Kraj

Śmierć i Małgorzata

Śmierć i Małgorzata. Historia z dyżuru na podkarpackim SOR-ze

Dyżur na jednym z opisywanych w tekście podkarpackich SOR-ów. Dyżur na jednym z opisywanych w tekście podkarpackich SOR-ów. Paweł Reszka / Polityka
Przebieranie się na korytarzu, izolatka bez monitoringu, komunikacja przez szparę w drzwiach to dobra metafora straconych miesięcy. W lecie niewiele zrobiono, by przygotować się na jesienny atak wirusa.

Ledwie minęło południe, a SOR się zatkał. Trzy karetki z trzema covidowymi pacjentami czekały na podjeździe. Jedyna izolatka zajęta. Telefon dzwonił jak opętany. Przed drzwiami czekał człowiek. Przyszedł po pomoc, bo od wczoraj wymiotował krwią.

Ten dyżur zaczął się złowieszczo. W całym województwie podkarpackim w sobotni poranek nie było ani jednego wolnego łóżka z respiratorem. Zostało kilkanaście miejsc dla pacjentów covidowych w lżejszym stanie i jedno miejsce izolacyjne.

– I gdzie ta samotna izolatka?

Polityka 43.2020 (3284) z dnia 20.10.2020; Społeczeństwo; s. 8
Oryginalny tytuł tekstu: "Śmierć i Małgorzata"

Czytaj także

Kraj

Prof. Marcin Król: Obyśmy znów nie byli głupi

Prof. Marcin Król, historyk idei, o tym, że czeka nas koniec starego świata i nic dobrego z tego na razie nie wyjdzie.

Jacek Żakowski
01.01.2019