Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Strażnik z krzyżem

Jak Kościół zmieniał się w instytucję władzy

„Od początku hierarchowie w sposób zachłanny i agresywny próbowali uzyskać od państwa wszystko, co się da.” „Od początku hierarchowie w sposób zachłanny i agresywny próbowali uzyskać od państwa wszystko, co się da.” Mirosław Gryń / Polityka
Danuta Waniek, polityczka i wykładowczyni, która ostatnio wydała książkę „Ołtarz bez tronu…? Walka o rząd polskich dusz”.
Danuta WaniekLeszek Zych/Polityka Danuta Waniek

JOANNA PODGÓRSKA: – Zaraz po zmianie ustroju zaczęło się zacieranie pamięci o współpracy Kościoła katolickiego z władzami PRL, choć wiadomo, że była ona konieczna. Dlaczego?
DANUTA WANIEK: – Bo biskupi chcieli stanąć w szeregu nieskazitelnych i rozliczających, stąd pamięć o współpracy stała się niewygodna. Nie chcieli np. mówić o tym, ile świątyń zbudowano dzięki otrzymaniu zgody państwa na zakup materiałów budowlanych po preferencyjnych cenach, czy o zniesieniu obowiązku prowadzenia ksiąg podatkowych. A starsi pamiętają, że przecież kościoły były w Polsce Ludowej pełne. Po odwilży 1956 r. nie było atmosfery prześladowania ludzi za wiarę, jak dziś wielu sugeruje. Wymaganie świeckości było adresowane tylko do kadr PRL. Zwyczajni ludzie mieli wolny dostęp do wszelkich obrzędów religijnych.

Zwłaszcza Edward Gierek, który miał bardzo pobożną matkę, zliberalizował politykę wobec Kościoła. Jako pierwszy odwołał się do jedności ludzi wierzących i niewierzących i konsekwentnie posługiwał się tym hasłem. Zmiana klimatu na korzyść Kościoła była bardzo wyraźna, łącznie z próbami normalizacji stosunków na linii Warszawa–Watykan.

Po co władzom partyjnym kontakty z Watykanem?
Władzom bardzo zależało, by Watykan uznał w końcu nasze granice zachodnie. W kolejnych ekipach PRL tkwiła obawa o pewność tych granic, zwłaszcza że w tej sprawie nie ufali do końca „towarzyszom radzieckim”. Dlatego ważne było, aby papież uznał polską administrację kościelną na tych terenach. Z Kresów Wschodnich przesiedlano całe parafie, często razem z dotychczasowym proboszczem. Peregrynował tam również prymas August Hlond, aczkolwiek bardzo się dystansował od Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, nie chciał się spotkać z Bolesławem Bierutem, który był wtedy prezydentem Rzeczpospolitej.

Polityka 37.2021 (3329) z dnia 07.09.2021; Rozmowa Polityki; s. 26
Oryginalny tytuł tekstu: "Strażnik z krzyżem"
Reklama