Kraj

I przyszedł Józef Tkaczuk

Kiedy naród siedzi w domach i z przerażeniem zerka zza firanki, partia rządząca dokręca śrubę.

Sytuacja jest napięta i nie ma sensu szukać w niej na siłę pozytywów. Ale przynajmniej dzięki pandemii niektórzy zorientowali się, że są śmiertelni. Powoli odpinają łatki z niepodważalnymi poglądami, z wiarą w przyszłość, z tym, że „mają pewność”. Uczą się mówić magiczne słowa, takie jak „dziękuję”, „przepraszam”, „kocham cię”. Poznawać, kim są bliscy, kim sąsiedzi. Uczą się milczeć, patrzeć, czekać. Mówią również: „Nie wiem”, i po raz pierwszy w życiu się tego nie wstydzą.

Polityka 16.2020 (3257) z dnia 14.04.2020; Felietony; s. 78

Czytaj także

Historia

Polityczne imiona statków

„Bierut” zardzewiał na Jeziorze Gorzkim, „Manifest Lipcowy” sprzedano na Zachód, a „Szczecin” popłynął do Niemiec. Jak kiedyś uprawiano politykę na wodzie.

Paweł Miedziński
19.10.2020