Kraj

Twierdza Żoliborz. Co Kaczyński widzi ze swej strzeżonej willi

Policjanci przed domem Jarosława Kaczyńskiego, 30 października 2020 r. Policjanci przed domem Jarosława Kaczyńskiego, 30 października 2020 r. Mateusz Włodarczyk / Forum
Że nie lubi go nawet ulica, przy której mieszka, może przeczytać na chodnikach i w oknach sąsiadów. Tekst Marcina Kołodziejczyka wieczorem na Polityka.pl i od środy w kioskach w tygodniku „Polityka”.

Cisza uliczki w drogiej, willowej dzielnicy. Dom prezesa Kaczyńskiego wyróżnia się, bo poszarzały, dawno nieremontowany. W oknach kraty, żadnego śladu życia, obecność lokatora zdradza jedynie dyskretny ruch policyjnych radiowozów i pieszych patroli na tej i przylegających uliczkach. Policjanci nie kryją się z graniem na komórkach.

Jak mówią sąsiedzi, w dni nabrzmiałe politycznie – ważne głosowania Sejmu, ruchawki wewnątrzpartyjne, przemowy sejmowe prezesa zawierające inwektywy, jego wywiady, w których odgraża się UE, albo też gdy ostatnio w telewizji wzywał aktyw partyjny do przeciwstawienia się na ulicach strajkującym kobietom – policja zauważalnie ożywia się w okolicy i jest jej więcej.

Parkują radiowozy, w tym te duże furgonetki wypakowane policjantami, na każdym wylocie ulicy i w przesmykach między domami – mówi jeden z sąsiadów willi Kaczyńskiego. – W zimne pory roku godzinami nie gaszą silników, a jeśli chcą być z daleka widoczni, stoją z włączonymi światłami. Muszą mieć jakąś ustaloną gradację, według której reagują na domniemany poziom zagrożenia prezesa.

Widać to w ostatnich dniach: 9 listopada dwóch mundurowych, tzw. krawężników – uprzejmie ustępują z drogi przechodniom; 10 listopada zwiększona obsada, ponad dziesięcioro funkcjonariuszy – rzeczywiście stoją na światłach w wylotowych uliczkach; 11 listopada – jeszcze większy ruch policyjny pod domem prezesa PiS, w dodatku siłę prezentują także od ul. Mickiewicza, żeby każdy widział, że są. Chociaż nie wiadomo, kto miałby tego dnia przyjść i zagrozić prezesowi, skoro przez centrum miasta jedzie i idzie Marsz Niepodległości, a więc w dużej części wyborcy jego partii.

Dziennikarze policzyli – w spokojne dni od kilku lat do ochrony domu Kaczyńskiego policja wysyła 18 funkcjonariuszy. Domu i prezesa pilnują także tajniacy – sąsiedzi są w stanie wskazać ich palcami. W niespokojne dni – jak protest kobiet – policja dowodzi, że nie jest dla niej problemem ściągnięcie pod dom prezesa setek uzbrojonych ludzi w opancerzonych samochodach. Do ochrony opłacanej przez państwo należy doliczyć profesjonalną całodobową ochronę prywatną firmy Grom Group, opłacaną przez PiS – wszystko dla jednego człowieka.

Gdy znów przychodzi dzień spokojny, potęga znika z widoku, do głosu dochodzi ludzka natura, dwóch patrolowych gra na telefonach. Wtedy na powrót – jak opowiada Marcin Wziontek, paparazzi często polujący na zdjęcia pod domem Kaczyńskiego – mamy do czynienia ze skromnym, samotnym i smutnym starszym panem w pustym domu. Taki podszyty ciepłem obrazek często powraca w rozmowach z sąsiadami prezesa, ale natychmiast jest korygowany.

Jednak trzeba pamiętać, że ten starszy pan jest bardzo niebezpieczny – mówią.

Tekst Marcina Kołodziejczyka o życiu w sąsiedztwie domu Jarosława Kaczyńskiego wieczorem na Polityka.pl i od środy w kioskach w tygodniku „Polityka”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama