Kraj

Prezydent Duda kupił apartament

Andrzej Duda na Wawelu w 10. rocznicę katastrofy smoleńskiej Andrzej Duda na Wawelu w 10. rocznicę katastrofy smoleńskiej Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Co oznacza, że stracę ważnego sąsiada. Lecz jakoś trudno się smucić. Wszak od dawna życzyłem Andrzejowi Dudzie zmiany lokum – tyle że niekoniecznie na apartament.

Tak się składa, że teraz mieszkam jakieś 300–400 m obok krakowskiego lokum państwa Dudów (czy też może Andrzej i Agata Dudowie mieszkają obok mnie :)). Ich mieszkanie to zwykłe M-ileś, choć o powierzchni, jak wynika z oświadczenia majątkowego, ok. 70–80 m kw. Mieści się w klasycznym peerelowskim bądź tuż popeerelowskim bloku (już nie pamiętam, kiedy dokładnie go wybudowano) na osiedlu Prądnik Biały Wschód, w sumie jednej z typowych noclegowni miasta.

Wszelako tabloidy podały, że małżeństwo Dudów w grudniu 2018 r. zakupiło „apartament w kameralnej willi w zacisznej dzielnicy Krakowa”. Nieruchomość ma mieć 150 m kw., a składa się z przestronnego „salonu, dwóch łazienek i trzech sypialni”. Oraz garażu oczywiście.

Czytaj też: Błyskotliwej myśli Dudy o zakupach i wyborach ciąg dalszy

Dziennikarze ustalili także, że głowa państwa musiała wziąć na tę rodzinną inwestycję kredyt. W banku Pekao (państwowym, co podkreślili) Dudowie pożyczyli równy milion złotych. Media zaczęły naturalnie wyliczać, ile miesiąc w miesiąc prezydencka para musi teraz te luksusy spłacać. Rata może wynosić nawet ponad 5600 zł, czyli dwukrotność minimalnej pensji krajowej.

Dostał kredyt, bo pensja zagwarantowana?

Nie to jest jednak najważniejsze. Otóż gazety zderzyły tę informację z faktem, że przecież wielkimi krokami zbliża się kabaret z Pocztą Polską w roli głównej, który nie wiedzieć czemu wielu wciąż nazywa wyborami prezydenckimi. A tenże Andrzej Duda może w jego efekcie przedłużyć swój angaż (a jeszcze trafniej: posadę) na fotelu głowy państwa PiS o kolejną kadencję.

Czytaj też: Duda zwiększył przewagę, Kosiniak dogania Kidawę

Wredni pismacy zaczęli naturalnie złośliwie dywagować, że widocznie wcale nie jest pewny zwycięstwa, skoro przygotował sobie i małżonce ciepłe i wygodne lokum w rodzinnym mieście na polityczną emeryturę (akurat w przypadku Dudy żaden wariant Sulejówka nie wchodzi w grę). Rozważania wsparli anonimową niestety wypowiedzią „znajomego rodziny”, który miał ujawnić, że „prezydent chce tam zamieszkać, gdy zakończy karierę”.

Zapomnieli tylko, że sami ustalili, iż Dudowie kupili nowy majątek ponad rok temu. Dziś Andrzej Duda może być dużo pewniejszy utrzymania się na stołku – zarówno dzięki poparciu tej części suwerena, który uparcie i z zachwytem chce zagrać w kabarecie, jak i zdolnościom trzymającej władzę partii do manipulacji prawem i sceną polityczną.

Nie wykazywał się na dzielni

Dla mnie jednakże bycie sąsiadem prezydenta Dudy oznaczało najwyżej konieczność uważania w piątkowe (bądź sobotnie) wieczory (oraz w Boże Narodzenie i Wielkanoc) na pędzącą i wyjącą sygnałami kolumnę limuzyn prezydenta, obstawy oraz zamieszanie podczas zakupów w pobliskim supermarkecie – prezydent lubił tam ostentacyjnie wpadać przed powrotem do domu ku zachwytowi niektórych klientów i klientek. Trzeba bowiem Andrzejowi Dudzie uczciwie oddać, że jakoś nie nadużył własnej pozycji w państwie do poprawy statusu swojej – jak to się mówi w Krakowie – „dzielni” (w przeciwieństwie do partyjnej koleżanki i szefowej jego „sztabu programowego” w tzw. wyborach Beaty Szydło z wioski Przecieszyn pod Brzeszczami). Może zresztą już dawno planowali z małżonką wyprowadzkę?

Nawet zatem, jeśli stracę sąsiadów (którzy na razie wciąż na Prądniku bywają, a w każdym razie wokół ich bloku nadal krążą z ostentacją funkcjonariusze służb ochrony – co widziałem niedawno podczas spaceru z psem), to żalu nie będzie. Wszak od dawna życzyłem Andrzejowi Dudzie zmiany lokum. Tyle że niekoniecznie na apartament w Krakowie.

Posłuchaj Tematu Tygodnia: Kiedy wybory i jakie? Scenariusze prezydenckie

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną