. Rząd zamknął dziś szkoły, uczelnie, kina, teatry; odwoływane są konferencje i koncerty. Prezydent zwołał Radę Bezpieczeństwa Narodowego (dopiero po raz trzeci w czasie swej prezydentury), działa specustawa, nie ma dnia bez konferencji prasowej premiera i ministra zdrowia. Ze szpitali i aptek docierają pierwsze wieści o brakach w zaopatrzeniu, Polacy zaczęli robić zapasy jedzenia i chemii gospodarczej.

To już jest atmosfera stanu wyjątkowego, choć formalnie go nie ma. I nie bardzo wiadomo, jak w takich warunkach robić kampanię prezydencką, bo takich warunków jeszcze nie było. Sztabowcy bezradnie rozkładają ręce – koronawirus zjadł wszystkie inne tematy. To, co normalnie byłoby hitem (lub kitem) pierwszych stron gazet, zostało sprowadzone do roli tła, ginie w powodzi wiadomości o globalnej epidemii.

Czytaj też: PiS ogrywa koronawirusa i przegrywa 2 mld zł

Wybory prezydenckie w obliczu epidemii

Czy wybory mogą zostać przełożone? Rządzący nieoficjalnie mówią, że jeśli w Polsce będzie podobnie jak we Włoszech (ponad 10 tys. przypadków), to nie będą mieli wyjścia. Czekałoby nas wtedy ogłoszenie stanu nadzwyczajnego w jednej z dwóch wersji – stanu klęski żywiołowej (wprowadza go rząd na nie dłużej niż 30 dni, może zostać przedłużony uchwalą Sejmu) lub stanu wyjątkowego (wprowadza go prezydent na nie dłużej niż 90 dni, Sejm może go potem przedłużyć na nie dłużej niż 60 dni).

Adam Szostkiewicz: Polityka w czasie zarazy

Konsekwencje dla wyborów byłyby identyczne – nie mogą się odbyć w ciągu 90 dni od zakończenia stanu nadzwyczajnego. Tyle konstytucja, z przepisów niższej rangi niczego więcej się nie dowiadujemy, a pytania się nasuwają – np. czy kampania byłaby wznowiona od razu po zakończeniu stanu nadzwyczajnego, czy dopiero 90 dni po nim? Nie można wykluczyć, że wkrótce staniemy przed koniecznością odpowiedzi na takie pytania, choć wypada sobie życzyć, że unikniemy najgorszego.

Ale nawet jeśli wybory odbędą się w normalnym terminie, to nie w normalnych okolicznościach, a i kampania będzie niezwykła. Zmienia się jej tematyka, zmieniają się narzędzia (koniec wieców i konwencji), zmieniają się twarze.

Nie wiadomo, co zrobią wyborcy, to jest na razie niemierzalne, bo nawet robione teraz sondaże są średnio pomocne. Teoretycznie w obliczu zagrożenia naród skupia się wokół przywódcy, co byłoby korzystne dla Andrzeja Dudy. Ale jeśli Polacy w większości uznają, że państwo zawiodło (a ochrona zdrowia jest od lat jego miękkim podbrzuszem), to za parę tygodni PiS ze swym kandydatem na prezydenta i narracją o budowie sprawnych instytucji mogą się żegnać z nadziejami na zwycięstwo.

Czytaj też: Koronawirus, czyli ostry test służby zdrowia

Trochę normalniej w polityce

Niewiadomą są wreszcie realne zachowania wyborcze. Jeśli do maja wirus nie ustąpi, to jak wielu potencjalnych wyborców zostanie w domu? I kto? Czy raczej ludzie starsi, którzy są w grupie największego ryzyka (co osłabiałoby Dudę)? Czy może mieszkańcy dużych miast, gdzie przypadków choroby będzie pewnie więcej niż na prowincji (co osłabiałoby Małgorzatę Kidawę-Błońską)?

Dużo pytań, mało odpowiedzi. Jedno jest w tym wszystkim pocieszające. Jakoś się nam w miarę cywilizowanie zrobiło w polityce. Rząd uwzględnia poprawki opozycji, opozycja popiera ustawę, prezydent zwołuje Radę Bezpieczeństwa Narodowego w taki sposób, żeby z zaproszenia mogli skorzystać kandydaci na prezydenta (Kidawa-Błońska i Krzysztof Bosak nie skorzystali), a spotkania premiera i ministrów z mediami przybrały formę konferencji prasowych. Ta niezwykła normalność, obawiam się, nie będzie nam dana na długo.

Sławomir Sierakowski: Którędy do Pałacu

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną