Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Konieczne, niemożliwe

Coraz bardziej bezczelna polityka obozu władzy napotyka na bezradność opozycji.

Chyba najbardziej frustrującą cechą polskiej polityki jest prawidłowość, że to, co racjonalne, logiczne, optymalne, jest zarazem kompletnie niemożliwe. Stan pożądany – dla państwa, społeczeństwa, publicznego ładu – jest niby oczywisty, ale przez to właśnie wykluczony. Jest na to wiele przykładów. Władza PiS mogłaby wprowadzać swoje 500 plusy, „przywracać godność”, nawet zmieniać system podatkowy, a jednocześnie nie rujnować praworządności i stosunków z Unią Europejską – bo pierwsze nie wymaga drugiego. Ale to absolutnie niemożliwe, taki produkt nie istnieje, są tylko pakiety. Andrzej Duda mógłby stać się poważanym także poza swoją „bańką” prezydentem, nie musiałby się wstydzić powrotu do Krakowa za cztery lata; wydawałoby się, że zwłaszcza w drugiej kadencji ma to na wyciągnięcie ręki. Jednak postanowił, że tak się nie stanie. W internecie oszałamiającą karierę robi fragment jego wywiadu dla telewizji wpolsce.pl, gdzie zachowuje się co najmniej dziwnie. To wygląda jak symbol jego prezydentury, z którą i jemu jest chyba źle.

Syndrom niemożliwości rzeczy oczywistych dotyczy również opozycji. Sondażowe analizy mówią dość dokładnie, w jakich blokach powinny te formacje iść do wyborów, a wcześniej współpracować, aby pokonać PiS („Co ma robić opozycja”). Ale jest niemal pewne, że takie optymalne konfiguracje nie powstaną. Może zawiążą się inne, znacznie mniej skuteczne, albo też nie będzie ich wcale. Opozycja doskonale wie, że węgieryzacja, czyli nadmierne jej rozdrobnienie, grozi kilkunastoma latami autorytarnej władzy, ale niemożliwe jest choćby stworzenie wspólnego roboczego sekretariatu.

Zasada niemożności obowiązuje rzecz jasna w samej Platformie.

Polityka 23.2021 (3315) z dnia 31.05.2021; Przypisy; s. 6
Reklama