Kraj

Prezes PiS gasi pożary w swoim obozie i chce zaszantażować opozycję

Jarosław Kaczyński Jarosław Kaczyński Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Jarosław Kaczyński kombinuje, jak zmusić opozycję, aby wspólnie przełożyć wybory o rok. Jeśli mu się nie uda, to każe nam głosować w maju. Do Sejmu wpłynął projekt ustawy w tej sprawie.

Prezes PiS chce, aby wybory odbyły się w maju. Ale wie, że kraj może być w stanie pandemii, więc ma plan B, czyli wybory na wiosnę 2021 r. – Jesienią ludziom obniża się nastrój i kapryszą na rząd, ale co ważniejsze, wtedy bardzo poważnie odczujemy skutki kryzysu gospodarczego, co się na nas z pewnością zemści i Duda może przegrać. Jeśli przekładać wybory, to tylko o rok – mówi polityk PiS.

Do przełożenia wyborów o rok potrzeba zmiany konstytucji, na co opozycja nie ma najmniejszej ochoty. Dla niej wymarzona byłaby właśnie jesień.

Kaczyński zaszantażuje opozycję

Zmiana w kodeksie wyborczym, którą PiS przegłosował z piątku na sobotę, miała być kartą przetargową w rozmowach z kandydatami opozycji w sprawie odroczenia wyborów o rok. – Prezes chce im pokazać, że jest w stanie zorganizować te wybory w maju, że ludzie po 60. roku życia, a więc w grupie ryzyka, będą chronieni głosowaniem korespondencyjnym, a ci w kwarantannie też nie będą mogli powiedzieć, że pozbawiamy ich praw wyborczych, bo będą mogli zagłosować listownie – odpowiada nasz rozmówca z PiS. Opozycja na propozycję przesunięcia wyborów o rok nie odpowiedziała, więc Kaczyński chce wprowadzić kolejne zmiany. I to już w tym tygodniu.

Posłowie PiS złożyli we wtorek projekt „ustawy ws. szczególnych zasad przeprowadzania głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich zarządzonych w 2020 r.”. Kaczyński chce dać możliwość głosowania korespondencyjnego wszystkim wyborcom. W uzasadnieniu czytamy, że w „związku z rozprzestrzenianiem wirusa SARS CoV-2, ogłoszonym stanem epidemii, a wcześniej zagrożenia epidemicznego, istnieje pilna potrzeba wprowadzenia szczególnych rozwiązań w zakresie modyfikacji niektórych przepisów kodeksu wyborczego”. Oraz że „projekt wywołuje pozytywne skutki społeczne i prawne, zmniejszając potencjalne ryzyko zachorowania po oddaniu głosu w lokalu wyborczym”. Przed Sejmem projekt ma przedstawiać Krzysztof Sobolewski, szef Komitetu Wykonawczego PiS, poseł debiutant, bardzo bliski współpracownik Kaczyńskiego.

W ustawie zapisano, że Państwowa Komisja Wyborcza może określić inne warunki powoływania obwodowej komisji wyborczej niż określone w kodeksie wyborczym. Nie wiadomo, o jakie dokładnie chodzi, ale zapewne ma to związek z tym, że do 27 tys. obwodowych komisji już dziś brakuje chętnych. Wygląda to na otwarcie furtki dla PKW, aby mogła stworzyć mniej komisji. Dodatkowo minister aktywów państwowych Jacek Sasin ma wydać rozporządzenie, określając tryb odbierania kopert zwrotnych od wszystkich wyborców oraz dostarczania ich do obwodowych komisji wyborczych, a także tryb przekazania pakietów wyborczych właściwemu dyrektorowi delegatury Krajowego Biura Wyborczego.

Prezes PiS postawi opozycję przed dylematem: wybory teraz, z głosowaniem korespondencyjnym dla wszystkich i bez możliwości prowadzenia kampanii przez opozycję, albo za rok, po wspólnej zmianie konstytucji. Kaczyński liczy, że opozycja wybierze tę drugą opcję.

Koalicjanci grają na siebie

W poniedziałek w Senacie Jadwiga Emilewicz, minister rozwoju i wiceprezeska Porozumienia, partii Gowina, stwierdziła, że „możliwość przeprowadzenia wyborów jest trudna do wyobrażenia”. We wtorek w Radiu ZET sam Jarosław Gowin mówił: „Jeżeli wybory miałyby się odbyć 10 maja, podkreślam – jeżeli – i zaraz do tego »jeżeli« wrócę, to jest oczywiste, że powinniśmy umożliwić udział w tych wyborach jak najszerszej rzeszy wyborców. Natomiast pytanie, czy te wybory 10 maja mogą się odbyć? Właściwym momentem na decyzję będzie okres albo tuż przed świętami, albo tuż po świętach”. Gowinowi nie podoba się kolejna wrzutka do kodeksu wyborczego. Jak podała „Gazeta Wyborcza”, groził, że jego ministrowie opuszczą rząd, a posłowie klub PiS, co oznaczałoby utratę większości.

Drugi koalicjant PiS, Solidarna Polska, dziś medialnie prawie nieobecna, jest za opcją majową. – Wiedzą, że Duda zwycięży, ale frekwencja będzie tak niska, że jego mandat będzie mało ważył i to go upokorzy, co jest ziobrystom na rękę. Wiadomo, że Duda i Ziobro, delikatnie mówiąc, za sobą nie przepadają – wykłada polityk z obozu władzy. Z ostatnich badań wynika, że 10 maja frekwencja wyniesie zaledwie 20 proc.

Prof. Daniel Ziblatt: Dylematy, jakie niesie pandemia

Kaczyński pokazuje, że nad wszystkim panuje

Podczas nocnych głosowań nad tzw. tarczą antykryzysową, pierwszych zdalnych w historii polskiego parlamentaryzmu, Kaczyński siedział w sali obrad do końca, do godz. 6:20. Towarzyszyli mu szef klubu Ryszard Terlecki, szef partyjnych struktur wykonawczych Krzysztof Sobolewski, szef MSWiA Mariusz Błaszczak i Marek Suski. – To, kto od nas był tej nocy w sali, ma polityczną wagę. To ludzie z jądra PiS. To był przekaz dla członków naszej partii o tym, że prezes ma pełną kontrolę nad sytuacją, nad partią i nad tym, co robią w rządzie ludzie wynajęci do ogarniania gospodarki.

Eksperci: Wybory w maju to ryzyko. I groźba kompromitacji

Otoczenie prezesa odnotowało, że od kilkunastu dni w związku z pandemią wszystko kręci się wokół Mateusza Morawieckiego, jego ludzi i tych związanych z Gowinem. W PiS plotkują, kto na tej tarczy najbardziej wyrasta, wielu uważa, że minister Emilewicz. Ta dwójka też całą noc przesiedziała w sali obrad, a wicepremier co rusz zagadywał prezesa PiS. Siedząc na odległość jednego fotela od Kaczyńskiego, Gowin wydzwaniał swoich posłów i dyscyplinował, że mają wszyscy brać udział w głosowaniu. Ktoś z PiS interpretuje, że w ten sposób chciał przypomnieć prezesowi, że jego większość wisi na Porozumieniu. – Prezes zdaje sobie sprawę z tych napięć w obozie i dobrze nimi zarządza. To dlatego w RMF w pamiętnym wywiadzie ogólne pochwalił rząd, ale po nazwisku wymienił tylko dwóch ministrów, podkreślając ich szczególne zasługi w walce z epidemią: szefa MON Mariusza Błaszczaka i MSWiA Mariusza Kamińskiego – wyjaśnia ważny polityk PiS.

Zawirusowana Zjednoczona Prawica

Nasi rozmówcy są zgodni, że Morawiecki może teraz zebrać trochę punktów w elektoracie partyjnym, który doceni wreszcie „dobrego bankstera, gościa od ekonomii i technokraty”. Z badania CBOS sprzed kilku dni wynika, że Morawieckiemu ufa 59 proc. ankietowanych, o 4 pkt proc. więcej niż w lutym. Również Łukaszowi Szumowskiemu ufa dziś 46 proc. badanych, co oznacza rekordowy wzrost zaufania – aż o 27 pkt proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca. – Szumowski, choć już jest po imieniu z naszym prezesem, jest człowiekiem, któremu najbliżej do premiera. Doceniamy jego tytaniczną pracę przy kryzysie związanym z epidemią, ale politycznie nie możemy być go pewni – mówi polityk PiS. Jak dodaje, jeśli Szumowski będzie widział, że prezes PiS po świętach dalej prze do wyborów, to się temu przeciwstawi.

Tak gorąco w obozie władzy dawno nie było. Nie ma jednego przekazu w sprawie wyborów, Gowin się stawia, a starzy wyjadacze ze zdenerwowaniem patrzą na rosnące w siłę otoczenie Morawieckiego. Jeśli Kaczyński sobie z tym nie poradzi, to Zjednoczona Prawica zawirusowana konfliktami polegnie.

Czytaj też: Wyjęli bezpieczniki, chcą nas wysłać na wybory w czasie epidemii

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Lekarka: Polska odwróciła się od pacjentek

„Osoby, które argumentują ten wyrok troską o życie i rodzinę, kradną czas kobietom. Decyzja trybunału sprawi, że te z nich, które chciały być matkami, nigdy nimi nie będą. A nas stawia w sytuacji nieetycznej” – mówi Kaja Filaczyńska, inicjatorka listu otwartego do TK, pod którym podpisało się niemal tysiąc lekarek i lekarzy.

Mateusz Witczak
23.10.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną